nr 04 (327)   kwiecień 2019

"Powinniśmy pamiętać"

Są w gminie Żmigród miejsca szczególne. Miejsca tragicznych wydarzeń, które miały miejsce w czasie II wojnie światowej, tuż po niej lub nieco później. Kilka z nich zostało już upamiętnionych choćby tablicą pamiątkową. I o nich nie będę tu pisał. Przypomnę te, które powoli ulegają zapomnieniu. Kilka wybranych faktów. Przypomnę je po to, żeby właśnie pamiętać, a może nawet kiedyś należycie trwale oznaczyć. Z kolei o wielu sprawach już się nie wie lub wiedza o nich jest zbyt mglista, krążą informacje "że gdzieś, ktoś, coś...". One już przepadły w mrokach historii. A może nie do końca? Nieważna jest też tu narodowość Ofiar. To byli przecież ludzie, konkretne osoby.

Żmigród i teren gminy
Tu w zasadzie zaczęło się już w listopadzie 1938 r., kiedy Niemcy spalili tutejszą synagogę. Z kolei W 1942 r. przywieziono do miasta pierwsze kobiety z łapanek w centralnej Polsce. Zakwaterowano je w roszarni. Wówczas wszyscy robotnicy korzystali z kuchni roszarniczej. Natomiast kiedy Francuzów i Polki przydzielono do pracy u rolników, ich miejsce w pracy w roszarni zajęły Ukrainki. W 1943 r. przywieziono kolejnych Polaków - więźniów z Rawicza. Byli oni stale pod strażą i umieszczono ich w oddzielnym pomieszczeniu, gdzie okna były zakratowane.
Jeszcze w okresie II wojny światowej miało też miejsce prawdopodobnie ostatnie ukaranie kogoś pod pręgierzem. Otóż niemieccy naziści przywiązali wtedy jedną kobietę do pręgierza z napisem, które po przetłumaczeniu brzmiało: "Splamiłam honor niemieckiej kobiety, ponieważ zadawałam się z Polakiem".
Z kolei w miejscu, gdzie dziś na rogu ul. Rzeźniczej i Rybackiej jest blok mieszkalny, był browar miejski. W czasie II wojny światowej w podwórzu, przy browarze, stał ogrodzony barak, gdzie Polki przymusowo szyły prawdopodobnie mundury. Z kolei w samym browarze znajdowały się głębokie piwnice na piwo. To właśnie m.in. w tych podziemiach w 1945 r. przytrzymywano tymczasowo stłoczonych mężczyzn niemieckich - żołnierzy, mieszkańców Żmigrodu i okolicznych wsi, zanim zostali wywiezieni dalej - m.in. do obozów jenieckich czy do pracy, a później do radzieckiej strefy okupacyjnej za Odrą i Nysą Łużycką.
Na dzień dzisiejszy udało mi się ustalić, że na terenie gminy Żmigród przymusowo ("u Bauerów"), nie licząc osób przetrzymywanych w obozach lub przy większych zakładach, pracowało: 9 Włochów, 6 Czechów i 28 Polaków.

Dobrosławice
Jeszcze w 1945 r., krótko po wojnie było bardzo niebezpiecznie. Do dziś krążą we wsi opowieści, jak to czerwonoarmiści zastrzelili Polaka za ukrycie konia, a oprócz niego zabili jednego Niemca (cywila), a krótko potem jedna Niemka zmarła w niejasnych okolicznościach - tych dwóch ostatnich pochowano w ogrodzie.

Gatka
Pierwszy okres po wkroczeniu czerwonoarmistów do wsi w 1945 r. był naprawdę tragiczny. Według opowieści mieszkańców dwie niemieckie rodziny zostały zamordowane przez Rosjan. Później pochowano je na jednym z podwórek. Z kolei przy wjeździe do wsi na skraju lasu jest mała drewniana kapliczka - w pobliżu niej rozstrzelano siedmiu niemieckich żołnierzy.

Barkowo
W pierwszych miesiącach 1945 r. doszło do tragedii - w lutym w korytarzu jednego z domów został zastrzelony Polak. Z kolei w 1946 r. (lub 1947 r.), ze względu na wykrytą obecność dwóch AK-owców, KBW (Korpus Bezpieczeństwa Wewnętrznego) zorganizował obławę. Jednego znaleźli, ale tego drugiego już nie...

