nr 04 (327)   kwiecień 2019

Uparty góral o wielkim sercu

1 zdjęciePo 25 latach pracy w samorządzie Gminy Żmigród postanowił przejść na emeryturę. Znany chyba wszystkim mieszkańcom, polityk i samorządowiec, w przeddzień zwieńczenia swojej karieryopowiada o swej pracy, miłości, byciu (poza funkcją samorządowca) artystą, romantykiem i... uparciuchem. Co lubi? Jakie ma wady? O czym marzy? Z zastępcą burmistrza Zdzisławem Średniawskim rozmawia Wioletta Owczarek.

WO: Panie Burmistrzu za dwa dni zaplanował Pan swoje odejście z pracy w Urzędzie Miejskim w Żmigrodzie? Był Pan samorządowcem przez wiele lat. Jak podsumowałby Pan ten czas?
Zdzisław Średniawski (ZŚ): W Urzędzie pracowałem ponad 25 lat z przerwami. Ta praca to przede wszystkim ogromne doświadczenie i odpowiedzialność. Doświadczenie poparte przeżyciami z przeszłości. To nauka byciem samorządowcem. Odpowiedzialność przed człowiekiem, przed wyborcą. Służba, powołanie i chęć służenia innym. To konieczność myślenia nie przez pryzmat własnego ja, ale o drugim człowieku, o lokalnej społeczności. To uczciwość i kompetencja w działaniu, oparta na prawdzie. To wreszcie odporność psychiczna. Szczególnie w chwilach, kiedy trzeba powiedzieć „nie”, zachowując w sobie świadomość służebnej roli i odpowiedzialności przed człowiekiem.

WO: Wsłuchując się w Pana podsumowanie, może ono przerazić zwykłego śmiertelnika: permanentny stres, niewyobrażalna odpowiedzialnosć.... Czym była tak naprawdę dla Pana ta praca?
ZŚ: Wszystkim! Cieszyłem się jak małe dziecko, zkażdego metra chodnika, z każdej nowo rozpoczętej inwestycji, szkoły, z każdej pozyskanej złotówki, którą się udało wprowadzić do budżetu. Nie byliśmy wtedy w Unii Europejskiej, było troszkę trudniej. Ale miałem też dużo szczęścia. Wśród załogi trafiałem na ludzi godnych ogromnego szacunku. Właśnie ci ludzie dawali mi to, co najistotniejsze, czyli mądrość i doświadczenie. Zawsze uważałem, że człowiek jest dalece niedoskonały i należy mieć zaufanie do innych. Praca dla mnie to służba. Służyć innym, pomagać potrzebującym to szlachetna idea wynikająca nie tylko z treści społecznej nauki Kościoła, ale również, a może przede wszystkim, ze zwykłych ludzkich wrodzonych odruchów, z potrzeby serca i czynienia dobra. Choć zdarzały się też chwile załamnia.

WO: A miłechwile? Te, które wspomina Pan z sentymentem?
ZŚ: Miałem taki przypadek, kiedy zgłosiła się do mnie matka z pięciorgiem dzieci. W wyniku rodzinnej tragedii, z dnia na dzień, została bez dachu nad głową. Udało mi się wraz z komisją mieszkaniową, w trybie pilnym, przydzielić jej mieszkanie. Pani była tak wdzięczna, że dwa dni przychodziła pod urząd, by w końcu na mnie trafić i podziękować osobiście, z kwiatkiem w ręku. Nie wymagałem podziękowań, ale zrobiło mi się niezwykle miło.
Dla takich chwil warto żyć.

WO: A sam Żmigród? Czym jest dzisiaj dla Pana?
ZŚ: Kiedyś myślałem, że będzie to miasto „na chwilę”. Urodziłem się w Lubawce, maturę kończyłem w Bierutowie. Żmigród traktowałem jako miasto tymczasowego pobytu.
Do momentu, gdy nie poznałem przyjaciół,kolegów, ludzi mi życzliwych. Gdy w 1994 roku zostałem wybrany przez Radę Miejską na stanowisko Burmistrza Gminy Żmigród, wiedziałem, że będzie to moja gmina i moje miasto. Tu przeżyłem najważniejsze dla mnie wydarzenia: urodzenie córki i syna. Tu żyję już ponad 40 lat...

