Leśny problem
Nudna już jestem, ale nijak przejść nie mogę obok sprawy drzew naszych najjaśniejszych. Bo przecież nic piękniejszego, niż wysokie drzewa...
A do głosu nie pierwszego na temat dewastacji przyrody ( w oparciu o prawo, zabobon oraz ważne ustalenia ważnych ludzi) skłoniły mnie dwa artykuły w prasie dotyczące tego, jak człowiek wykorzystuje różne funkcje lasu.
Pierwszy dotyczył zapisywania lasu na receptę. A terapeutyczna funkcja przebywania wśród drzew doczekała sie takiej klasyfikacji w Japonii. Tam lekarze zapisują schorowanym pacjentom codzienny godzinny pobyt w lesie. Hmmmm u nas taki pobyt mają grzybiarze - w sezonie i ...drwale - cały rok.
Drugi aspekt użyteczności lasu z naszego lokalnego, polskiego podwórka. Otóż przybiera na sile moda na szałasowy pobyt w lesie. I nie dotyczy to harcerzy, tylko dorosłych zauroczonych nożem finką i rozpalaniem ogniska poprzez krzesanie ognia. Skądś to znamy? Ano znamy. Trochę jestem sceptyczna wobec tego niszowego zachowania Polaków, bo jak wszyscy wiemy, najbardziej podniecają nas drogi ekspresowe - najlepiej te budowane na bagnach ( patrz: Rospuda). Ale trzymam kciuki za tych, którzy wezmą swoich synków i córeczki pod namiot! Zobaczą runo, podszyt i wieeelkie drzewa. Jest jeszcze trochę czasu. Ale jak mówią wizjonerzy, trzeba się spieszyć!
Kończę, bo idę pod las, z pieskiem, bo -jak wiadomo- pieskom do lasu wstęp niekonieniecznie wychodzi na zdrowie.
eco