nr 08 (320)   sierpień 2018

Pręgierz na nowo

1 zdjęcieRenowacja rynku i postawienie pręgierza pobudziło wyobraźnię najmłodszych żmigrodzian. Gdy przyjrzeli się szczegółom posągu na postumencie i poznali dzieje pręgierza, stworzyli nowe legendy o kacie trzymającym w ręku rózgę. Dziś publikujemy dwie opowieści napisane przez czwartoklasistów Szkoły Podstawowej im. B. Chrobrego w Żmigrodzie w ramach projektu „Legendy o żmigrodzkim pręgierzu”.

Legenda o żmigrodzkim pręgierzu, autorka: Anna Kowalska, 4e

Początki Żmigrodu osnute są legendą, wiele wskazuje też na to, że rzekę Barycz przecinała słynna rzymska droga handlowa prowadząca w kierunku „wybrzeża bursztynowego”. Szlak ten prowadził wówczas przez płycizny rzeki, która ze względu na wysoki brzeg i przy obfitości błota, tylko tu, w okolicach Żmigrodu była możliwa do przeprawy. Było to ogromne ułatwienie dla łupieżców, chcących się skryć w ogromnych połaciach lasów, które do tego obfitowały w zwierzynę oraz runo leśne.

Żmigród stał się też domem dla przybyszów z różnych stron Polski. Ludność, która zdecydowała się tu osiedlić, często traciła dorobek życia, ponieważ wielu było nieuczciwych kupców, czy zwyczajnych oszustów, a nawet złodziei, którzy niedługo zabawiali w Żmigrodzie, po czym uciekali z łupem, pozostawiając biednych ludzi bez grosza przy duszy. Wielu było również takich, którzy roztrwonili rodzinny majątek, popadając w nędzę. Nadszedł w końcu taki dzień, kiedy jeden z mieszkańców miał dość patrzenia na bezradność tutejszych władz wobec krzywdy, jaka dzieje się ludziom w miasteczku. Postanowił wziąć sprawy w swoje ręce, zwołując całą okoliczną ludność.

I tak o to zdecydowano, że w północno-zachodnim rogu rynku, dokładnie naprzeciw należącego do książąt Hatzfeldtów budynku sądu, stanie "słup hańby”, czyli pręgierz. W ten o to sposób mały rycerz stał się odtąd "strażnikiem porządku". Najczęściej do pręgierza przywiązywano oszustów, tak by wszyscy mieszkańcy mogli zapamiętać ich twarze, w tym miejscu wymierzano też karę chłosty żelazną rózgą za drobniejsze przewinienia lub ścinano głowy. Od tej pory przestępczość znacznie się zmniejszyła i zapanował spokój, nad którym czuwał "strażnik miejski". Jednak miał on już swoje lata, dlatego bardzo martwił się o przyszłość miasta, gdy jego już zabraknie.

Gdy nadszedł dzień śmierci strażnika porządku, dzwony w pobliskim kościele zaczęły bić i rozniósł się przeraźliwy ich dźwięk po całej okolicy, niebo zasłoniły ciemne chmury. Nagle nieboskłon rozjaśnił się, a dzwony ucichły. Wtedy dopiero wszyscy ludzie zobaczyli, że na szczycie pręgierza stała kamienna postać znanego wszystkim "strażnika miejskiego", u którego boku zwisał miecz, a w prawej ręce trzymał żelazną rózgę, symbol siły i władzy.

I tak oto po dziś dzień czuwa on nad miastem, przestrzega i jest znakiem, że Żmigród rządzi się prawem.

Legenda o pręgierzu, autor: Kornel Korzecki, 4 e

Dawno, dawno temu w Grodzie Żmij panował okrutny władca Mścisław. Był to człowiek zły i bezlitosny, który karał ludzi nawet za drobne przewinienia.

Mścisław nie chciał plamić sobie rąk ludzką krwią, więc znalazł człowieka równie złego jak on sam. Miał on naprawdę podły charakter. Lubił zadawać innym ból i cierpienie, dlatego praca kata była dla niego po prostu stworzona. Katomir, bo tak miał na imię, nosił długi do kolan strój z żabotem pod szyją, a na głowie okrągły kapelusz z niewielkim rondem. Przy pasie po prawej stronie zwisał mu miecz, a w lewej ręce trzymał zawsze żelazną rózgę.

Aby dostarczyć sobie rozrywki, Mścisław wymurował w środku grodu pręgierz, przy którym kat mógł wymierzać kary.

Ludzie bali się władcy i kata. Modlili się o pomoc, aż wreszcie ich prośby zostały wysłuchane. Do grodu, nie wiadomo skąd, przybył tajemniczy wędrowiec. Mężczyzna został ugoszczony przez mieszkańców osady, którzy opowiedzieli mu, w jakim strachu żyją pod rządami Mścisława i jego sługi kata. Wędrowiec chciał podziękować za dobre serca gospodarzy, poprosił więc, aby zabrali go pod pręgierz. Tam akurat odbywała się chłosta biednego rolnika, którą wymierzał Katomir na polecenie obecnego również Mścisława. Tajemniczy mężczyzna podszedł do kata, który akurat miał zadać kolejny cios. Złapał go za rękę i zaczął wypowiadać cicho jakieś zaklęcia, a z jego oczu bił blask. I nagle przerażony lud zobaczył, jak ciało kata zamienia się w kamień! Wędrowiec obrócił się w stronę Mścisława, aby i z nim zrobić to samo. Ale władcy już nie było, uciekał aż się za nim kurzyło.

Mieszkańcy zaczęli wiwatować na cześć wędrowca. Wiedzieli, że teraz już będą wiedli spokojne i dostatnie życie w Grodzie Żmij. A kamienny posąg kata na pręgierzu po dziś dzień stoi na rynku na pamiątkę tego wydarzenia.

Opr. eco

spis treści

menu

 
 
 
Wiadomości Żmigrodzkie
rss wykonanie
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług, personalizacji reklam i analizy ruchu. Informacje o sposbie korzystania z witryny, udostępniamy partnerom społecznościowym, reklamowym i analitycznym. Korzystając z tej strony, wyrażasz na to zgodę.