WO: Zarządzanie gminą nie jest łatwe. Podsumowując dzisiaj Pana karierę w samorządzie, która decyzja była dla Pana najtrudniejsza?
ŻŚ: Były chwile, kiedy przyszedł okres załamania fizycznego i psychicznego. Dzisiaj nazwałbym to „zmęczeniem materiału”. Tak było w trakcie budowy obwodnicy żmigrodzkiej, o którą walczyłem wraz z moim następcą śp. Janem Pączką, całe 7 lat. Walka o lepszą infrastrukturę, skończyła się jednak w prokuraturze. Dopiero później dowiedziałem się, że te kłopoty miałym.in. podłoże polityczne. Chciano wykluczyć mnie ze startu w kolejnych wyborach samorządowych. Ale jak to stare przysłowie mówi: „Co nas nie zabije, to nas wzmocni!” Po uniewinnieniu, gdy sąd uznał, że działałem w ściśle pojętym interesie społecznym, powiedziałem sobie: „Nie! Będę nadal działał!”. A co z tego wyszło? Dzisiaj mogą ocenić żmigrodzianie.

WO. Gdyby mógł Pan cofnąć czas, zrobiłby Pan jako samorządowiec, coś nieco inaczej?
Przynajmniej jedna albo dwie decyzje kadrowe były nie do końca prawidłowe. Cofnąłbym albo co najmniej skorygował dwie decyzje personalne.

WO. Życie społeczno-zawodowe wymaga nierzadko zaangażowania 24 godziny na dobę. Jak godził Pan pracę z rolą ojca i męża?
ZŚ. Nie było łatwo. Początki pracy w urzędzie zbiegły się z poważnąchorobą mojej zmarłej żony. Wbrew pozorom jej problemy zdrowotne bardzo mnie wzmacniały. Nie chcę, by to oznaczało, że rozczulam się nad sobą, ale bywały okresy, że trzeba było być ojcem i matką: gotować, prać, sprzątać. Zatrudniłem pomoc domową, córkamusiała wcześniej dojrzeć. Mimo to starałem się być jak najczęściej w domu. Bardzo dużym wsparciem okazali się być moi ówcześni pracownicy i mój zastępca, którego zawsze będę wspominał, a który zginął tragicznie w 2001 r. Mogłem w pełni mu zaufać, na nimpolegać i wiedziałem, że mnie nie zawiedzie. Dzisiaj po raz kolejny chcę mu podziękować. Może gdzieś tam na górze to usłyszy.

WO. Dom, rodzina.. wiąże się z miłością. Czym dla Zdzisława Średniawskiego jest miłość?
ZŚ. Wie Pani, będę szczery aż do bólu.Miłość to słowo „mama”, moje dzieciństwo, zabawa w piaskownicy, bieganie po zielonej trawie zroszonej letnim deszczem, widok mamy odrabiającej ze mną lekcje. Myślę, że to mama we mnie zaszczepiła duży dar pokory. Zrozumiałem to już później, po jej śmierci,kiedy miałem 16 lat...
Miłość to także małżeństwo i dzieci. Spotkałem na swej drodze wyjątkową kobietę, która dała mi dwoje wspaniałych dzieci, z których do dzisiaj jestem bardzo dumny... Po jej śmierci, myślałem że nie spotka mnie już coś takiego jak miłość,ale po dwóch latach wdowieństwa, jak ja to mówię, słoneczko znowu zaświeciło mi nad głową i... świeci do dzisiaj. Gdyby ktoś chciał spotkać szczęśliwego człowieka, spełnionego, to jest taki. Na imię ma Zdzisław Andrzej, a nazywa się Średniawski! (uśmiech)

WO: Co Pan ceni w kobiecie najbardziej?
ZŚ: Uczciwość, przywiązanie, przywiązanie do domu, kultywowanie tradycji, ciepło, serce. Wszystko to co ma kobieta, co powinna mieć, a nie może mieć tego mężczyzna! (śmiech).

WO:. A gdyby miał Pan określić trzywartości, które należy brać pod uwagę przemierzając ścieżki życia.
ZŚ: Tylko trzy? Po pierwsze, szacunek dla drugiego człowieka. Nie ma nic bardziej wartościowego! Na człowieka należy patrzeć przez pryzmat jego problemów.
Druga wartość to umiejętność bycia sobą. Dla mnie bycie sobą oznacza potrzebę ciągłego doskonalenia się oraz bycia dobrym, w poczuciu szacunku do drugiego człowieka. Pokora! Nigdy nie oczekiwałem dowodów uznania, choć wiele ich otrzymywałem, bo czułem właśnie wewnętrzną pokorę.
Trzecia wartość to kompromis. Byłem, jestem i pozostanę człowiekiem kompromisu. Nie przez przypadek od 15. roku życia jestem związany z Ochotniczą Strażą Pożarną. Tam, gdzie jest zarzewie ognia, trzeba gasić wodą, a nie dolewać benzyny. Każdy problem należy rozwiązywać poprzez porozumienie. Należy szukać w człowieku to, co łączy, a nie co dzieli, co przybliża, a nie co oddala, co wyzwala dobro, a ogranicza zło.

