60-lecie państwa Piaseckich
Jubileusz wpisany w historiÄ™ miasta
W powojennym Żmigrodzie spotkało się dwoje młodych ludzi. Pani Genowefa Denys, która ze wschodu przyjechała do Żmigrodu po wojennej zawierusze w sierpniu 1945 roku i podjęła pracę w tartaku, podobnie jak przybyły w tym czasie z Częstochowy pan Mieczysław Piasecki. Uczucie zawiodło ich na ślubny kobierzec 5 października 1947 roku. Ślubu udzielał ksiądz Sarwa - postać, o której wspomnienia żywe są cały czas, nie tylko wśród starszych mieszkańców naszego miasta.
Od tego momentu minęło ponad sześćdziesiąt lat. Okrągły jubileusz państwo Piaseccy świętowali podczas rodzinnej imprezy oraz okolicznościowej mszy świętej, w otoczeniu trzech synów, sześciorga wnucząt i tylu samo prawnucząt. Jaka jest recepta, by razem, w zgodzie i harmonii być ze sobą od tylu lat? Pani Piasecka tylko uśmiecha się znacząco.
- Trzeba się szanować i najzwyczajniej w świecie żyć w zgodzie. Życzliwość to podstawa wszystkiego. Teraz nastały takie czasy, że para spotyka się, bierze ślub a potem miesiąc, rok i rozchodzą się. Trzeba się kochać i szanować. Niezależnie od sytuacji. W naszym życiu też były chwile ciężkie, żyło się skromnie, nie raz człowiek zapłakał, ale zawsze wspieraliśmy się - podkreśla pani Genowefa. -
U nas gniewu nie było nigdy, choć przecież dom to nie kościół - potwierdza słowa małżonki pan Mieczysław. Tym, co zwraca uwagę w rozmowie z jubilatami, to niezwykła pogoda ducha, spokój i duża skromność. To chyba te cechy pozwoliły radzić sobie z różnymi przeciwnościami losu. Pan Mieczysław swoje życie zawodowe związał z pracą w tartaku - łącznie z obornickim zakładem przepracował w nich czterdzieści trzy lata. Przeszedł drogę od robotnika do starszego mistrza. Jak sam żartobliwie przyznaje, o drewnie wie prawie wszystko. Ale przecież na samej pracy życie się nie zamyka. Honorowy dawca krwi, członek Ochotniczych Straży Pożarnych, a także fotograf.
- Robienie zdjęć to była taka moja pasja. W dzień pracowałem w tataraku, nocą wywoływałem zdjęcia. Był taki czas, że była to moja praca dodatkowa - dodaje pan Mieczysław. Zdjęcia spodobały się ówczesnemu żmigrodzkiemu fotografowi, panu Skotnickiemu, przy którym pan Piasecki nauczył się technik robienia i wywoływania zdjęć, okazjonalnie także mu pomagając. Panią Genowefę żmigrodzianie kojarzą z pewnością z pracy w aptece przy ulicy Kościelnej, gdzie przepracowała trzydzieści dwa lata. Zawsze stała też u boku męża, wspierając go, co z czułością podkreśla sam zainteresowany. Rozmawiając o przeszłości, nie sposób nie wspomnieć o tym, jak Żmigród wyglądał tuż po wojnie. Na te wspomnienia nawet uśmiech pani Genowefy ustępuje na chwilę miejsca zadumie.
–
-To były ciężkie czasy. W 1945 miasto było w opłakanym stanie. Zburzony most, żadnych sklepów rzecz jasna też nie było. Jedzenie kupowało się u tego, który akurat coś miał. Dopiero po jakimś czasie otwierały się pierwsze sklepy. Mnie do dziś zapadł w pamięć widok hałd ziemniaków gnijących przy trakcji kolejowej. Poza tym żyło się w ciągłej niepewności, wspomnienia wojny, prac przymusowych ciągle jeszcze były bardzo żywe - opowiada pani Genowefa. Mąż potwierdza jej słowa, przytaczając przykład radzieckiego żołnierza, który wdał się w bójkę z żołnierzem polskim. Walczących rozdzielili mieszkańcy, jednak Rosjanin wraz z wezwanymi na pomoc kolegami zagroził, że miasto zostanie zaatakowane. Milicja rozpoczęła mobilizację, mężczyznom wydano broń, zarządzono warty- na szczęście po kilku dniach skończyło się na strachu. Dziś Żmigród to zupełnie inne miejsce, inne czasy, inni ludzie, masa wspomnień.
Z państwem Genowefą i Mieczysławem Piaseckimi rozmawiam w przytulnym mieszkaniu, za oknem codzienne życie miasteczka, snują się opowieści, których słucha się z zainteresowaniem, a których spisać nie sposób. Bliscy krzątają się w kuchni, przy stole wraz z nami Krystyna Kubaszewska, pielęgniarka i przyjaciółka rodziny.
- Zawsze jak mam zły dzień, staram się odwiedzić ten dom. Tu zawsze jest to swoiste ciepło, można liczyć na dobre słowo, otuchę i zawsze uśmiech - podkreśla pani Krystyna.
A państwo Piaseccy potwierdzają jej słowa, z dumą i często wzruszeniem pokazując zdjęcia z rodzinnego albumu. Szczególne miejsce zajmuje stara fotografia, przedstawiająca ich jako parę na pierwszej randce w żmigrodzkim parku przypałacowym. Wypada tylko życzyć, by zawsze byli tak samo uśmiechnięci i radośni jak na tym zdjęciu i jak podczas naszego spotkania.
Andrzej Krzywda