Podróże ŻmigrodzianOd Jana Zamojskiego do Ojca Mateusza
Na wyprawę, której celem było poznanie Lubelszczyzny, wyruszyliśmy 6 czerwca o godz. 22.00.Około dziewiątej dotarliśmy do Zamościa, od którego rozpoczęliśmy zwiedzanie. To miasto idealne założone przez hetmana Jana Zamojskiego, w 1992 roku wpisane zostało na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturalnego i Przyrodniczego UNESCO. Zamość zwany Perłą Renesansu, Miastem Arkad lub Padwą Północy w pełni na te nazwy zasługuje.Pomyślany jako twierdza mająca bronić włości Zamojskich przed najazdami Tatarów i Kozaków otoczony został fortyfikacjami z siedmioma bastionami i trzema bramami.
My jednak rozpoczęliśmy zwiedzanie od Starówki .Jej centralnym miejscem jest Rynek Wielki mający kształt kwadratu o wymiarach 100 na 100m. Niestety, z powodu remontu nie mogliśmy zobaczyć Ratusza, którego
52-metrowa wieża góruje nad miastem. Dawniej pełniła funkcję punktu obserwacyjnego. Latem codziennie w południe grany jest na trąbce hejnał, zgodnie z tradycją sięgającą czasów Zamojskiego, na trzy strony świata, gdyż ordynat nie życzył sobie, by pozdrawiano królewskie miasto Kraków, z którym rywalizował. Otaczające Rynek renesansowe kamieniczki z arkadami i attykami zachwycają swym pięknem i harmonią.Szczególne wrażenie robią kolorowe fasady kamieniczek ormiańskich z niezwykle dekoracyjnymi fryzami.Cały zamojski rynek to prawdziwa perła renesansowej architektury.
Kolejny godny uwagi obiekt to kościół pod wezwaniem św.Tomasza wzniesiony jako wotum za sukcesy hetmana w wojnach z Moskwą i jako mauzoleum Zamojskich.Tu znajduje się grobowiec ze szczątkami założyciela miasta. Następnie zwiedzaliśmy zachowane fragmenty fortyfikacji miejskich, wystawione tam eksponaty historyczne i armaty broniące dawnej twierdzy. Mieliśmy okazję obejrzeć wystawione do suszenia manekiny prezentujące umundurowanie ówczesnych żołnierzy.
Z Zamościa udaliśmy się do Zwierzyńca, będącego niegdyś
wiejską rezydencją Zamojskich z dworkiem myśliwskim i rezerwatem zwierzyny łownej.Obejrzeliśmy stojący na wyspie niewielki kościółek św.Jana Nepomucena oraz stary młyn wodny. To tu przebywała w połowie XVII wieku Maria Kazimiera de la Grange, późniejsza żona Jana III
Sobieskiego, znana jako Marysieńka Sobieska.
Pełni wrażeń, ale mocno zmęczeni dotarliśmy do Lublina, gdzie w Domu Rekolekcyjnym mieściła się nasza baza wypadowa.Chociaż zmęczenie podróżą i całodziennym zwiedzaniem dało się odczuć, po obiedzie, już każdy na własną rękę, ruszyliśmy na wieczorny spacer po mieście. Hotel nasz mieścił się w pobliżu Zamku, a więc w centrum, zatem wszędzie mieliśmy blisko.
Drugiego dnia wycieczki zwiedzaliśmy Kazimierz Dolny. Z Góry Trzech Krzyży w pełni mogliśmy podziwiać to kolejne piękne ,renesansowe miasto, płynącą dołem Wisłę i białe mury zamku w Janowcu.Wytrwali turyści mogli podziwiać nie tylko Kazimierz i okolicę, ale nawet Puławy z zamkowej wieży. W kościele farnym wysłuchaliśmy koncertu organowego, kupiliśmy w piekarni kazimierskiego koguta, a przewodnik opowiedział nam legendę związaną z tym lokalnym przysmakiem .Nie chciało się opuszczać tego przepojonego swoistym klimatem miasta. Nic dziwnego, że od lat upodobali je sobie artyści. Zapewne nie tylko piękne plenery ściągają ich tu do Kazimierza. Obejrzeliśmy jeszcze w drodze powrotnej lessowe wąwozy o ścianach oplecionych korzeniami drzew. Wrażenie niesamowite i swoisty mikroklimat.
