Mówiąc poprawnie
Szanowni Państwo, nadszedł czas na jeden z moich ulubionych tematów, a mianowicie dotyczący zapożyczeń z innych języków stosowanych w polszczyźnie.
Spora grupa osób myśli, że poloniści, widząc „
oh my god, jaka ty jesteś szalona”, łapią się za głowy. Czy tak jest za każdym razem? Niekoniecznie. Wydaje mi się, że próby zaciekłych walk z ekspansją zagranicznych języków na nasz ojczysty mają coraz mniejszy sens. Dzięki Internetowi mamy swobodną możliwość komunikacji z ludźmi z całego świata, a co za tym idzie, język angielski (w największej mierze) swobodnie wkracza w potoczną polszczyznę.
Zaledwie 20% (z niecałych 1400 osób) młodych ludzi twierdzi, że nigdy nie używa angielskich skrótów typu
btw czy lol. Co to za dziwne słowa? Media społecznościowe czy komunikacja w sieci w ogóle ma to do siebie, że polega na posługiwaniu się jak najkrótszymi formami. Szybki przekaz, krótkie wyrazy. Wydawałoby się, że znaleźliśmy komunikację idealną. Jak się okazuje... niekoniecznie. Poprosiłam badanych o wskazanie najczęściej stosowanych wyrażeń i rozwinięcie ich znaczenia. Być może niektórych zaskoczy fakt, że moim oczom ukazało się kilka różnych tłumaczeń przy tych samych skrótach. Poniżej kilka najczęściej używanych zapożyczeń:
btw -
by the way (nawiasem mówiąc);
idk -
I don't know (nie wiem);
idc -
I don't care (nie obchodzi mnie to);
lol -
laughing out loud (śmieję się na głos);
omg -
oh my god (o mój Boże);
yolo -
you only live once (żyje się tylko raz);
fyi -
for your information (dla twojej informacji);
asap -
as soon as possible (tak szybko, jak to możliwe).
Co ciekawe, młodzież używa też słownictwa zaczerpniętego z innych języków, np.: niemieckiego (dank =
danke; Nachti =
Gute Nacht), hiszpańskiego (
jajaja = hahaha) czy nieśmiertelnej łaciny (
ect.;
notabene).
Zapytałam także, co młodzi ludzie sądzą o tego typu mieszaniu języków. Blisko 80% odpowiedziało, że póki robimy to z głową, wszystko jest w porządku. Czasami w języku polskim nie ma właściwych określeń (dotyczy to szczególnie nowych technologii).
Moja rada: pamiętajmy, że jeśli posługujemy się obcymi formami, przede wszystkim powinniśmy wiedzieć, jakie mają znaczenie. Nie próbujmy wtrącać ich wszędzie, gdzie się da, w taki sposób wcale nie popiszemy się erudycją. I nie narzekajmy, że „ta dzisiejsza młodzież” w ogóle nie ma poszanowania dla polszczyzny. Większość to akceptuje i popiera, ale wszystko w granicach zdrowego rozsądku. Wszystko jest przecież dla ludzi.
Aleksandra Klimkowska