archiwum - 06 - lipiec

 
 

Ocalić od zapomnienia [Byliśmy darmowymi producentami żywności dla Niemców]

Pracownicy żmigrodzkiej roszarni
 
Fotografia ślubna państwa Szymczaków
 
Na wycieczce krajoznawczej
 
 
 
Moja babcia Teresa Szymczak z domu Skiba urodziła się 19.09.1932 r. w miejscowości Kubeczki. Obecnie mieszka w Żmigrodzie przy ul. Wrocławskiej. Jest mężatką z czwórką dzieci i siedmiorgiem wnucząt.

- Gdzie mieszkałaś w czasie wojny?
- Od urodzenia mieszkałam w miejscowości Kubeczki w województwie poznańskim. Wojna zaczęła się, kiedy miałam 7 lat.

- Co możesz opowiedzieć o rodzinnej miejscowości?
- Była to mała i bardzo biedna wioska. Parę gospodarstw, kilkanaście domków. Nie było żadnych młynów, kościołów, sklepów, lecz większość ludzi radziła sobie i nie klepała biedy. W wiosce było więcej kobiet, ponieważ chłopów powyżej 18 lat brano na wojnę, gdzie ginęli, odnosili rany. Niemcy traktowali nas jak darmowych producentów pożywienia dla ich armii. Ludzi ogarniał strach, bali się wychodzić z domów. Wszyscy żyli ze swojej ziemi. A jeżeli Niemiec wszedł na dobrą gospodarkę, to wszystko zabierał. Nie mogliśmy nic sprzedawać w ciągu roku można było dla siebie uhodować tylko jedną świnię. Niemcy zabrali wszystkie maszyny.

- Jak liczna była Twoja rodzina i czym zajmowali się rodzice?
- Ojciec był na wojnie, a ja z matką i dwójką rodzeństwa byłam w domu. Żyliśmy tylko z ziemi, ale nie było u nas głodu. Przez nasze pole przebiegała granica niemiecka.
W 1940 r. ojciec został na wojnie ranny w nogę. Pamiętam, że strasznie wtedy płakałam.

- Jak wyglądały relacje z sąsiadami?
- Wszyscy żyli w strachu, dlatego schodziliśmy się zawsze do jednego domu, bo wiadomo, że razem raźniej. Jeden drugiemu pomagał, pocieszał. W wiosce byli sami Polacy.

- A jak wyglądało życie codzienne?
- Dzieci musiały chodzić na inną wioskę do niemieckiej szkoły, gdzie nie można było mówić po polsku, a kto to uczynił, musiał klęczeć przez godzinę na grochu. Chodziłam krótko do szkoły, bo nie miałam butów. W domach zostawały gospodynie i chowały wszystko, żeby Niemiec nie zabrał. Ludzie piekli chleb z pszenicy, a w tamtych czasach trwało to bardzo długo. Można było mieć tylko jedną krowę.

- Jak wspominasz okupację niemiecką?
- Strasznie ! To, co przeżyliśmy, jest nie do opisania. Niemcy wyrabiali z Polakami okropne rzeczy. Tak naprawdę nie miałam prawdziwego dzieciństwa, bo „zjadła” je wojna. Widziałam jak uciekali Niemcy. Zaraz po nich pojawili się Ruscy.

- Czy całą okupację spędziłaś w tej wiosce?
- Tak, nie byłam nigdzie wysiedlana. W okolicy wioski był najpierw obóz pracy dziewczyn, a potem Żydów. Niemcy cały czas nas obserwowali.

- A czy było jakieś wydarzenie, które utkwiło Ci szczególnie w pamięci?
- O tak! Było takie jedno wydarzenie, którego nigdy nie zapomnę. Pewnego razu w wieku 8 lat byłam z mamą na jagodach. Zbierałyśmy je bardzo długo, ponieważ miałyśmy je sprzedać jakiejś Niemce i za te pieniądze kupić buty i cukier. Przez nieuwagę weszłyśmy około metr na polską granicę i załapało nas gestapo. Moja mama umiała dobrze mówi po niemiecku, ale gestapowiec nie chciał jej słuchać. Wziął wiadro i wysypał wszystkie jagody na ziemię, a następnie podeptał. Moja mama postraszyła go, że powie wszystko Niemce, której miałyśmy sprzeda te jagody, ale on nie uwierzył i nas wyśmiał. Całą drogę powrotną płakałyśmy.

- Dziękuje Ci bardzo, że zgodziłaś się na udzielenie mi wywiadu.
- Proszę bardzo, choć powrót do tamtych czasów jest dla mnie bardzo trudny.

Rozmawiała Anna Sulikowska

[PANEL PRAWY]
 
w numerach archiwalnych

na stronie www
 
 
Wiadomości Żmigrodzkie
rss wykonanie
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług, personalizacji reklam i analizy ruchu. Informacje o sposbie korzystania z witryny, udostępniamy partnerom społecznościowym, reklamowym i analitycznym. Korzystając z tej strony, wyrażasz na to zgodę.