Trzeci dzień wycieczki spędziliśmy w Lublinie. Ponieważ nadal panował upał,z zadowoleniem przyjęliśmy wiadomość, że przedpołudnie spędzimy w ogrodzie botanicznym, gdzie zgromadzono ponad pięć tysięcy gatunków roślin. Niechętnie opuszczaliśmy to miejsce pełne pięknych i rzadkich roślin,ale czekał już na nas lubelski Zamek.Mieści się tu muzeum zbiorów historycznych dotyczących Lubelszczyzny, gdzie oprócz cennych numizmatów i kolekcji uzbrojenia można obejrzeć stroje regionalne ziemi lubelskiej.Znajduje się tu także bogata galeria malarstwa z obrazem J.Matejki "Unia Lubelska".
W lubelskiej katedrze zdobionej bogatą polichromią iluzjonistyczną na uwagę zasługuje cudowny obraz Matki Boskiej Płaczącej.W lipcu 1949 roku na twarzy Madonny pojawiły się krwawe łzy, których ślady widoczne są do dziś.Jako dziecko słyszałam,jak dorośli rozmawiali o cudzie lubelskim, ale nie sądziłam, że zobaczę kiedyś ten obraz na własne oczy.Katedra może się także pochwalić posiadaniem repliki całunu turyńskiego.Jako ciekawostkę należy wspomnieć zakrystię akustyczną .
Nie sposób w krótkiej relacji przedstawić wszystkich uroków tego miasta,którego najbardziej magiczne zakątki poznawaliśmy podczas wieczornych wędrówek. Myślę, że lubelskie Krakowskie Przedmieście ze swoimi kawiarenkami i ogródkami piwnymi na zawsze pozostanie w naszej pamięci jako miejsce, które chętnie przenieślibyśmy do Żmigrodu.
Jednak podczas zwiedzania Lubelszczyzny nie sposób nie pochylić się w zadumie nad mogiłą tych, którzy zginęli w obozie koncentracyjnym w pobliskim Majdanku. Z Lublina do Majdanka prowadzi ulica nazwana Drogą Męczenników Majdanka. W obozie ,w którym straciło życie ponad 300
tysiecy ludzi znajduje się dziś Muzeum. Z daleka widoczny jest Pomnik Walki I Męczeństwa w kształcie granitowego obelisku.oraz Panteon-mauzoleum z prochami zamordowanych tu więźniów z napisem"Los nasz dla was przestrogą". W zadumie wracaliśmy do Lublina.
Kolejny dzień to wędrówka śladami Jana z Czarnolasu.Czarnoleskie Muzeum Jana Kochanowskiego mieści się w dawnym pałacu Jabłonowskich wzniesionym na miejscu dawnego dworu poety.Wita nas stojący przed muzeum pomnik mistrza Jana. Nie zachowała się opiewana w wierszach czarnoleska lipa, a w miejscu gdzie rosła, stoi obelisk upamiętniający śmierć Urszulki.W kościółku przy muzeum możemy zobaczyć postacie Jana Kochanowskiego, jego żony i dzieci.
Kościół w Zwoleniu, w którym został pochowany poeta, jest obecnie w remoncie. Na płycie nad kryptą widnieje napis:" A jeśli komu droga otwarta do nieba tym, co ojczyźnie służą". W roku 1983 złożyliśmy tutaj prochy poety Jana i rodziny Kochanowskich.
Wieczorem tradycyjny już na wycieczkach organizowanych przez panią Lucynę wieczorek. Tym razem z uwagi na miejsce obyło się bez tańców, za to pokazaliśmy, że w znajomości polskich piosenek biesiadnych jesteśmy
bezkonkurencyjni. Nasze spotkanie zaszczycił swoją obecnością ksiądz Paweł,który przyszedł osobiście podziękować tym wszystkim, którzy trzymali za niego kciuki, gdy zdawał swój ostatni egzamin naKUL-u. Ukończył psychologię, oczywiście z wynikiem bardzo dobrym, co nagrodziliśmy oklaskami i stosowną piosenką.
