Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet
Recenzje poświęcone szwedzkiej literaturze kryminalnej
Pierwszy tom trylogii Larssona wpadÅ‚ w moje rÄ™ce zupeÅ‚nie przypadkowo; rezultaty szybkiego rozpoznania tematu zdoÅ‚aÅ‚y wzbudzić mojÄ… ciekawość - weryfikowanie zasadnoÅ›ci entuzjastycznych opinii na temat tzw. bestsellerów jest dobrÄ… zabawÄ… samÄ… w sobie, nie mówiÄ…c już o przypadku, gdy książka rzeczywiÅ›cie okazuje siÄ™ zasÅ‚ugiwać na sÅ‚owa uznania. Tym razem sÅ‚owa te wydajÄ… siÄ™ być uzasadnione, jest jednak kilka mniejszych i wiÄ™kszych, „ale".
Po pierwsze, nie sposób kwestionować erudycji autora. Czasem wydaje się ona nieco "na pokaz", np., kiedy Larsson opisuje parametry komputera głównej bohaterki, co jest zupełnie nieistotne z punktu widzenia rozwoju wydarzeń, ale widać, że autor starannie odrobił lekcje w dziedzinach, do których się odwołuje. Kreacja oryginalnych postaci to kolejny aspekt, w którym szwedzki pisarz nie zawodzi.
Głównych bohaterów można nie lubić (osobiście nie zaliczam się do osób, które darzą ich sympatią), jednak przyznać trzeba, że są to charaktery wyjątkowe i starannie przemyślane. No i nie są jednowymiarowe - sama Lisbeth pokazuje wiele twarzy na przestrzeni powieści.
Kryminał to nietypowy. Może głównie ze względu na sposób prowadzenia śledztwa przez głównego bohatera, który niewiele ma wspólnego ze schematem znanym z tradycyjnych powieści będących przedstawicielami tego gatunku. Jest to śledztwo nowoczesne - drobiazgowe przesłuchiwanie wszystkich podejrzanych zostało zastąpione przez próby dotarcia do śladów zbrodni, która mogła (na początku wcale nie jest pewne, że doszło do jakiejkolwiek zbrodni) wydarzyć się czterdzieści lat przed właściwą akcją książki. Analiza dowodów natomiast ustępuje miejsca "researchowi" internetowemu. Pod wieloma
względami jest to, więc kryminał nowoczesny, ale czy na pewno kryminał? Samym próbom rozwiązania sprawy poświęca autor stosunkowo niewiele miejsca, przynajmniej niewiele, biorąc pod uwagę standardy gatunku. Tak naprawdę do konkluzji i rozwiązania zagadki dochodzi na 100 stron przed końcem powieści; podobnie zawiązanie akcji następuje wyjątkowo późno. Spotkałem się z opiniami, że konwencja kryminału to jedynie otoczka, punkt wyjścia dla przemycenia treści obyczajowych (szczególnie dużo uwagi poświęca autor problemowi przemocy wobec szwedzkich kobiet ze strony ich kochanków, mężów czy, jak w przypadku Lisbeth, ze strony kuratora, prawnego opiekuna nadużywającego swojej władzy... Uderzające jest to, że bohaterki powieści nie znajdują oparcia w systemie prawnym i radzą sobie z problemami na swój własny sposób, podobnie główny bohater, jako dziennikarz śledczy musi odwoływać się do zdecydowanie nieoficjalnych kanałów pozyskiwania informacji, żeby mieć jakiekolwiek szanse w walce z potężnym biznesmenem.
Wspomniane na początku mankamenty pierwszego tomu "Millenium" to przede wszystkim nadmierne spłycenie wątku kryminalnego, przez co jest on w gruncie rzeczy mało oryginalny a rozwiązanie zagadki nie do końca satysfakcjonujące. Trochę szkoda też zmarnowanego potencjału, jeśli chodzi o niezwykłą galerię postaci zamieszkujących wyspę, gdzie rozgrywa się większa część akcji. Postaci takie jak Harald czy Isabella aż się proszą o rozbudowanie i znaczniejszy udział w intrydze. Razić może też dość charakterystyczne podejście autora do seksualności - tutaj poszczególni bohaterowie nierzadko nawiązują "intymną znajomość" wkrótce po pierwszym spotkaniu, a protagonista potrafi wejść do domu obcej kobiety, by za chwilę wylądować razem z nią w łóżku, lub spędzać upojne noce ze znajomą za zgodą jej męża. Moralnie jest to jednak nieco kontrowersyjne.
Mimo pewnych zastrzeżeń powieść Larssona należy do tych, które czyta się jednym tchem i po skończeniu ma się jeszcze ochotę sięgnąć po kolejny tom.
Polecam.
Krzysztof Przybyło