archiwum - 09 - czerwiec

 
 

Początek wakacji w Bargteheide

O wyjazdach na wymianę pisałem w poprzednich latach na łamach "Wiadomości" regularnie. Jednak ten wyjazd był pod kilkoma względami inny. Po pierwsze pojechaliśmy nie w czasie trwania roku szkolnego tylko w pierwszym tygodniu wakacji. Taka decyzję wymusiły na nas coraz większe trudności obu współpracujących placówek ze znalezieniem pasującego terminu. I u nas i u Niemców trwa w szkołach ciągła walka o lepsze wyniki nauczania: zagęszczają się diagnozy egzaminy, prace kontrolne. Niektóre są wprost narzucone przez organy nadzorujące. W tym gąszczu niezwykle trudno wygospodarować tydzień na przedsięwzięcie z pozoru tak mało związane z procesem nauczania jak wymiana uczniowska. Ale dzięki determinacji obu szkół jednak się udało. My pojechaliśmy w ostatnim tygodniu czerwca (niemieccy uczniowie mają wakacje dopiero od połowy lipca), zaś rewizyta naszych partnerów w Żmigrodzie nastąpi najprawdopodobniej w listopadzie.
Innym wartym podkreślenia wyróżnikiem tegorocznej wymiany było to, że w tym roku po raz pierwszy oprócz uczniów naszego gimnazjum udział w akcji wzięła dwójka Ratajowych absolwentów, którzy pojechali z nami, aby odwiedzić swoich starych znajomych. Świadczy to na pewno o tym, że kontakty nawiązane przez naszych uczniów w poprzednich latach są ciągle żywe i wykraczają poza mury szkolne. Dla nas, organizatorów tej wymiany, to prawdziwy powód do dumy i wiary, że nasze dotychczasowe działania miały głęboki sens.
Pod względem programu realizowanego w czasie pobytu w Niemczech, nasz wyjazd niewiele różnił się od poprzednich. Głównych celem było poznawanie życia codziennego i warunków nauczania niemieckich rówieśników. Polscy uczniowie zakwaterowani byli w domach swoich niemieckich kolegów, chodzili z nimi na lekcje, jeździli na wycieczki (tym razem do Hamburga i nad Bałtyk), brali udział we wspólnych imprezach integracyjnych. Jednak wyjazd ten cechowała niezwykła swoboda, która towarzyszyła naszemu pobytowi w Bargteheide. Nie wiem, czy to zasługa wakacyjnej atmosfery, czy obecności w grupie starych wyjadaczy (niektórzy z nich byli na wymianie trzy i więcej razy). Dość powiedzieć, że młodzi Żmigrodzianie cały czas czuli się w Bargteheide jak u siebie. Komunikacja przebiegała bezproblemowo i nasza nauczycielska opieka nad nimi była właściwie tylko symboliczna. Może wreszcie nasza polska młodzież zaczyna dobrze czuć się w skórze pełnoprawnych Europejczyków?
Nie wiem, jakie będą dalsze losy tej trwającej już osiem lat współpracy, czy obu szkołom uda się w swoim coraz bardziej napiętym kalendarzu zarezerwować tydzień na pielęgnowanie polsko-niemieckich kontaktów. Ale wiem, że trudno będzie utwierdzić naszych nastolatków w przekonaniu o wadze i znaczeniu ich roli dla wspólnej Europy bez ich stałej, codziennej, regularnej obecności w tejże Europie.
Na koniec zapraszam na szczegółowe opisy naszego pobytu na szkolną stronę www.mrat.pl i oddaję głos uczestnikom wymiany.

Robert Kolebuk



Małgorzata Kononowicz: Po długiej i męczącej podroży trwającej ok. 9 godzin w końcu dojechaliśmy na miejsce. Zmęczeni i niewyspani poszliśmy do szkoły, gdzie zjedliśmy syte śniadanie, a potem spotkaliśmy się z dyrektorem. Potem poznaliśmy naszych nowych niemieckich kolegów i wraz z nimi udaliśmy się na lekcje. Mieliśmy okazję bliżej poznać kulturę niemiecką oraz ich sposób nauczania, który bardzo różni się od naszego. Niemiecka skala ocen to przeciwieństwo naszej. Nasza 6 to najsłabsza ocena według niemieckiego sposobu oceniania. Przede wszystkim lekcje u naszych kolegów są o wiele bardziej luźne. Po lekcjach każdy pojechał do domu. Była to chwila na doprowadzenie się do ładu, bo już po południu byliśmy z sobą umówieni na jednym z tutejszych osiedli. Jak zawsze było wesoło.

Izabela Możdżeń: Pierwszy dzień i noc właśnie minęła... Mnie przytrafiła się taka przyjemność, że jestem podzielona (rozerwana) na dwie niemieckie koleżanki. U jednej (Maxima) jestem pierwsze dwa dni, a u drugiej (Lea) kolejne trzy dni. Na początku bałam się bardzo, jak to będzie przebiegało. Dziś jestem pewna, że jestem jedną z tych polskich uczennic, które są najlepiej goszczone. Moje koleżanki są bardzo crazy (oczywiście tak, jak ja) i bardzo mi się to podoba. Dzisiejszy dzień spędziliśmy w szkole na lekcjach. Po południu wybraliśmy się razem na basen. Było suuuper. Bardzo mi się tu podoba. Jutro również szykuje się wspaniały dzień. Nie chcę wracać do Polski. Pozdrawiam rodzinkę i psa Olesia :-)

Alicja Wołoszyn: Trzeci dzień zaczął się jak każdy inny... Najpierw cała nasza grupa udała się na pierwsze dwie lekcje. Potem pojechaliśmy do drugiego co do wielkości miasta Niemiec - Hamburga. Był tam wielki port, szliśmy wzdłuż rzeki Łaby przez kamienie i piasek. Parę razy pływaliśmy też statkiem. Po opłynięciu rzeki mieliśmy czas wolny. Miasto przyciąga niepowtarzalną atmosferą, w operach słychać śpiew, w teatrach liczne spektakle, zabytkowe uliczki w centrum i ogrody także zachęciły nas do spaceru. Po naszej udanej, wyczerpującej wycieczce wróciliśmy do swoich domów... Tam jak zawsze czekała na nas pyszna kolacja i rodzinna atmosfera...

Magdalena Marek: Dzień trzeci był bardzo udany. Pojechaliśmy na wycieczkę do Hamburga. Byliśmy w tunelu pod rzeką Łabą, pływaliśmy statkiem i spacerowaliśmy brzegiem rzeki. Po przyjemnej wycieczce poszliśmy na miasto i mieliśmy czas wolny. Jutro jedziemy nad morze. Uważam, że takie wymiany są fajne i powinny być organizowane, ponieważ uczymy się dużo nowych słówek i miło spędzamy czas.

[PANEL PRAWY]
 
w numerach archiwalnych

na stronie www
 
 
Wiadomości Żmigrodzkie
rss wykonanie
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług, personalizacji reklam i analizy ruchu. Informacje o sposbie korzystania z witryny, udostępniamy partnerom społecznościowym, reklamowym i analitycznym. Korzystając z tej strony, wyrażasz na to zgodę.