nr 11 (158)   listopad 2004

Opinie na temat sportu i kultury fizycznej

Powszechnie panuje w naszym społeczeństwie opinia, że kultura fizyczna i sport jest czymś zbędnym w życiu człowieka. Wynika to z bardzo niskiego poziomu wiedzy o życiu i zdrowiu człowieka jak również o zupełnym braku świadomości społecznej w naszym społeczeństwie w tym zakresie.

Nawet w gronie nauczycielskim oraz w gronie osób sprawujących kierownicze funkcje w oświacie panuje przeświadczenie, że sport i kultura fizyczna jest czymś gorszym, a może nawet niepotrzebnym w systemie oświaty.
Ludzie sprawujący władzę na różnych szczeblach w trakcie bezpośrednich rozmów mówią o swojej radości z osiągniętych sukcesów sportowych, deklarują swoją pomoc, lecz niestety nie ma to bezpośredniego przełożenia do osiągniętych sukcesów i wkładu pracy. Osiągnięte sukcesy są minimalizowane i bagatelizowane.

Przytoczę prosty przykład. Co to byłby za krzyk, gdyby jakikolwiek uczeń lub uczennica osiągnął przedmiotowy sukces na szczeblu wojewódzkim. Dyrekcja szkoły piałaby z zachwytu, a dany uczeń lub uczennica, byliby pokazywani jako maskotka we wszystkich możliwych sytuacjach. Gdy natomiast mistrzem wojewódzkim lub finalistą Mistrzostw Polski zostaje sportowiec, przechodzi to zupełnie niezauważone. Gdzie te czasy, gdy najlepszych, którzy sięgają najwyższe laury pokazywano na apelach szkolnych? To motywowało innych. Pokazywano na tych apelach również „łotrów”, którzy popełniali przewinienia nie mieszczące się w standardzie postępowania ucznia. Gdzie te czasy...?
Rozmawiając często z osobami sprawującymi funkcje kierownicze w oświacie o wynikach sportowych, dostaję śmieszące mnie odpowiedzi: A cóż to jest przebiec 100 m czy 1000 m, pchnąć kulą, rzucić dyskiem czy młotem, skoczyć w dal czy wzwyż? Po prostu bierze się Jasia, Marysię lub Frania, pierwszego z prawego skrzydła i oni to robią. Natomiast ile to czasu zajmuje przygotowanie ucznia do jakiegoś konkursu przedmiotowego na szczeblu powiatowym?!

Coś w tym jest. Tak prawie każdy może zrobić to „powyżej”, ale z jakim skutkiem, jeśli połowa uczniów nie jest w stanie zrobić tego nawet na ocenę dostateczną, a cóż dopiero osiągnąć najwyższe laury na szczeblu wojewódzkim, makroregionalnym czy ogólnopolskim?! Z wieloletniego doświadczenia powiem, że trzeba na to około 1000 godzin rocznie treningu przez 2, 3 lata. Natomiast wracając do osiągnięć przedmiotowych to nie ubliżając nikomu niczego to ja też mam dzieci i posiadam świadomość, że aby dzieci moje osiągnęły coś w życiu, jestem zmuszony wysyłać je przez wiele lat na wysoko płatne korepetycje z przedmiotów, w których wykazują braki. I to, że moje dzieci osiągają sukcesy powiatowe, a nawet wojewódzkie w konkursach przedmiotowych jest bardziej moją zasługą jako rodzica, niż nauczyciela mego dziecka.

Więc może już czas skończyć z tym powszechnie panującym mitem.
Wiem, że w każdej szkole jest ktoś, kto poświęca się dla dzieci, kosztem własnej rodziny, kosztem własnego zdrowia. Ale ilu tych nauczycieli jest?
Za to, że kultura fizyczna i sport jest traktowana jak przysłowiowe 5 koło u wozu odpowiadamy w większości my nauczyciele wychowania fizycznego, gdyż sami dajemy traktować nasz przedmiot jak coś gorszego. Potocznie uważamy, że z wychowania fizycznego to dziecko powinno mieć na koniec roku tylko czwórkę lub piątkę, przymykając oczy na wyniki przez nie osiągnięte, a zwłaszcza podejście do kultury fizycznej, sportu i zdrowego sposobu życia.

Rodzice z byle powodów dają dzieciom zwolnienia z wychowania fizycznego na zasadzie: paluszek, główka, brzuszek. Poruszyć chciałbym w tym miejscu temat drażliwy, jakim jest comiesięczny cykl miesiączkowy u kobiet. Wszelkie badania od wielu lat wykazują brak przeciwwskazań do umiarkowanego ruchu, a taką przecież uprawia się w szkole w czasie cyklu miesiączkowego, a co więcej umiarkowane ćwiczenia pomagają znosić napięcie mięśniowe i nerwowe w tym okresie. Wiem, że są wyjątki, ale są to stany odbiegające od normy i powinno się je leczyć u specjalistów.

Wielokrotnie zdarza się, że aby uniknąć ćwiczeń dziewczęta zapominają się i wychodzi na to, że mają dwa razy okres w tym samym miesiącu.
Dochodzi do tego, że czasem więcej dziewcząt siedzi z powodu zwolnienia od mamusi, niż czynnie uczestniczy w zajęciach. Czy mamy tych pociech też biorą sobie wolne, gdy mają okres i nie gotują, nie piorą, nie chodzą do pracy.
Artykuł ten piszę jakoby wywołany do tablicy przez osoby z najbliższego mi otoczenia, które nie mają zrozumienia dla trudu włożonego przez zawodników i trenerów w proces osiągania sukcesu. Traktuję go jako materiał do przemyśleń i dalszej dyskusji.

jar

menu

 
 
 
Wiadomości Żmigrodzkie
rss wykonanie
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług, personalizacji reklam i analizy ruchu. Informacje o sposbie korzystania z witryny, udostępniamy partnerom społecznościowym, reklamowym i analitycznym. Korzystając z tej strony, wyrażasz na to zgodę.