archiwum - 05 - listopad

 
 

Lekcja polskiego w Bargteheide

 
Tegoroczna wyprawa grupy uczniów z gimnazjum im. Macieja Rataja do zaprzyjaźnionego niemieckiego miasteczka przypominała odwiedziny u starych znajomych. Znaliśmy się dobrze my - opiekunowie wymiany, a i wśród uczestników byli tacy, którzy kolejny już raz brali udział w tej akcji. Wprawdzie początek naszego pobytu nie wypadł za dobrze, bo przybycie autobusu do Bargteheide przeciągnęło się o parę godzin (ach te niemieckie autobany!), ale potem wszystko przebiegało już zgodnie z planem.
Chociaż w Bargteheide byłem już z młodzieżą kilka razy, to organizatorzy ze strony niemieckiej zawsze potrafili mnie czymś zaskoczyć. Tym razem niespodzianek było kilka. Oczywiście w czasie naszego pobytu musiały się odbyć żelazne punkty każdej takiej wymiany - zwiedzanie szkoły, hospitacje, wycieczki krajoznawcze, wizyta u władz miasta. Ale tym razem każdy z tych punktów miał w sobie coś nieoczekiwanego. Już samo zwiedzanie budynku szkoły było dla nas ciekawe, bo Gymnasium Eckhorst otrzymało nowe skrzydło, które oddano do użytku dosłownie w dniu naszego przyjazdu. Wszystko pachnące i nowe, a wyposażenie takie, że oczy nam się same otwierały. Zwłaszcza dwie sale fizyki z połączeniami sieciowymi, laptopami dla uczniów, rzutnikiem multimedialnym, pełnym sprzętem audio-video robiły wrażenie. Bo trudno, żeby nie robiły...
Hospitacje przebiegały sprawnie. Nasi uczniowie starali się robić dobre wrażenie, chociaż nie zawsze im się to udawało. Zwłaszcza, kiedy niemiecki matematyk poprosił ich o znalezienie wspólnego mianownika dla dwóch ułamków... Ale spuśćmy na to zasłonę milczenia. Przecież nie po to jechali tych paręset kilometrów, żeby stać przy tablicy. Nieprawdaż?
Naszej dwójce zaś Silke zaproponowała, żeby dla jednej z jej klas przeprowadzić lekcję... języka polskiego. Dla dzieci, które wiedziały może jedynie, gdzie Polska leży na mapie. Podejmiecie się? - zapytała przekornie. Coo? My się nie podejmiemy? - odpowiedzieliśmy z Martą. Zobaczysz, Silke, że po godzinie będą konwersować po polsku. I tak się też stało. Po godzinie nauki podstawowych zwrotów niemieccy jedenastolatkowie umieli przeprowadzać między sobą proste rozmówki zapoznawcze. Dla nas wielka satysfakcja, dla nich mnóstwo radości przy łamaniu języka...
Wycieczki mieliśmy dwie - Do Hamburga i Lubeki. W Hamburgu zastaliśmy tym razem piękną pogodę. Oprócz tradycyjnej przejażdżki promem, spaceru po plaży i wizyty w kościele St. Michel mieliśmy okazję zobaczyć miniaturowe ruchome miasteczko, w którym przedstawiono charakterystyczne miejsca i sytuacje dla naszej cywilizacji - wielkie miasta, góry, porty dworce kolejowe. Wszystko kolorowe, migające i dające się uruchomić jednym przyciśnięciem klawisza. Aż żal było stamtąd wychodzić po ustalonych dwóch godzinach zwiedzania.
Lubeka odkryÅ‚a nieznane nam do tej pory uroki. I nie mam tutaj na myÅ›li monumentalnych zabytków owianych wspaniałą historiÄ…, ale coÅ› bardziej prozaicznego - marcepan. DziÄ™ki życzliwoÅ›ci i pomysÅ‚owoÅ›ci Silke i Sandry (niemieckie koordynatorki akcji wymiany) mogliÅ›my w fabryce marcepanau „Leu” uczestniczyć w lekcji na temat produkcji tego smakoÅ‚yku. SÅ‚uchaliÅ›my wykÅ‚adu o pochodzeniu i tajemnicach marcepanu, a potem każdy z nas mógÅ‚ wÅ‚asnorÄ™cznie ulepić malutkÄ… różyczkÄ™ i przekonać siÄ™, że to wcale nie jest takie proste. A marcepan oczywiÅ›cie - pyszny!
W przedostatnim dniu naszego pobytu w Bargteheide rodziny goszczące nas w swoich domach zorganizowały przyjęcie na naszą cześć. Było dużo potraw i napojów, ale ważniejszy był fakt, że obecni na tym spotkaniu rodzice uczestników wymiany, opiekunowie i sami uczniowie mogli dokonać pierwszego podsumowania tych kilku dni spędzonych wspólnie. Nikt nie krył zadowolenia. Padały ciepłe słowa podziękowań, zaproszenia do kolejnego przyjazdu. To zawsze miły akcent przed odjazdem. Tak samo jak łzawiące oczy dzieciaków przy pożegnaniu. Bo następnego dnia musieliśmy już wracać.
Aha, zapomniałbym napisać o wizycie w ratuszu. Najkrócej chyba będzie jak powiem, że była darmowa cola i paluszki, no i jeszcze można było w cieple posiedzieć przez kilkadziesiąt minut. Też jakiś zysk.

Robert Kolebuk

[PANEL PRAWY]
 
w numerach archiwalnych

na stronie www
 
 
Wiadomości Żmigrodzkie
rss wykonanie
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług, personalizacji reklam i analizy ruchu. Informacje o sposbie korzystania z witryny, udostępniamy partnerom społecznościowym, reklamowym i analitycznym. Korzystając z tej strony, wyrażasz na to zgodę.