Uczniowie z Radziądza na "zielonej szkole"
Zapiski z zielonej podróży
Tradycją radziądzkiej szkoły jest organizowanie wyjazdów w ramach programu „zielonej szkoły”. W tym roku pojechaliśmy w Beskid Śląski i Żywiecki pod hasłem „Do źródeł Wisły”. Oto wspomnienia, wrażenia i odczucia uczestników wyjazdu, a także bardzo ogólna prezentacja naszego programu. Często powtarzane zdanie przewodnika, który realizował z nami szlak wycieczki, to: „program jest bogaty i musimy trzymać się czasu”. No i trzymaliśmy się, a tym samym zobaczyliśmy wszystko, co zaplanowaliśmy. Poniżej przedstawiamy pierwszą „porcję” wrażeń młodzieży, pozostałe będą publikowane sukcesywnie w następnych numerach „Wiadomości Żmigrodzkich”.
W pierwszy dzień naszego wyjazdu na „zieloną szkołę” poszliśmy do kopalni srebra i ołowiu w Tarnowskich Górach. Podzieliliśmy się na dwie grupy i poszliśmy oglądać dawne narzędzia pracy górników. Następnie pobraliśmy kaski ochronne, w których mieliśmy zjechać na sam dół kopalni windą dla górników. Nasza Pani w kasku wyglądała zabójczo. Tam przyszła po nas Pani przewodniczka i ruszyliśmy wąskim korytarzem wykutym w skale. W niektórych miejscach ten korytarz był tak niski, że musieliśmy iść pochyleni, ale i tak niektórzy uderzali kaskami w sufit. Pani przewodniczka pokazała nam miejsca w których górnicy pracowali tzw. komory. W niektórych miejscach musieli się czołgać, aby dotrzeć na swoje stanowiska pracy. Zwiedzając dotarliśmy do łodzi, którymi odbyliśmy dalszą część wycieczki. Było zimno i wilgotno. Po zakończeniu wodnej wyprawy udaliśmy się do windy, którą wyjechaliśmy na powierzchnię.
Zwiedziliśmy także inną sztolnię zwaną „Sztolnią pstrąga”, ale tam musieliśmy schodzić i wychodzić pieszo. Za to zwiedzanie odbywało się na łodziach. Łodzie płynęły, bo sternik w wąskiej sztolni odpychał się od ścian. Przewodnik opowiadał nam przypowieści związane z kilkoma bramami. W jednej z nich kapała woda. Jeżeli spadła kropla na głowę, to będziemy mądrzy, jeżeli na kolano to będziemy bogaci, ale jeżeli na plecy to będziemy nieszczęśliwi. Wszyscy wypinali się do przodu, żeby tylko plecy były suche.
Paulina Kowalska kl. III
24 kwiecień to drugi dzień wyjazdu z radziądzkiej szkoły w góry. Rano po pobudce i pysznym śniadaniu pojechaliśmy do Cieszyna, aby pozwiedzać i pooglądać miasto. Przewodnik po drodze opowiadał nam o zabytkach, krajobrazach i zakładach znajdujących się za oknem. Kiedy dojechaliśmy na miejsce od razy z wielkim zapałem ruszyliśmy zwiedzać Muzeum Śląska Cieszyńskiego. Bardzo zachwyciła nas „Cieszyńska Wenecja”, podobna do prawdziwej, ale mniejsza - tak mówił przewodnik. Po południu pojechaliśmy do Ustronia, aby wjechać kolejką krzesełkową na górę Czantorię. Było wesoło, ale niektórzy bardzo to przeżywali.
Wieczorem poszliśmy na spacer po Wiśle z nadzieją spotkania Adama Małysza. Niestety, zobaczyliśmy tylko jego dom i jego psa.
Ilona Kudła kl. V