Najważniejsze to nie zapomnieć...
Miesiąc lipiec (a dokładnie dzień 11 lipca) to czas szczególnej pamięci Ofiar Ludobójstwa na Kresach Wschodnich II Rzeczypospolitej. W związku z tym chciałem właśnie teraz, w dużym skrócie, przedstawić losy rodziny pana Tadeusza Jóźków - osoby mocno związanej ze Żmigrodem, która przeżyła tamte tragiczne dni.
Pan Tadeusz urodziÅ‚ siÄ™ w DeryÅ‚ozach - gmina Horodnica, powiat KopyczyÅ„ce, województwo tarnopolskie. Swoje rodzinne strony na zawsze opuÅ›ciÅ‚ w 1944 r. Dopiero w 1978 r., wraz ze swojÄ… żonÄ… AlinÄ…, odwiedziÅ‚ DeryÅ‚ozy, po których pozostaÅ‚a jedynie studnia Stroblów. Wtedy też piÅ‚ z niej wodÄ™, gdyż, jak wspomina, „do naszej studni banderowcy wrzucali pomordowanych ludzi jeszcze przed naszym wyjazdem na zachód”, ale o tym później. Miejscem urodzenia i wychowania jego rodziców: Zofii z d. Citków i Franciszka Jóźków, byÅ‚ Chorostków. Dopiero po powrocie Franciszka z Kanady, caÅ‚a rodzina przeprowadziÅ‚a siÄ™ do odlegÅ‚ych o ok. 8 km DeryÅ‚oz (kwiecieÅ„ 1931). W latach 1931-1944 DeryÅ‚ozy zamieszkiwaÅ‚o 6 rodzin, w tym trzy polskie, jedna ukraiÅ„ska, a pozostaÅ‚e to rodziny mieszane. Nikt z Polaków zamieszkaÅ‚ych na Podolu, nawet przez chwilÄ™ nie domyÅ›laÅ‚ siÄ™, że niebawem przyjdzie im opuÅ›cić te tereny na zawsze, czego przykÅ‚adem byÅ‚a rozpoczÄ™ta budowa domu mieszkalnego przez rodzinÄ™ Zofii i MichaÅ‚a Stroblów w 1942 r.
Ojciec pana Tadeusza - Franciszek - swoim patriotyzmem (byÅ‚ m.in. prezesem Polskiego ZwiÄ…zku Strzeleckiego w Celejowie) naraziÅ‚ siÄ™ nie tylko UkraiÅ„com, ale i bolszewikom. Po 17 wrzeÅ›nia 1939 r., wraz z innymi Polakami byÅ‚ szczególnie przeÅ›ladowany. CaÅ‚a rodzina miaÅ‚a zostać wywieziona na Sybir 10 lutego 1940 r., jako szczególnie niebezpieczny „element” dla „nowej wÅ‚adzy”, ale obfite Å›niegi uratowaÅ‚y od wywózki. Podwody jadÄ…ce po nich z Chorostkowa nie dojechaÅ‚y, bo utknęły w zaspach Å›nieżnych. Drugi raz już nie przyjechali, i po za drobnymi incydentami do 1943 r. byÅ‚ wzglÄ™dny spokój.
PrzyszedÅ‚ ów rok 1943. Tadeusz Jóźków wspomina: „DeryÅ‚ozy. PamiÄ™tam jak przez mgłę. Wówczas mieszkaÅ‚ u nas obcy mÅ‚ody mężczyzna. Jak siÄ™ później dowiedziaÅ‚em, nazywaÅ‚ siÄ™ Karol Mikulski - byÅ‚ to Polak, uciekinier z transportu do Niemiec na roboty. UkrywaÅ‚ siÄ™ u moich Rodziców już być może od 1942 aż do maja 1944 r., do chwili powoÅ‚ania do Wojska Polskiego. Z obawy o nasze życie (obawiano siÄ™ banderowców), Rodzice na przeÅ‚omie 1943 i 1944 pozostawili swój dobytek pod opiekÄ… Karola Mikulskiego i uciekli do Chorostkowa. Rodzice zabrali jedynie ze sobÄ… konie zaprzÄ™gniÄ™te do saÅ„ i najbardziej niezbÄ™dne przedmioty osobiste. W Chorostkowie zamieszkaliÅ›my na Ojca ojcowiźnie, czyli u stryjostwa Anastazji i StanisÅ‚awa Jóźków. PrzebywaliÅ›my tam do wyjazdu Niemców z Chorostkowa, a byÅ‚o to w marcu 1944 r.”
