archiwum - 13 - listopad

 
 

Zapracowałam na swój sukces

Agnieszka Matusiak to osoba, dla której mijający rok na pewno był przełomowy. A to za sprawą baru mlecznego „Stara Piekarnia”, który otworzył swe podwoje 19 marca. Dzięki temu żmigrodzianie i przyjezdni mogą jadać pyszne domowe obiady w centrum miasta i za nieduże pieniądze. O tym, jak rodził się ten niezaprzeczalny sukces, rozmawiamy z jego właścicielką i mózgiem operacyjnym- Agnieszką Matusiak.

Jest Pani bardzo młoda osobą? Czy to Pani pierwsza praca?
Tak. W 2010 roku ukończyłam studia magisterskie na kierunku zootechnika. W międzyczasie studiowałam podyplomowo pedagogikę. Jednak nie było mi dane pracować ani w jednym, ani w drugim zawodzie. Odbyłam staż z Urzędu Pracy, chwytałam się też prac sezonowych. Jednak nigdzie nie zagrzałam miejsca na dłużej.


Skąd wziął się pomysł na bar?
Pomysłodawcą przedsięwzięcia jest moja mama i to jej zawdzięczam to, że bar w ogóle powstał. Wspólnie pracowałyśmy na ten sukces, pomoc najbliższych też była nieoceniona, dlatego uważam, że bar jest naszym wspólnym dziełem. Uznałyśmy, że na naszym terenie nie ma żadnego miejsca, gdzie można by zjeść domowy obiad, usiąść ze znajomymi, napić się kawy. Wiele razy spotkałam się z sytuacją, gdzie przyjezdni pytali mnie o tego typu miejsce, jednak oprócz pizzerii nie można było polecić nic innego. Od momentu zrodzenia się pomysłu reszta potoczyła się sama. Znalazłyśmy idealny lokal, w dobrym punkcie miasta i zaczęłyśmy działać.


Bardzo podoba się żmigrodzianom nazwa, nawiązująca do miejsca, w którym bar się znajduje. Czyj to pomysł?
To był mój pomysł. Początkowo chciałam powiązać nazwę z przepięknym miejscem, jakim jest Dolina Baryczy i nazwać bar po prostu „Nad Baryczą”. Jednak robiąc rekonesans, zauważyłam, że istnieje już kilka firm promujących się takim właśnie logo. I wtedy wpadłam na coś, co przecież było tak oczywiste. Skoro znajdujemy się w miejscu, w którym przez kilkadziesiąt lat funkcjonowała piekarnia i wszyscy mieszkańcy właśnie tak ten lokal kojarzą, to nazwa nie może być inna jak właśnie „Stara Piekarnia”.

Jak długo trwało organizowanie biznesu?
Formalności zaczęłyśmy załatwiać już w październiku. Najwięcej czasu zajęło wyremontowanie lokalu. Wymienione zostały okna, położono kafelki na podłogach i ścianach. Wymogiem Sanepidu było także stworzenie toalety dla konsumentów. Musiałyśmy również zakupić wszystkie potrzebne sprzęty, co nie było lada wyzwaniem, zważywszy na to, iż nie korzystałyśmy z żadnego dofinansowania. Po kilku miesiącach ciężkiej pracy i nerwówki otworzyłyśmy nasz bar.

Jak jest dziś- ile osób pracuje, ile posiłków wydaje się itp.?
W chwili obecnej zatrudniam sześć pań. Każda z nich jest odpowiedzialna za coś innego. Jedna zajmuje się mięsem, jedna surówkami, zupami i sosami, kolejna daniami mącznymi i półmięsnymi. Poza tym jest też wiele prozaicznych rzeczy, które trzeba zrobić, zanim te wszystkie pyszne dania powstaną, tak jak np: obieranie ziemniaków. Natomiast ja jestem odpowiedzialna za zaopatrzenie oraz za tak zwaną „wydawkę”, czyli obsługę klienta. W godzinach szczytu mam pomoc, jednak przy tak wielkim zainteresowaniu nawet nam dwu jest ciężko.


Czego nauczył Panią ten rok-zawodowo, ale także osobiście?

Dowiedziałam się, że gastronomia to naprawdę ciężki kawałek chleba. Może z zewnątrz wygląda to dość prosto, no bo co to za problem ugotować zupę i usmażyć schabowego. Jednak wszystkie prace w kuchni zajmują sporo czasu. Tu wszystkiego trzeba dopilnować, mieć oczy dookoła głowy. Ważna jest także praca zespołowa, gdyż wtedy wszystko idzie sprawniej i szybciej. Osobiście natomiast jestem osobą bardzo cierpliwą, co pomaga mi w kontaktach z klientami. Stałam się być bardziej asertywna, a drobne niedociągnięcia (?) staramy się nadrobić miłą obsługą wraz z moją współpracownicą Sylwią. Zauważyłyśmy, że jest to bardzo ważne dla konsumenta. Rzadko kiedy gość wychodzi od nas niezadowolony.

Co dalej? Czy zamierza Pani rozwijać swoje przedsięwzięcie?

Staramy się ciągle poszerzać swoją ofertę. Zorganizowałyśmy już kilka imprez okolicznościowych, co rusz przybywa nam pracy, a to z racji na remonty i budowy, jakie prowadzone są na terenie naszego miasta i nie tylko. Otwierając bar, nie liczyłyśmy na tak duże zainteresowanie. Wszystko przerosło nasze najśmielsze oczekiwania. Jesteśmy bardzo szczęśliwe, że bar przypadł do gustu żmigrodzianom. Mamy bardzo dużo pracy, ale widząc efekty i zadowolenie ludzi, nie zwalniamy i idziemy do przodu.


A największe marzenie zawodowe to...

Podobno marzeń i planów na przyszłość nie wypowiada się na głos, gdyż mogą się nie spełnić, dlatego pozostanie to moją słodką tajemnicą.

Rozmawiała eco

[PANEL PRAWY]
 
w numerach archiwalnych

na stronie www
 
 
Wiadomości Żmigrodzkie
rss wykonanie
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług, personalizacji reklam i analizy ruchu. Informacje o sposbie korzystania z witryny, udostępniamy partnerom społecznościowym, reklamowym i analitycznym. Korzystając z tej strony, wyrażasz na to zgodę.