nr 02 (196)   luty 2008

Dolny Śląsk - mała ojczyzna

„Ojczyzna, - kiedy myślę - wówczas wyrażam siebie i zakorzeniam.” (Jan Paweł II)

O naszym zakorzenieniu w dolnośląskim mikrokosmosie.
Laskowa to mała malownicza wioska, położona w zaciszu, z dala od huczących miast i przepełnionych dymem ulic. Leży wśród pachnących igliwiem lasów, zielonych łąk, a pachnie unoszącym się w powietrzu zapachem świeżego mleka. To jest moje miejsce na ziemi, mój mały zakątek świata, zwany także dolnośląskim mikrokosmosem. Tutaj się urodziłam, wychowuję, uczę i okazuję uczucia ludziom, których kocham. To miejsce, w którym po prostu żyję.
Są na świecie ludzie, którzy przez całe swoje życie nie zmieniają miejsca zamieszkania, ponieważ są przywiązani do tego miejsca, tam stawiali swoje pierwsze kroki, czasami mówią, że„starych drzew się nie przesadza” i mają w tym trochę racji. I takim człowiekiem jestem także ja. Gdy wyjeżdżam gdzieś daleko, na dłuższy czas, czuję z jednej strony, że spędzę wspaniałe chwile i tak jest, że poznam ciekawych ludzi, odetchnę innym powietrzem i wyrwę się z domu. Przez pewien czas tak jest, ale nadchodzą w pewnym momencie myśli: „Kiedy wrócę do domu?”, „Kiedy spotkam moich najbliższych i będę podziwiać piękną naturę mojej okolicy?” Zatem tęsknię i nie mogę zapomnieć o moim cichym zakątku.
Nastypnym bardzo ważnym elementem, który decyduje o moim zakorzenieniu w dolnośląskim „mikrokosmosie” jest to, że przeżyłam tutaj wiele doznań. Związane były m.in. z radością. Od lat w mojej rodzinie, w naszym wspólnym zakątku, pojawiały się na świecie nowe istotki. Były to bardzo szczęśliwe chwile, jakie mogą spotkać każdego człowieka. Móc patrzeć jak następne pokolenie zaczyna od podstaw, uczy się jak ma żyć, jak wytrwać i kto wie, może i kiedyś pisać o swoim pochodzeniu? Zaszczepia swoje młodziutkie korzenie i zaczyna wiązać się ze swoją ojczyzną i swoim domem. Były też i chwile smutku i zawahania. Najbardziej bolesnymi przeżyciami związanymi z moją rodzinną sagą były odejścia z tego świata osób, które tak bardzo kochałam i podziwiałam. Osób, które nauczyły mnie szacunku i miłości do moich korzeni i miejsc, które są mi bliskie. Można powiedzieć, że te szczęśliwe i smutne dni jeszcze bardziej umocniły i zacisnęły moje więzy z ojczyzną oraz moją malutką wioską. Utrwaliły mnie w wierze, że moi przodkowie rozpoczynali tu swoje życie, uczyli własne dzieci, wnuki, a może i prawnuki miłości do miejsca, w którym się żyje na dobre i na złe. A teraz, gdy już ich nie ma, to ja powinnam uczyć ich tego samego. Tego, aby zawsze pamiętali, gdzie pierwszy raz się uśmiechnęli, zrobili pierwszy krok, bądź powiedzieli ważne w życiu każdego człowieka słowo „mama”. Tego, że ich korzenie zaczęły się na Dolnym Śląsku, w naszym małym mikrokosmosie.

Paulina Adamiszyn
Klasa 3 a
Gimnazjum im. Macieja Rataja w Żmigrodzie

spis treści

menu

 
 
 
Wiadomości Żmigrodzkie
rss wykonanie
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług, personalizacji reklam i analizy ruchu. Informacje o sposbie korzystania z witryny, udostępniamy partnerom społecznościowym, reklamowym i analitycznym. Korzystając z tej strony, wyrażasz na to zgodę.