Janowiec to kolejne miejsce, gdzie tylko częściowo możemy zaspokoić swoją ciekawość.Tym razem na przeszkodzie stanęła niedawna powódź.Chociaż ruiny potężnego zamku Firlejów usytuowane są na wzgórzu, są niedostępne dla zwiedzających. Mogliśmy natomiast zobaczyć ogrom szkód, jakie woda wyrządziła w leżącym u podnóża Janowcu. Zalane gospodarstwa, widoczne tylko kominy wielu domów i woda wszędzie bez jakichkolwiek śladów życia, to wszystko robiło bardzo przygnębiające wrażenie. Z zamkowego wzgórza widać było tylko nie
zalany kościół oraz domy Mięćwierza leżącego po drugiej stronie Wisły.
W piątek 11 czerwca wyruszamy do Nałęczowa, który zachował urok i nastrój dawnego kurortu.Tu odpoczywali Prus, Żeromski, Sienkiewicz, tu pochowany został Andriolli, którego ilustracje zdobiły kolejne wydania "Pana Tadeusza".W pijalni parku zdrojowego napiliśmy się Nałęczowianki ze źródełka Nadzieja .Zwiedziliśmy też muzeum Steana Żeromskiego, w którym zachowało się autentyczne wyposażenie domu i pamiątki po
pisarzu.
Kolejne ważne i godne oobejrzenia miejsce to pałac Zamojskich w Kozłówce.Rezydencja zachowała się w idealnym stanie.Oprócz wnętrz pałacowych do zwiedzania udostępniona jest powozownia, teatralnia oraz sala socrealizmu, gdzie zgromadzono ponad 1500 eksponatów-obrazów, rzeźb, plakatów, a stosowny nastrój tworzy muzyka z tamtej epoki. Pałac otacza piękny 19-hektarowy park.
Następnego dnia po raz kolejny jedziemy do Kazimierza, skąd wyruszamy w godzinny rejs po Wiśle, podczas ktorego możemy napawać się pięknem tej malowniczej krainy. Po rejsie każdy na własną rękę mógł wrócić do miejsc, które szczególnie go w tym mieście zainteresowały albo po prostu usiąść w Rynku i chłonąć magiczną atmosferę tego miejsca.Wieczorem w kościółku przy hotelu ksiądz Paweł odprawił w naszej intencji mszę św.,wszak następnego dnia wracaliśmy do domu.
13 czerwca.Od razu po śniadaniu opuszczamy gościnny Lublin i udajemy się do Sandomierza.Przewodnik opowiadał nam o tym mieście dużo ciekawych historii, pokazał nam miejsca warte zobaczenia, a jest ich w tym miasteczku należącym do najstarszych miast w Polsce, sporo. My jednak wypatrywaliśmy miejsc znanych nam z popularnego i lubianego serialu. Ba, mieliśmy nawet cichą nadzieję, że nagle wyłoni się z którejś z uliczek pędząc na swoim rowerze sam Ojciec Mateusz. Niestety
nic takiego się nie wydarzyło. Na pocieszenie zobaczyliśmy filmowy posterunek oraz zdjęcie naszego przewodnika z wnuczką grającą w serialu i Arturem Żmijewskim. Sfotografowaliśmy się też z miejskimi strażnikami ubranymi w historyczne stroje.
Ostatnim zwiedzanym obiektem był zamek w Baranowie Sandomierskim, jedna z najpiękniejszych siedzib magnackich w Polsce.W podziemiach znajduje się wystawa poświęcona wydobywaniu i przeróbce siarki.W pałacowej restauracji zjedliśmy obiad, a na zamkowym dziedzińcu odśpiewaliśmy tradycyjne „Życzymy, życzymy"księdzu Pawłowi, który tego dnia obchodził swoje urodziny. Tym sympatycznym akcentem pożegnaliśmy się z Ziemią Sandomierską.
Kończąc tę moją relację, w niewielkim stopniu oddającą to
wszystko, co dane nam było zobaczyć i przeżyć na tej wycieczce,pragnę gorąco podziękować pani Lucynie Andrysiak, która nie tylko tę interesującą wycieczkę zorganizowała, ale zadbała o to, by każdy dobrze się na niej czuł. Dziękujemy Ci Lucynko za Twój wysiłek i Twoje starania,zwłaszcza, że wiemy, że nie było Ci łatwo ze względu na zdrowie.Dziękujemy panu Wiesiowi-Twojemu ministrowi finansów i dokumentaliście naszych eskapad.
Teresa Łopusiewicz
|