Szczerze z działkowiczem Wacławem Nosalem
Wacław Nosal ma 82 lata. Od roku 1945 mieszka w Żmigrodzie. Życie zawodowe to praca w żmigrodzkiej roszarni lnu oraz ZIM-ie. Jego rodzina to: nieżyjąca już żona Marianna oraz dzieci - córki Regina i Anna i wnuki - Kuba i Marta.
Hobby - działka. Znak zodiaku - Koziorożec.
Moje korzenie...
Urodziłem się w województwie nowogródzkim, powiat Lida, gmina Sapuńcy. Dzisiaj to tereny Białorusi. Miałem siedmioro rodzeństwa.
Wojnę przeżyłem...pod dwiema okupacjami - rosyjską i niemiecką. Mogę powiedzieć, że rosyjska była gorsza, choćby dlatego, że wywożono na Sybir. W roku 1941 zostałem wywieziony na roboty przymusowe do niemieckiego bauera. Pracowałem na terenie Czech, około 20 km od Pragi.
Gdy przybyłem do Żmigrodu...Przybyłem tu zaraz po wyzwoleniu. Moja droga z robót wyglądała tak, że najpierw zajęli się nami Amerykanie, którzy proponowali wyjazd i obywatelstwo amerykańskie. Tych, którzy nie skorzystali, przekazali do Pragi, skąd pociągiem przywieziono nas do Rawicza. Tutaj zajął się nami Czerwony Krzyż i poradził, by się osiedlać na tych ziemiach. W Żmigrodzie zamieszkałem najpierw nad drogerią przy ulicy PKWN, która wtedy nazywała się Rybacka. Tam mieszkałem razem ze starszym małżeństwem Niemców, którzy czekali na swojego syna. Ten Niemiec dużo opowiadał mi o Trachenbergu - mieście wtedy samowystarczalnym, z roszarnią, 2 tartakami, cukrownią, rzeźnią, piekarnią i zakładami produkcyjnymi. Tych Niemców przesiedlono latem 1947 roku. Od tej pory już ich nie widziałem. Później poszedłem do wojska, do saperów, a po powrocie zamieszkałem razem z żoną przy w kamienicy na rogu rynku, tu, gdzie dziś.
Ze szkoły do dziś pamiętam...Gdy byłem chłopcem szkoła podstawowa trwała 4 lata. Ja mogłem chodzić tylko trzy, gdyż później musiałem zacząć pracować przy pasaniu krów i jako pomocnik u gospodarzy - osadników z Polski. W domu było nas siedmioro dzieci, dlatego pracowałem już od 12 roku życia. Pamiętam, że gdy miałem 15 lat, budowałem z bratem stodołę. Później już w Żmigrodzie podjąłem naukę w szkole wieczorowej, ale nie dałem rady, bo nauka kolidowała z pracą.
Niepodważalna zasada w moim życiu...W życiu kierować się tym, że wszystko można zrobić własnymi rękoma. Ja potrafię nareperować rower, samochód, a także studnię wywiercić, taka ze mnie złota rączka.
Najbardziej cenię ludzi za...Bardzo szanuje tych ludzi, którzy dobrze się uczą i są wykształceni, a także tych, którzy dobrze żyją w rodzinie.
Irytuję się, gdy... widzę nieróbstwo, tych siedzących na ławkach i wyciągających ręką po złotówkę. A teraz uciekających przed kamerami na rynku i chowających się w innych miejscach.
W wolnych chwilach... mało mam wolnych chwil, gdyż czas mi szybko ucieka. Wieczorem po przyjściu z działki gotuję.
Działka to dla mnie... całe życie, bo od kiedy pamiętam zawsze miałem ogródek przy domu, a potem działki. Na tym terenie mam działkę może od roku 1965, jeszcze przed powstaniem osiedla domów jednorodzinnych. Ale mam coraz mniej sił. Może to mój ostatni rok jako działkowca? Poza tym ogród powinien mieć każdy, by wyhodować dobrą żywność. Co z tego, że w sklepie jest tańsza, ale o wiele mniej smaczna.
Moje ulubione rośliny...Bardzo lubię szczepić drzewka, nauczyłem się tego jeszcze przed wojną, poza tym krzyżuję odmiany, oczkuję rośliny.
Największy sukces jako działkowicz osiągnąłem...Lubiłem krzyżować odmiany. Miałem taką jabłoń, która rodziła trzy gatunki owoców. Przesadziłem ją, gdy miała 18 lat i się przyjęła.
Zieleń w Żmigrodzie...Jest jej za mało. Pamiętam jeszcze jak po wojnie rosły piękne drzewa na dzisiejszym Placu Wojska Polskiego. Piękna była też ulica Szkolna.
W mojej ocenie Żmigród... po wojnie zmarnowano dużo pięknych budynków, najpierw szabrowano, później rozbierano. Tak samo postąpiono później z zakładami pracy. Aż żal, że nie ma dziś roszarni. Byłem jej pierwszym pracownikiem, zatrudniono mnie 20 czerwca 1945 roku. Dwa lata trwało uruchomienie zakładu, a dziś go nie ma. Ale żyje mi się w tym mieście dobrze.
Opr. eco