Mamy młodego mistrza w boksie na Dolnym Śląsku!
2 zdjęciaPrzede mną siedzi młody chłopak, uczeń trzeciej klasy gimnazjum w Zespole Szkół Dwujęzycznych w Żmigrodzie. Niesamowicie skromny, spokojny. Osiem miesięcy ciężkiej pracy w klubie Bombardier Wrocław sprawiło, że Hubert Kikut wywalczył złoty medal w kategorii wagowej do 60 kg w Mistrzostwach Dolnego Śląska Kadetów, które odbyły się w dniach 9-11.02.2018 r. w Przewornie.
Aleksandra Klimkowska: Hubercie, muszę Cię o to zapytać. Dlaczego wybrałeś akurat boks? To nie jest tak popularna dziedzina sportu, jak bieganie czy piłka nożna.
Hubert Kikut: Zawsze lubiłem boks, po prostu. Kiedy w Żmigrodzie został otwarty klub, to postanowiłem spróbować swoich sił. Z czasem trener Piotr Szypulski przeniósł się do Wrocławia, a ja razem z nim. Mam szczęście, że trafiłem pod jego skrzydła. Boks traktuję jako mój styl życia. Czasami mam dość, jest to bardzo wymagające zajęcie. W trudnych chwilach najbardziej mogę liczyć na wsparcie rodziców, trenera, najbliższych znajomych. W boksie lubię to, że jest sportem indywidualnym, wszystko zależy wyłącznie ode mnie. Nie uczy tylko techniki walki, ale przede wszystkim pokory, systematyczności i ciężkiej pracy.
A.K.: Trenujesz dość krótko, to kwestia miesięcy, nie lat. Nie wszystkim udaje się osiągnąć taki sukces. Czemu go zawdzięczasz?
H.K.: To przede wszystkim kwestia treningów, zawzięcie, także odrobina talentu. Podchodzę do tego na poważnie, boksowi poświęcam bardzo dużo czasu, prawie codziennie jeżdżę na treningi. Staram się dawać z siebie wszystko.
A.K.: Przed Tobą mistrzostwa Polski Kadetów, które odbędą się już w sierpniu. Jak się przygotowujesz? Jesteś na słynnej sportowej diecie?
H.K.: Nie, nie mam ścisłej diety, chociaż staram się utrzymać kategorię wagową. Treningi są przygotowane pod kątem poprawy siły i kondycji. Im bliżej sierpniowej imprezy, tym będą coraz mniej wyczerpujące; razem z trenerem postawimy na szlifowanie techniki.
A.K.: Wiele osób postrzega boks jako bardzo brutalny sport. Zgodzisz się z tą opinią?
H.K.: Zawodnicy na ringu nie myślą o tym, żeby wyrządzić sobie krzywdę. Liczy się dobra walka. Wygrana. Jesteśmy odpowiednio zabezpieczeni przez kontuzjami, które oczywiście zdarzają się w tym sporcie - jak zresztą w każdym innym. Sam miałem okazję przekonać się o tym już podczas pierwszych walk, kiedy ucierpiał mój nos. Nosimy kaski, rękawice ochronne. Jeśli emocje są zbyt duże, to sędziowie natychmiast reagują na niedozwolone ciosy, czasem zmuszeni są przerwać walkę.
A.K.: Powiedz, proszÄ™, jak wyglÄ…da typowy trening bokserski?
H.K.: Przede wszystkim zaczynamy od rozgrzewki. Jest ona kluczowa. Nie walczymy od razu z przeciwnikiem, ba, zdarza się to rzadko. Pracujemy z workami treningowymi, tarczujemy, skaczemy na skakankach. Każdy trening tak naprawdę jest inny. Zależy od tego, do czego akurat się przygotowujemy, co szczególnie chcemy poprawić. Na koniec - zawsze pamiętamy o rozciąganiu.
A.K.: Ilu zawodników trenuje klubie? Czy dziewczyny także mogą boksować?
H.K.: W klubie trenuje wiele osób, ale nie każdy może zostać zawodnikiem. To trener decyduje, kto weźmie udział w rywalizacji. Ja otrzymałem tę możliwość po około pół roku systematycznych treningów, jest to dość krótki czas. Dziewczyny? Tak, trenują, jednak są to pojedyncze przypadki. W zawodach mogą brać udział już 14-latkowie. Do kiedy można trenować? Tak naprawdę do momentu, aż zdrowie pozwoli. Należy mieć aktualne badania, aby stanąć w czterech kątach ringu.
A.K.: Nadchodzi dzień walki. Co masz w głowie, kiedy stajesz naprzeciwko innego boksera? Motywujesz się czymś do wygranej?
H.K.: W tym sporcie kluczową rolę odgrywa psychika. Można być świetnie wytrenowanym, a nie poradzić sobie ze stresem, przestraszyć się. Dla mnie liczy się po prostu wygrana. Nie rozpraszam się krzykami kibiców (ich głosy tłumi mi poza tym kask), słucham tylko wskazówek trenera. Na początku towarzyszył mi stres, ale to także kwestia przyzwyczajenia do takich warunków. Wiem, że tylko odpowiednia siła, szybkość i wytrzymałość zapewniają sukces. Nie da się zaniedbać jednej z tych rzeczy. Cała walka z przerwami trwa dziewięć minut. To czas, kiedy muszę dać z siebie jak najwięcej.
A.K.: Wspominałeś, że poświęcasz boksowi bardzo dużo czasu. Wiążesz z nim odleglejszą przyszłość?
H.K.: Tak, chciałbym nieustannie rozwijać się w tym kierunku, zdobywać kolejne mistrzostwa, dążyć do udziału w Olimpiadzie. To mogłoby dać mi szansę zajęcia się boksem zawodowym, który jest bardzo popularny. Dlatego chciałbym chodzić do jednego z wrocławskich liceów. Będzie to po prostu wygodniejsze. Codzienne wstawanie, szkoła, dojazd, trening, powrót do domu i nauka bywają wyczerpujące. Szczególnie, kiedy wygląda tak prawie każdy dzień.
A.K.: Na koniec pytanie o reakcje znajomych. Nie boją się Ciebie? Bokser z pewnością poradziłby sobie w opałach.
H.K.: Nie, nadwyżki energii pożytkuję wyłącznie na workach treningowych (śmiech). Poza tym w szkole o moich zainteresowaniach nie wie zbyt wiele osób, tak mi się wydaje.
A.K.: Hubercie, mam nadzieję, że w sierpniu będę miała okazję porozmawiać z Tobą ponownie - tym razem jako z mistrzem Polski. Zgodzisz się na wywiad?
H.K.: Obiecuję, że postaram się przygotować jak najlepiej, choć wiem, że poziom na takich zawodach jest już bardzo wysoki.
Aleksandra Klimkowska