Kędzie
Pewnego styczniowego dnia w 1945 r. niemieckie wojsko, wiedząc, że front jest tuż tuż, a tym samym zbliża się koniec rozpętanej przez nich wojny, nakazały mieszkańcom w pięć godzin spakować się i wyjechać. Według opowieści dawnych mieszkańców Kędzi dochodziło tu do iście dantejskich scen - otóż kobiety w ciąży, z dziećmi, te co nie mogły uciec, topiły się w miejscowym stawie, a inni z kolei wieszali się...

Książęca Wieś
W zachodniej części wsi znajdował się niemiecki obóz pracy. Byli tu m.in. jeńcy francuscy, którzy budowali kamienną drogę ze Żmigrodu do Osieka (wg planów miała prowadzić do Gruszeczki). Do dziś zachował się parterowy budynek komendantury wzniesiony z czerwonej cegły. Na wschód od niego znajdują się jeszcze fundamenty baraków. Natomiast w lesie przy wjeździe do wsi od strony zachodniej po lewej stronie, tuż przy szosie znajduje się stanowisko konwalii majowej - porasta ona podszycie i znajdujące się tu okopy. Według informacji mieszkańców wsi w lesie tym chowano pomordowanych Żydów z miejscowego niemieckiego obozu pracy. Jeden z mieszkańców - Heinz Rothe wspominał: "Zbliżał się front... 21 stycznia 1945 r. SS pognało więźniarki z obozu w Bukołowie (FAL Kurzbach) do wielodniowego marszu do obozu macierzystego Gross Rosen i stamtąd do Bergen-Belsen czy Mauthausen. Nieznana liczba niezdolnych do marszu została rozstrzelana po drodze lub zamarzła. (...) Ok. 60 chorych jeszcze przed ewakuacją zostało przypuszczalnie wcześniej rozstrzelanych przez SS przy wcześniej wykopanych dołach, a około 7 niezdolnych do marszu zamordowano na terenie obozu (te ostatnie pochowano w lesie zwanym Heidel koło Książęcej Wsi - wtedy Fürstenau). Ponadto jeszcze 20 stycznia obsługa obozu zlikwidowała we wspomnianym lesie koło Książęcej Wsi nieznaną liczbę niezdolnych do marszu. (...) Świadek usłyszał strzały mordowania i znalazł później tam ślady krwi i świeże miejsca pochówku."

Osiek Mały
W czasie II wojny światowej były tu baraki przeznaczone dla kopiących rowy przeciwczołgowe.

Powidzko
W ogrodzie szkoły ewangelickiej czerwonoarmiści rozstrzelali 5 żołnierzy niemieckich.

Przywsie
Żydzi pogłębiali rów między Masłówką a Dąbrocznią łopatami - mieszkająca tu polska rodzina dała jedzenie dwóm z nich, ale niemiecki sąsiad doniósł na nich. Niemcy zastrzelili w lasku owych Żydów, na szczęście polską rodzinę wypuścili.

Radziądz
W 1958 r. we wsi założono cmentarz komunalny. Spoczywa na nim ok. 20 nieznanych osób - trumny przywieziono w tajemniczy sposób w nocy w 1960 r. No i oto właśnie tu chodzi - kim były te osoby, skąd je przywieziono? Ja, co mogłem na swoje możliwości, to sięgałem do różnych źródeł - najstarsi mieszkańcy (albo nic nie wiedzą, albo nie chcą powiedzieć lub też na zasadzie: mogli to być... -jednak były to wersje różne, odbiegające od siebie, wątpliwe, na zasadzie plotki), brak też zapisów w tamtejszych księgach parafialnych, w Archiwum Państwowym we Wrocławiu nic nie ma, w księdze cmentarza jest tylko stwierdzenie, że taki pochówek miał miejsce. IPN zna sprawę. Myślę, że sprawa ta jest warta rozwiązania. Może uda się kiedyś w końcu dociec, kim były te osoby, spoczywające w bezimiennych (jak na razie) mogiłach. Może uda się im przywrócić tożsamość?

Jak widać, tragicznych i czasem jednocześnie tajemniczych wydarzeń wojennych i powojennych w gminie Żmigród nie brakuje. A ponadto dochodzą do tego wspomnienia wojny i przeżyć z niej przybyłych mieszkańców.

Paweł Becela

menu

 
 
 
Wiadomości Żmigrodzkie
rss wykonanie
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług, personalizacji reklam i analizy ruchu. Informacje o sposbie korzystania z witryny, udostępniamy partnerom społecznościowym, reklamowym i analitycznym. Korzystając z tej strony, wyrażasz na to zgodę.