Rok 1990 to czas pełen entuzjazmuAnna Kononowicz aktualnie pracuje jako nauczyciel języka polskiego i historii w Zespole Szkół Specjalnych w Żmigrodzie. Przez wiele lat pełniła funkcję dyrektora tej placówki. Była przewodniczącą rady gminy w latach 1990-1994. Mieszka w Żmigrodzie. Wywiad przeprowadziła Małgorzata Kononowicz.
Ile lat była Pani związana z samorządem gminy?
W samorządzie gminnym działałam przez cztery lata, od 1990 do 1994.
Jakie funkcje sprawowała Pani w samorządzie?
Pełniłam funkcje przewodniczącej Rady Gminy i Miasta.
Czy pamięta Pani pierwsze wybory samorządowe w 1990 roku?
Wybory samorządowe w 1990 roku to czas pełen entuzjazmu, wiary w przemiany. Trzeba było pomyśleć, że były to też czasy trudnych wyborów. Przemiany ustrojowe wymagały wielu trudnych decyzji, niekiedy decydujących. Przejście z gospodarki uspołecznionej do rynkowej to moment, w którym radni musieli podejmować decyzje o np. zamknięciu niektórych zakładów pracy finansowanych przez gminę, gdyż nie przynosiły one żadnych zysków a wręcz przeciwnie.
Czy uważa Pani, że w ciągu ostatnich 20 lat zaszły zmiany w naszej miejscowości?
Zmiany są widoczne w wyglądzie Żmigrodu, wystarczy przejść się ulicami, nowymi chodnikami, domy też wyglądają inaczej, nie rażą już odrapane mury, cieknące dachy, brudne zaułki. No, oprócz ulicy Rybackiej, która zawsze była najbrzydszą ulicą w Żmigrodzie i tak jak wyglądała 20 lat temu, wygląda i dzisiaj. Nie wiem, może to zabudowania, czy coś innego powoduje, że tak wygląda.
Jakie pomysły i projekty zostały dotąd zrealizowane?
Jeszcze za czasów samorządu I kadencji, czyli kiedy my zaczynaliśmy działać, powstał pomysł wybudowania drugiego budynku szkolnego. Wtedy jeszcze nie było gimnazjów, w nowym budynku miała się mieścić szkoła podstawowa. Naszym projektem była również budowa oczyszczalni ścieków. To były projekty, których realizacja została ukończone przez następne zarządy gminy. Pamiętam, ile emocji towarzyszyło radnym, burmistrzowi, ile padało argumentów, jakie były opory, ile trzeba było przekonywać, że oczyszczalnia to priorytet. Wtedy niektórzy uznawali to za fanaberię, wybujałą wyobraźnię. Teraz jest to wymóg, bez oczyszczalni miasto i gmina nie mogłyby funkcjonować.
A jakie cechy powinien posiadać człowiek, który udziela się w pracy samorządowej?
Prawdziwy samorządowiec to człowiek, dla którego największą wartość ma dobro społeczne. Nie liczy dni, nie liczy godzin, które poświęca tej pracy. Pamiętam czasy, gdy powstała nasza gazeta „Wiadomości Żmigrodzkie”. To nieliczna grupa radnych postanowiła, że taka forma komunikacji ze społecznością lokalną musi powstać. Całe wieczory, niekiedy noce spędzaliśmy na tworzeniu każdego numeru. Nie było wtedy komputerów, gazeta nie była drukowana w drukarni. Od początku do końca, łącznie z ilustracjami rodziła się w jednym z pokoi urzędu miasta. Nie wiem, czy wiesz, że redaktorem była Teresa Łopusiewicz, świetna nauczycielka, że winietę gazetki „Wiadomości Żmigrodzkie” wymyśliła i opracowała Elżbieta Kawska, również nauczycielka.
Do pisania artykułów zachęcaliśmy wszystkich, którzy mieli coś do powiedzenia. Była to praca społeczna, wynagrodzeniem była satysfakcja, niekiedy pochwały, niekiedy protesty, riposty. Mieszkańcy stali się aktywni, pisali listy, umieszczali w gazetce swoje przemyślenia, opisywali swoje sprawy, tak jak to pozostało do dziś.
Co najbardziej utrudniało Pani pracę jako radnej?
Co najbardziej utrudniało pracę? Chyba zawiść ludzka. Brak wiary w to, że można coś robić dla drugiego człowieka bezinteresownie . Do dziś to pokutuje w naszym społeczeństwie .
Ci, którzy są na tzw. „świeczniku”, nota bene wybrani przez ludzi, są przez nich nieraz opluwani obrazami. To mi najbardziej przeszkadzało i do tej pory nie mogę się z tym pogodzić, wiem, że czynią tak ludzie małego serca, wieczni malkontenci. Całe szczęście, że jest ich coraz mniej.
Czy Pani zdaniem Polacy zbudowali już społeczeństwo obywatelskie?
Trochę nam jeszcze brakuje. Dopóty dopóki będzie podział na „my” i „oni”, nie ma mowy o społeczeństwie obywatelskim. Wszyscy musimy być „MY”, ale na to trzeba jeszcze poczekać. Społeczeństwa obywatelskiego nie zbuduje jedno pokolenie, to musi trochę potrwać.
Jakie ma Pani marzenia, hobby? Co Pani lubi robić w wolnym czasie?
Mam wiele marzeń, bez nich życie nie miałoby sensu, marzę, by moje dzieci były zdrowe, by fajnie ułożyły sobie życie, by były dobrymi i wartościowymi ludźmi.
Kocham moje miasto, tu się urodziłam, chciałabym by przyjezdni mówili: „w ładnym miasteczku mieszkasz”. Pragnę, żeby władze miasta więcej myślały o promocji naszej gminy. Mamy takie piękne tereny w całej gminie, parki krajobrazowe i ciekawe miejsca.
Żmigród powoli staje się „sypialnią” dla pracujących we Wrocławiu, czy innych okolicznych miastach. My musimy szukać swojej szansy w turystyce i rekreacji. Marzę, by cała gmina „opleciona” była ścieżkami rowerowymi, by stała się miejscem, do której przyjeżdżaliby wrocławianie, rawiczanie czy trzebniczanie, by móc aktywnie wypocząć i podziwiać piękne rezerwaty przyrody, oddychać świeżym powietrzem... Zdaję sobie sprawę, że to kosztuje, ale byłby też zysk, zajęcie dla ludzi.
No właśnie moje hobby to jazda na rowerze. Od pewnego czasu lubię pracować w ogródku. Moją pasją są też „SCRABLE”.
Na zakończenie: czy w przyszłości zamierza Pani podjąć znowu pracę w samorządzie gminnym?
Nie zastanawiałam się, ale chyba mogłabym jeszcze raz spróbować, dla porównania. No, ale najpierw trzeba zyskać zaufanie wyborców. Wiem jednak, że praca dla innych daje wiele satysfakcji, więc może się zastanowię...
|