WO: Znany jest Pan z umiejętności posługiwania się cytatami znanych osobowości na temat życia, dopasowując je do okoliczności...Jaka jest Pana ulubiona maksyma?
Była jest i pozostanie jedna: „Tylko życie poświęcone innym warte jest przeżycia” Alberta Einsteina. Trzeba żyć dla innych!
Inna maksyma należy do Konfucjusza i wynika z moich doświadczeń z młodości,kiedy ktoś pomógł mi zrozumieć to, że tak mało wiemy: „Wiedzieć, że się wie, co się wie i wiedzieć, czego się nie wie - oto prawdziwa wiedza.” Zdawanie sobie sprawy z tego, że jak niewiele umiem, to bardzo ważne. Źle by było, gdyby na tym stanowisku był człowiek, który myśli, że jest najważniejszy, najkompetentniejszy, że już wszystko wie. A ja sobie zawsze powtarzałem: „Zdzichu, ty jeszcze mało wiesz, jak mało umiesz...”.

WO: „Życie to nie książka, nie masz gwarancji na jej szczęśliwe zakończenie. Ty piszesz ją sam.”- zna Pan ten cytat?(chwila zastanowienie i uśmiech): A ...ja nie wiem, czy to nie jest moje?

WO: Tak, to Pańskie.
ZŚ: Napisałem to w swoich zapiskach, wspomnieniach. 29 marca kończy się rozdział mojego życia. Stawiam kropę, przekładam stronę i zaczynam od nowa...
Warto stale zaczynać od nowa! Mówią mi, że życie zaczyna się po siedemdziesiątce, a co ja mam powiedzieć, jak rozmawiam ze znajomym sołtysem, który ma ponad 90 lat i mówi, że on jeszcze „dziewczyny na lodzie rozgrzeje”? Ja mam TYLKO 68 lat.
Życie jest zbyt krótkie, by je marnować! Życie jest piękne! Trzeba sobie cenić życie, bo to skarb, który docenia się po latach. Życie trzeba brać garściami, ale także pamiętać o tym, że warto dawać! Ważne, by służyć ludziom! Ważne także jest,by otwierając nowy rozdział życia pamiętać, że nie jest sztuką zaczynać życie od nowa, ale sztuką jest zacząć je tak, aby nie było gorsze, niż to poprzednie.

WO : Wspominał Pan, że pewne osoby miały na Pana wpływ. Czy jest osobowość, postać, bohater, który wywarł na Panu największe wrażenie?
Nie da się wskazać jednej postaci.
Wychowałem się w rodzinie katolickiej, ale nie jestem gorliwie praktykującym. Mimo to odpowiedziałbym, że największym autorytetem jest Ojciec Święty Jan Paweł II. Nie spotkałem większego autorytetu wśród Polaków. Mogę wymienić także autorów cytatów, na które się powołuję, albo moją mamę, którą tak ciepło wspominam, a której mi ciągle brakuje. Jednak to, co ten człowiek (Jan Paweł II - przyp.aut.), jako człowiek i jako kapłan,zrobił dla Polski i dla Polaków, to jest nieocenione.

WO: Jaki jest Zdzisław Średniawski prywatnie?
-ZŚ: (chwila zastanowienia) 20 lat temu ukazał się artykuł na mój temat: „Polityk z duszą artysty”.Mimo że ukończyłem technikum rolnicze i byłemkierownikiem zakładów rolniczych, rolnictwo nie znajdowało się zakresie moich zainteresowań. Mnie interesował teatr, kabaret, poezja, konkursy recytatorskie! 4 lata grałem w orkiestrze dętej. We mnie jest dusza romantyka. Mimo, że czasem pokazuję twardziela, coś z tego artysty mam! Dlaczego? Może dlatego, że mam lekkie pióro, że nie mam problemu z wystąpieniami publicznymi? A może wpływ miały słowa ówczesnego mojego dyrektora szkoły, który powiedział: „Zdzichu nie idź do pracy, ucz się.” Lubię poezję, malarstwo...Zawsze gdzieś tam, jak zamykam oczy, widzę chatę góralską, sztalugę na zewnątrz, słonecznik przy płocie, psa, kota.

WO: Napisał Pan jakiś wiersz?
ZŚ: Sporo! Ale niewiele tego zostało. Gdzieś po drodze się pogubiły. Ostatni raz to, co napisałem, topewnego rodzaju oświadczyny, które pojawiły się na odwrocie mojego zdjęcia podarowanego żonie jeszcze przed ślubem: „Bądź mi żoną, przyjaciółką, kochanką i wszystkim tym, co szczęście dać może i szczęście brać chce”.