Wróćmy do DeryÅ‚oz. Już w kilka dni po powrocie z Chorostkowa gospodarstwo spalili banderowcy. ByÅ‚o to w nocy z niedzieli na poniedziaÅ‚ek. Wówczas to we wsi spÅ‚onęły trzy polskie zabudowania: Franciszka Jóźków, MichaÅ‚a Strobel oraz StanisÅ‚awa i WÅ‚adysÅ‚awa Podhorodeckich. Tadeusz Jóźków: „OkoÅ‚o godziny 22:00 psy zaczęły gÅ‚oÅ›no ujadać. Kobiety bÄ™dÄ…ce w domu stryjostwa podeszÅ‚y do okna. PatrzÄ… i widzÄ… pÅ‚onÄ…ce polskie zabudowania. Chwila grozy. Co dzieje siÄ™ u Stroblów i czy dojdÄ… do nas? Nie doszli, dziÄ™ki Bogu żyjemy, ale tragedia rozegraÅ‚a siÄ™ jednak w domu Stroblów. Dom spÅ‚onÄ…Å‚ doszczÄ™tnie. Domownicy skryli siÄ™ w tzw. piwnicy-schronie, do którego byÅ‚o wejÅ›cie od wewnÄ…trz budynku. Zofia i MichaÅ‚ wraz z dwuletniÄ… córeczkÄ… DanusiÄ… cudem przeżyli. Pozostali mężczyźni, w tym mój Ojciec i Karol Strobel - ojciec MichaÅ‚a, doczoÅ‚gali siÄ™ do stryjostwa (a byÅ‚o to okoÅ‚o 800 m od zabudowaÅ„ Stroblów). Po drodze mijali dopalajÄ…ce siÄ™ zabudowania nasze i Podhorodeckich. NastÄ™pnie zaczÄ™li stukać do drzwi wejÅ›ciowych, ale kobiety przerażone tym co widziaÅ‚y przez okno, z obawy, że to banderowcy, nie otworzyÅ‚y. W konsekwencji obaj w samej bieliźnie przesiedzieli tÄ™ mroźnÄ… noc w krzakach aż do samego Å›witu. Dopiero wtedy ponowili stukanie do drzwi woÅ‚ajÄ…c o otwarcie. Wreszcie wpuszczono ich i cudem odratowano.”
Nieco później, gdy wszystko w miarę uspokoiło się, a banderowcy odjechali zabierając ze sobą świnię i jałówkę z gospodarstwa Jóźkowów, ojciec pana Tadeusza zaprzągł konie do sań, a następnie cała rodzina wróciła do Chorostkowa, gdzie mieszkali do 15 maja 1944 r. Wówczas to Franciszek Jóźków powołany został do Wojska Polskiego.
Latem, pomiÄ™dzy majem a wrzeÅ›niem 1944 r., pod nieobecność mężczyzn, życie trzech kobiet w DeryÅ‚ozach biegÅ‚o dość zgodnie. Wszyscy pomagali sobie wzajemnie, zwÅ‚aszcza przy pracach polowych, a na nocleg schodzili siÄ™ do nowego domu stryjostwa i zgodnie nocowali razem na strychu. Po wejÅ›ciu na strych zamykano klapÄ™ nad wejÅ›ciem, a na niÄ… przesuwano skrzyniÄ™ z piaskiem. To miaÅ‚o zabezpieczyć przed „nieproszonymi gośćmi”.
