Niszczący żywioł
Dwa pożary w czasie jednego miesiąca w Radziądzu. W sumie 7 rodzin pozostało bez dachu nad głową.
Pierwszy pożar 3 sierpnia około godziny 20.15 zauważyła sąsiadka . Przyczyna: instalacja elektryczna. W tym czasie wszyscy przebywali na zewnątrz. W domu w łóżeczku spało dziecko. Sekundy liczyły się w walce o życie. Niestety z dobytku niewiele udało się uratować. Spłonęła mikrofalówka, zestaw DVD i wiele, wiele innych sprzętów, których nie da się odzyskać. Nowym telewizorem państwo Szafrańscy nie zdążyli się jeszcze nacieszyć. To, co ocalało przed ogniem, zostało zalane wodą podczas akcji ratunkowej. Mieszkanie zostanie odbudowane. Po pożarze poszkodowanych przygarnęła sąsiadka, Janina Bartosik.
W środę, 18 sierpnia pomiędzy 15 a 16 zaczął palić się kolejny budynek w Radziądzu. 3 lata temu pożar strawił budynek gospodarczy, który właściciele niedawno odbudowali. -
Mimo wszystko, nie poddajemy się - mówi Grzegorz Czerniawski -
teraz mieszkamy u rodziny. Chcemy przerobić na mieszkanie odbudowany budynek gospodarczy. Chciałbym podziękować tym, którzy udzielili nam pomocy. Dzięki wsparciu, mamy już w co się ubrać.
Prawdopodobnie przyczyną pożaru było zaprószenie podczas nakładania papy termozgrzewalnej. Dom nie był ubezpieczony.
Zdaniem sąsiadów pana Grzegorza, którzy zgłosili pożar, pierwsi strażacy przyjechali dopiero po 40 minutach. Strażacy ze Żmigrodu zapewniają, że wyruszyli natychmiast, jak tylko dostali zgłoszenie z PSP w Trzebnicy. Wśród naszych ochotników z wiosek znaleźli się ponoć i tacy, którzy przyjechali do akcji w... klapkach. Ludzie byli zdziwieni, że strażacy przyjechali do pożaru bez wody.
Przy pierwszym pożarze mieszkańcy chcieli sami podjąć akcję ratowniczą, ale nie mieli dostępu do wody z hydrantu. -
Czy klucz do hydrantu nie mógłby znajdować się u kogoś z wioski, tak byśmy w razie potrzeby mieli dostęp do wody? - pyta Mariusz Szafrański.
jota