WO: A hobby? To najbardziej znane to kolekcjonowanie zegarów. I chyba nie pomylę się, jeśli powiem, że zegar to także pewnego rodzaju symbolika życia....
ZŚ: Tak naprawdę pasją moją jest książka. Ja mam jedną wielką bibliotekę w domu. Poza tym kolekcjonuję pióra! W ogóle lubię kolekcjonować. Aprzygoda z zegarami zaczęła się przypadkowo. Choć czy to był przypadek? Chyba nie! Wie Pani, ten czas mija.. coś się kończy... Wybija dwunasta i znowu się zaczyna. To jest mierzenie czasu. Człowiek się rodzi, dorasta, szkoli, zakłada rodzinę. To wszystkojest mierzone. Zegary to zaduma nad mijającym czasem. Zegar przypomina, jak kruche jest życie. Jak z niego trzeba korzystać. Mówiłem: garściami brać! Jeśli patrzymy na mijające lata to na przestrzeni wieków znaczą niewiele, ale na przestrzeni życia każdego z nas to już dość sporo. Wystarczająco, by zrobić coś dobrego.

WO: Cecha charakteru, której Pan w sobie nie lubi?
Upór. Taki maniakalny. Żona mówi : „Uparty góral”. To taka moja wada. Chodzi mi o upór na zasadzie: „Nie, bo nie!” Potem przychodzi czas refleksji. Mówię sobie: „Zdzichu, no co robisz?” Ale z wiekiem tego uporu jest mniej. Życie nas cały czas uczy...

WO: Pańskie upragnione wakacje?
Przede mną! Niewiele razy byłem na wakacjach 2-3 tygodniowych. Moja żona ma swojego bzika. Ja mam zegary, ona ma swoją pasję: pieski, kotki! Ciągle musiałbym jeździć z kotkami, psami! (śmiech) Ale chciałbym wyjechać na rajską wyspę, z przyjaciółmi, być na luzie, być sobą, poszaleć! Szaleństwa w moim życiu za mało było!

WO. To jaki jest Pana sposób na relaks i wypoczynek?
Kiedyś był to ogródek. Miałem także ogromną pasję: akwaria! 30 lat hodowałem rybki. To był dla mnie niezwykły relaks. Mogłem godzinami patrzeć i obserwować, to mnie „rajcowało”! W czasach stresujących żona kupowała mi gazety typu „Detektyw”, bym odpoczywał intelektualnie. Jednak to, co najbardziej cenię i przy czym się relaksuję to książka. Najczęściej sięgam, ot tak sobie, po klasyki: „Pana Tadeusza” i „Quo vadis.” Ale relaks to również zabawa zegarkami, ciągłe przekładanie ich na półkach. Muszę przyznać, że dla mojej żony może to być czasem uciążliwe, ale jest niezwykle cierpliwa!
(po chwili)
Dziś jest tak niewiele cierpliwości. Szczególnie w ludziach młodych. Zawsze mówiłem, że można chcieć być sobą albo być kimś. Aby pokonać tę drogę: być sobą i zostać kimś, trzeba się trochę napracować. Ja swoje życie przeszedłem po schodach, teraz młodzież chciałaby do celu tylko windą, szybko!

WO. Marzenie Zdzisława Średniawskiego to...
Spokój, poświecenie się zainteresowaniom. Ale to nie jest tak, żeja się oderwę od polityki i od życia społecznego. Będę się temu przyglądał: jak sobie radzą urzędnicy, jak miasto pięknieje, jak rozkwita? Poza tym chciałbym, by moje dzieci wnuki, prawnuki były szczęśliwe. Tego szczęścia wszystkim życzę!

WO: A jakie przesłanie przekazałby Pan mieszkańcom Gminy Żmigród?
Chciałbym życzyć autentycznej radości z zamieszkiwania w tym mieście, ale również autentycznego zaangażowania się w życie tego miasta. Coraz więcej jest takiej tendencji zamykania się w sobie. Chciałbym, by ludzie krytykowali konstruktywnie... By czuli, że można więcej! Właśnie tego „więcej” wszystkim mieszkańcom naszej żmigrodzkiej ziemi życzę! Zdrowia i szczęścia nade wszystko i dwa przesłania kieruję: Alberta Einsteina „Tylko życie poświęconeinnym wartejest przeżycia” oraz Władysława Bartoszewskiego: „Warto być uczciwym, choć nie zawsze się to opłaca. Opłaca się być nieuczciwym, ale nie warto . Warto być przyzwoitym...”

menu

 
 
 
Wiadomości Żmigrodzkie
rss wykonanie
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług, personalizacji reklam i analizy ruchu. Informacje o sposbie korzystania z witryny, udostępniamy partnerom społecznościowym, reklamowym i analitycznym. Korzystając z tej strony, wyrażasz na to zgodę.