NadszedÅ‚ jednak 4 wrzeÅ›nia 1944 r. „A wraz z nim - zamiast radoÅ›ci z udanych zbiorów - tragedia i rozpacz. Jedyna radość to taka, że uszliÅ›my z życiem po raz drugi spod siekiery banderowskich rezunów, bo tak siebie banderowcy nazywali dla dodania postrachu i ważnoÅ›ci. Wojna z kobietami i dziećmi!”, mówi Tadeusz Jóźków. Dalej wspomina: „W dwie godziny po obiedzie przyjechaÅ‚y z Celejowa dwie furmanki, a na nich szeÅ›ciu mężczyzn i jedna kobieta. Wszyscy ubrani w radzieckie mundury mimo, iż to byli banderowcy. StanisÅ‚aw Podhorodecki i radziecki dezerter ukrywajÄ…cy siÄ™ w DeryÅ‚ozach, a pomagajÄ…cy przy młócce, zobaczywszy ich, zbiegli do pobliskiego lasu.” W chwili przybycia banderowców na podwórzu byÅ‚o 15 osób, a w tym Zofia Jóźków z dziećmi - Tadeuszem (7 lat) i Jankiem (3 lata). Jedynie starsza siostra - CzesÅ‚awa byÅ‚a w tym czasie w UwiÅ›le w ochronce prowadzonej przez Siostry Zakonne, przygotowujÄ…c siÄ™ do przyjÄ™cia Pierwszej Komunii Å›wiÄ™tej.
Tadeusz Jóźków: „Moja Mama, trzymaÅ‚a swoje najmÅ‚odsze dziecko, a mego mÅ‚odszego brata 3-letniego Janka na rÄ™kach, a ja staÅ‚em obok Mamy. W tym czasie banderowiec podszedÅ‚ do Mamy i zapytaÅ‚ po ukraiÅ„sku: „A wy skÄ…d?”. Mama w przekonaniu, że to radziecki żoÅ‚nierz, odpowiedziaÅ‚a również po ukraiÅ„sku, przy tym wskazujÄ…c rÄ™kÄ… w stronÄ™ naszego pogorzeliska: „Ja z tego domu, co banderowcy spalili'. Banderowiec na moich oczach uderzyÅ‚ MamÄ™ kolbÄ… „pepeszy” w twarz. Mama wraz z bratem upadÅ‚a. Banderowiec, chyba w przekonaniu, że Mama nie żyje, poszedÅ‚ w kierunku drogi. Ja staÅ‚em obok Mamy i mnie chyba nie zauważyÅ‚ lub zlekceważyÅ‚. Przy studni byÅ‚ już ustawiony karabin maszynowy, a przy nim leżaÅ‚ już banderowiec czekajÄ…cy na rozkaz i byÅ‚ gotowy do strzaÅ‚u. (...) Gdy MichaÅ‚ SokoÅ‚owski i MichaÅ‚ Strobel zeszli ze strychu i podeszli do mÅ‚ocarni, to po chwili banderowcy prowadzili już trzy osoby w kierunku drogi. ZrobiÅ‚o siÄ™ na podwórzu zamieszanie. Z tego skorzystaÅ‚o czterech mężczyzn, którzy zdoÅ‚ali zbiec. PozostaÅ‚ tylko MichaÅ‚ SokoÅ‚owski, którego niestety banderowcy w tym dniu zabili. Natomiast kobiety, gdy przekonaÅ‚y siÄ™, że to rzeczywiÅ›cie banderowcy, a nie radzieccy żoÅ‚nierze, wraz z dziećmi uciekÅ‚y na wspomniany wczeÅ›niej strych domu stryjostwa. Po chwili zaczęło siÄ™ piekÅ‚o, banderowcy podpalili stogi ze sÅ‚omÄ… i nie wymłóconym zbożem. Po pewnym czasie blacha nad nami zaczęła siÄ™ robić czerwona od ognia. ZaczÄ™liÅ›my siÄ™ dusić. To byÅ‚o straszne. Aż trudno w to uwierzyć, że żyjemy. Coraz bardziej groziÅ‚a nam Å›mierć od ognia. Kobiety doszÅ‚y do wniosku, że lepiej zginąć od kuli, aniżeli spÅ‚onąć żywcem. ZeszliÅ›my wiÄ™c ze strychu. Banderowców już nie byÅ‚o. Przy studni dopalaÅ‚ siÄ™ drabiniasty wóz. Natomiast na gnoju dopalaÅ‚o siÄ™ ciaÅ‚o MichaÅ‚a SokoÅ‚owskiego. (...) Mama bez namysÅ‚u, ale ze strachu wzięła krowÄ™ za sznurek, brata na rÄ™ce, a ja z tyÅ‚u popÄ™dzaÅ‚em krowÄ™. I tak, po raz kolejny udaliÅ›my siÄ™ do Chorostkowa. Przed Uwisłą zÅ‚apaÅ‚ nas silny deszcz z gradem oraz burza. Po drodze, na proÅ›bÄ™ Mamy zabraÅ‚ nas do UwisÅ‚y gospodarz, powracajÄ…cy do domu z pola. ByÅ‚o bardzo ciemno. Mama nie rozpoznaÅ‚a, kto to byÅ‚, a szkoda. Ale on chyba wiedziaÅ‚ lub domyÅ›laÅ‚ siÄ™ kim jesteÅ›my. O nic nie pytaÅ‚ tylko dowiózÅ‚ nas pod wskazany przez MamÄ™ dom. NocowaliÅ›my jednak w innym domu, u ukraiÅ„skiej rodziny. Gospodarze o nic nie pytajÄ…c, udzielili nam schronienia. Po spokojnie przespanej nocy, na drugi dzieÅ„ doszliÅ›my do Chorostkowa, skÄ…d pod koniec października 1945 r. wyjechaliÅ›my na zachód.
