archiwum - 13 - listopad

 
 

Żmigród na kartach nowej książki

„Żmigród nasze miasto. Zarys dziejów od 1945 roku”. To tytuł nowej książki opisującej, jak sam tytuł wskazuje, dzieje naszego miasta, poprowadzone przez autora od 1945 roku, czyli daty, kiedy nasza „żmigrodzkość” zaczęła się kształtować, aż do czasów obecnych. Nie będzie nadużyciem stwierdzenie, że ta pozycja to najambitniejsze przedsięwzięcie wydawnicze w naszej historii. Autorem książki, podobnie jak poprzedniego wydawnictwa, które omawiało dzieje Żmigrodu, jest ponownie Paweł Becela. Ale w najnowszej pozycji jego rola została nieco rozszerzona. W pierwszej książce Paweł opierał się na licznych materiałach źródłowych, w tym niemieckich kronikach, opracowaniach historycznych itd. W przypadku najnowszej książki miał możliwość weryfikowania wielu wydarzeń ze świadkami je pamiętającymi. Posiłkując się współpracownikami, czy może bardziej na miejscu będzie określenie współautorami, rozmawiając i korzystając z wiedzy i relacji ponad pięćdziesięciu osób, powstało opracowanie pokazujące historię , która w dużej mierze rozgrywa się na naszych oczach. Dla młodszych będzie to niesamowita podróż w przeszłość, dla nieco starszych przyczynek do przywołania wspomnień z lat powojennych, ale i choćby ostatniego dziesięciolecia. Wystarczy zapoznać się z ciekawym materiałem zdjęciowym, by zdać sobie sprawę, jak na przestrzeni kilkunastu lat może nastąpić wiele zmian. Ba, nawet sposób robienia zdjęć i ich jakość obecnie są nieporównywalne z tym, czym dysponowano choćby piętnaście lat temu. Wiadomo, że książkę pisze autor, wkłada w nią masę energii, wiedzy i serca. Zresztą jestem przekonany, że czytelnicy docenią ogrom pracy, którą wykonał Paweł Becela. Ale często spotykamy się z pytaniem: co się dzieje po napisaniu książki? Przede wszystkim, po zakończeniu prac przez autora, trafia do nas „surowy”, pogrupowany w plikach materiał tekstowy i zdjęciowy. Czasy oddawania tekstów pisanych na maszynie odeszły w niepamięć. No, może z wyjątkiem kilku światowej sławy autorów, którzy do wydawnictwa zgłaszają się z rękopisem. W każdym razie kiedy autor wykonał swoją pracę, czyli złożył zamówiony przez urząd tekst książki, otrzymał ustalone wcześniej honorarium i w tym momencie można było przystąpić do prac edytorskich. Odbywały się one według ustalonego schematu: pliki tekstowe trafiały do korekty, którą wykonywała Agnieszka Buryło. Po naniesieniu poprawek, materiał wracał do wglądu autora, następnie do osoby odpowiedzialnej za skład i zarazem graficzki, Marty Maćkowiak. Łącznie miały miejsce trzy tzw. pełne korekty, plus dodatkowe sprawdzanie złożonego tekstu przez autora i korektora. No właśnie, skład. Wszystkie teksty i grafiki muszą być odpowiednio złożone, czyli w dużym skrócie z pomocą odpowiedniego oprogramowania doprowadzenia do takiej postaci, w jakiej widzimy je w gotowej książce. Tu ważny jest specjalny dobór czcionek, kolor, generalnie cała typografia, układ graficzny strony i zawartych na niej materiałów. Tu często wymagane jest nanoszenie poszczególnych elementów wyraz po wyrazie! Dokonujący składu musi ustalić też wszystkie parametry techniczne, zgodnie z którymi gotowy plik z książką przeznaczoną do druku, będzie mógł być w ogóle prawidłowo wydrukowany. W każdym razie jeśli ktoś chciałby przyrównać prace edytorskie do poczciwego „kopiuj-wklej-wyrównaj” w popularnych programach z których korzystamy na co dzień... to niestety mu się to nie uda. Miejmy też na uwadze rozmiar publikacji: to ponad 720 stron, które muszą być wielokrotnie przeczytane, sprawdzone, poprawione i opracowane edytorsko i graficznie, przed przekazaniem do drukarni. A książka wyjdzie spod maszyn drukarskich obornickiego studia Graphito. Kiedy zamykamy numer, kończą się prace nad książką, które trwały dobre dziewięć miesięcy (nie licząc czasu pisania). Za nami liczne ustalenia prawne, finansowe, edytorskie, konsultacje merytoryczne kilkunastu w sumie osób w projekt zaangażowanych. Postarano się o każdy detal, a kiedy drukarnia uruchomiła maszyny, wszyscy mogą tylko w napięciu czekać, aby zobaczyć gotowy egzemplarz książki. Kiedy czytają państwo ten tekst, znamy już dokładny, grudniowy termin oficjalnej premiery książki. I nie chcę zapeszać, ale miesiące wspólnej pracy grupy nietuzinkowych osobowości, zaowocowały wydawnictwem wyjątkowym, które znajdzie swoje miejsce nie tylko w żmigrodzkich domach. I co także nie bez znaczenia: jak na swoje gabaryty i jakość wydania, cena będzie bardzo rozsądna. W końcu zamierzeniem było przygotowanie dla żmigrodzian sympatycznego prezentu i zarazem duża, historyczna akcja edukacyjna, a nie względy komercyjne. Wydanie powinno się zbilansować, a koszty takiego projektu, to grubo ponad sześćdziesiąt tysięcy złotych.

Andrzej Krzywda

[PANEL PRAWY]
 
w numerach archiwalnych

na stronie www
 
 
Wiadomości Żmigrodzkie
rss wykonanie
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług, personalizacji reklam i analizy ruchu. Informacje o sposbie korzystania z witryny, udostępniamy partnerom społecznościowym, reklamowym i analitycznym. Korzystając z tej strony, wyrażasz na to zgodę.