Wywiad z Mariuszem Pudzianowskim [To nie zawód tylko hobby]
Mariusz Pudzianowski przybyÅ‚ do Å»migrodu niemal prosto z Chicago. Jak wielu ma fanów, można byÅ‚o zobaczyć na stadionie OSIR-u w niedzielÄ™ 13 sierpnia. Wywiadu udzieliÅ‚ nam w żmigrodzkim barze „Krabik”, gdzie jadÅ‚ obiad ze swoimi przyjaciółmi. OkazaÅ‚ siÄ™ profesjonalistÄ… także w kontaktach z prasÄ… i odpowiedziaÅ‚ nam na kilka pytaÅ„ zwiÄ…zanych z jego pracÄ… i życiem osobistym.
Wiadomości Żmigrodzkie: Od kiedy interesował Pana uprawiany sport?
Mariusz Pudzianowski: Jak sięgnę pamięcią, to od 16 lat uprawiam ten sport. Mając 8 lat zacząłem zdobywać pierwsze dyplomy w biegach przełajowych. Sportem siłowym zajmuję się już od dziecka. Regularne treningi prowadzę od wielu lat.
WÅ»: Czy ma Pan w rodzinie tradycje sportowe?
MP: Mój ojciec wiele lat trenował podnoszenie ciężarów. Z domu rodzinnego wyniosłem przekonanie, że sport jest ważną częścią życia.
WŻ: Czy zaczynając karierę spodziewał się Pan, że osiągnie tak wielki sukces?
MP: Można powiedzieć, że gdy zaczynałem karierę, w Polsce ten sport zaczął się dopiero rozwijać. Nie spodziewałem się, że osiągnę tak wielki sukces, że nie będę mógł wyjść na ulicę. Na pewno przyczyniłem się do rozwoju i spopularyzowania tej dyscypliny.
WŻ: Zawód strongmena wymaga wielu wyrzeczeń?
MP: Nie traktuję tego go jak zawód, tylko jak hobby. Na pewno wymaga wielu wyrzeczeń. Codzienny, trzygodzinny trening zajmuje trochę czasu, a jeżeli nie prześpię całej nocy, to na drugi dzień nie mogę kontynuować treningu. Z czegoś zawsze muszę zrezygnować, by coś zyskać.
WŻ: Czy przeszkadza i odbija się na Pana życiu popularność i kariera?
MP: Oczywiście. Najczęściej tak, jak to sobie pewnie wyobrażacie. Ostatnio na przykład wybrałem się do dyskoteki, byłem tam tylko 10 minut, ponieważ czułem się jak małpa w klatce. Wszyscy dookoła szeptali za moimi plecami i robili mi zdjęcia. Nie mogę także wyjść spokojnie na zwykle zakupy, nie wspomnę o wyjściu na plażę.
WŻ: Jak zareaguje Pan na porażkę?
MP: Na pewno porażka kiedyś nadejdzie, póki co od 4 lat ciągle wygrywam. Dla mnie drugie miejsce jest porażką. Ale dobry zawodnik powinien umieć przegrywać. Uczę się na błędach i wyciągam z nich wnioski.
WŻ: Współpracuje Pan ze strongmenami z różnych stron świata?
MP: Mam kontakty na całym świecie np. Szwecja, Finlandia, USA, Chiny. W każdej chwili mogę się z nimi skontaktować i zatrzymać się u nich oraz trenować. To daje mi duże pole manewru.
WŻ: Może to pytanie wydać się Panu błahe, ale jakiej muzyki Pan słucha?
MP: Można powiedzieć, że muzyki pop i dance. Razem z bratem próbujemy coś stworzyć, jest to moja odskocznia od codzienności.
WŻ: Na jakim koncercie był Pan ostatnio?
MP: Ostatnio byÅ‚em na koncercie „Ich Troje”. WspółpracujÄ™ z nimi od dawna, mam kontakt z wieloma muzykami. Na zagraniczne koncerty niestety nie mam czasu.
WŻ: Wiemy już, że uprawiany zawód strongmena to także Pana hobby, ale czy poza tym interesuje Pana coś innego, czym mógłby się Pan pochwalić?
MP: Przede wszystkim sztuki walki. Gdybym się nie zajmował sportami siłowymi, na pewno zajmowałbym się właśnie nimi.
WŻ: Ciągle widzimy Pana w telewizji. Pewnie brak Panu wolnego czasu, ale czy może Pan sobie pozwolić na krótkie wakacje? Czy ma Pan jakieś wymarzone miejsce, które chciałby Pan odwiedzić?
MP: Nie mogę sobie pozwolić na wakacje, ponieważ do marca 2007 roku nie mam wolnego weekendu. Cztery dni temu pojechałem do Chicago, gdzie na trzy godziny przed imprezą pokazową stadion został zamknięty z powodu barku wolnych miejsc. Wybrałem sobie taką drogę i jest to mój świadomy wybór. A jeśli chodzi o moje wymarzone wakacje to chciałbym odbyć powtórną podróż do Afryki. I oczywiście marzą mi się wakacje w ruchu np. safari.
WŻ: Czy uprawiany przez Pana sport w jakikolwiek sposób odbił się na Pana zdrowiu?
MP: Sport nie odbił się na moim zdrowiu oprócz oczywiście drobnych urazów. Jestem pod stałą opieką lekarzy, ale w każdej chwili może się coś zdarzyć. Ryzyko zawodowe.
WÅ»: Na pewno ma Pan ustalonÄ… dietÄ™?
MP: Nie mam żadnej diety, jem wszystko, na co mam ochotę. Jestem strasznym łakomczuchem i pochłaniam duże ilości słodyczy. Jest to moja wada.
WŻ: Czy może Pan sobie pozwolić na napoje wyskokowe?
MP: Oczywiście, że mogę sobie pozwolić. Nie robię tego zbyt często, ale nie jestem abstynentem. Po mistrzostwach świata mogę sobie pozwolić na kilka lampek wina, jest to nawet wskazane przez moich lekarzy, z którymi pracuję.
WŻ: Pana rada dla młodych chłopców, którzy fascynują się tym sportem i marzą o karierze.
MP: Przede wszystkim zaleciłbym cierpliwość - nie od razu Kraków zbudowano. Osiągnąłem sukces po dziesięciu latach. Zatem najpierw trzeba systematycznie ćwiczyć i dążyć do celu.
WŻ: Czy założył Pan własną rodzinę?
MP: Nie, jeszcze nie. Ale nie jestem sam, mam przyjaciółkę.
Justyna Jakusztowicz, Katarzyna Pabich oraz eco