Ojciec został zdemobilizowany we wrześniu 1945 r. i po odnalezieniu nas pod koniec listopada zabrał nas z Iłowy (dokąd dojechaliśmy pociągiem) do Dłużewa - późniejszej Czernica koło Jeleniej Góry. Tam mieszkaliśmy do stycznia 1950 r., gdy przeprowadziliśmy się do Żmigrodu i zamieszkaliśmy przy ul. Wrocławskiej. W Żmigrodzie wraz z Rodzicami mieszkałem do kwietnia 1966 r., a Rodzice i Siostra pozostali tu już na zawsze..."
Banderowcy mordowali Polaków na oczach całego świata. Niestety, do dziś Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińska Powstańcza Armia, nie zostały uznane za organizacje ludobójcze, pomimo twardych dowodów zbrodni ludobójstwa. Wręcz przeciwnie, dziś na Ukrainie banderowcom przyznaje się nawet prawa kombatanckie.
PamiÄ™tajmy, że nie wszyscy UkraiÅ„cy byli źli. Tadeusz Jóźków: "PragnÄ™ i tym nieznajomym z UwisÅ‚y, a może przede wszystkim wÅ‚aÅ›nie tym anonimowym dobroczyÅ„com podziÄ™kować za pomoc, a może i za uratowanie nam życia. Ci rolnicy byli dla nas, w dniu 4.09.1944 r. niczym samarytanie biblijni. To wydarzenie potwierdza, że nie wszyscy UkraiÅ„cy byli banderowcami, choć zdecydowana wiÄ™kszość UkraiÅ„ców byÅ‚a za wysiedleniem „Lachów za San”. Nie wszyscy UkraiÅ„cy mówili: „Niech ginie Polska”, ale wszyscy mówili: „Polska za Sanem”. WÅ‚aÅ›nie ów anonimowy gospodarz z UwisÅ‚y dobrze wiedziaÅ‚, że ta kobieta nie uciekÅ‚a z domu z dwojgiem dzieci i krowÄ…. MusiaÅ‚ zrozumieć co spowodowaÅ‚o jej ucieczkÄ™ przed nocÄ… i wÅ›ród takiego ulewnego deszczu."
I ja przychylam się do tego zdania. Zachęcam jednocześnie do zgłębiania sprawy zbrodni ukraińskich nacjonalistów na Polskim Narodzie. Pamiętajmy o tym nawet teraz, a może i zwłaszcza teraz, w obecnej sytuacji politycznej. Zwróćmy uwagę właśnie na to, że nacjonalizm na Ukrainie coraz bardziej rośnie w siłę. A w obecnym konflikcie na Ukrainie nie popieram żadnej ze stron, jedynie rozwiązanie pokojowe.
„Ten kto nie zna prawdy, jest tylko gÅ‚upcem.
ZaÅ› ten, który jÄ… zna i jej zaprzecza jest zbrodniarzem”
Bertold Brecht
Na podstawie:
Wspomnienia Franciszka Jóźków i Tadeusza Jóźków
Paweł Becela