archiwum - 06 - kwiecień

 
 

Ocalić od zapomnienia

J. Olech ze swoim wnukiem Igorem
 
W wojsku (1961 - 63)
 
J. Olech z siostrami, bratem, mamą i babcią(1945r.)
 
Ślub Haliny i Jana Olehów (1966r.)
 
Refleksyjne wspomnienia

Jan Olech ma 67 lat. Znany jest mieszkańcom Żmigrodu jako nauczyciel matematyki, wieloletni dyrektor, inspektor oświaty. Jest ojcem córki Małgorzaty i dziadkiem dwojga wnucząt - Igora i Natalii. Od 1988 r. jest emerytem.
Z Janem Olechem rozmawia jego wnuczek, Igor.

- Gdzie mieszkałeś przed wojną?

- Urodziłem się w Grzymałowie, 30 kwietnia 1939r. Było to małe miasteczko, położone niedaleko granicy polsko-radzieckiej. Granica ta przebiegała na Zbruczu.
W miejscowości tej znajdowała się szkoła, naprzeciw której był pomnik A. Mickiewicza.
W Grzymałowie był także Kościół rzymsko-katolicki, Synagoga i Cerkiew. Były również dwa cmentarze - gdzie grzebano prawosławnych i chrześcijan. Krajobraz w okolicach Grzymałowa był zróżnicowany (pagórki, doliny itp.)

- Jak wyglądało życie codzienne w Twojej miejscowości przed wojną i gdzie wtedy przebywałeś?

- Ludność zajmowała się przede wszystkim uprawą roli i rzemiosłem. Przez całą wojnę z mamą
i rodzeństwem mieszkałem w tym samym miejscu, podczas gdy ojciec był na wojnie.
W czasie okupacji życie było bardzo trudne, ponieważ był terror, Niemcy zabierali żywność.
Ukraińcy zorganizowani w UPA, napadali najczęściej nocą na polską ludność, dlatego Polacy uciekali z okolicznych wsi i nocowała u Polaków w Grzymałowie. Mimo iż miałem niewiele lat, utkwiło mi w pamięci, jak wieczorem rozkładano słomę, na której nocowali okoliczni przybysze.
W mieście było bezpieczniej, ponieważ byli zorganizowani tzw. „strzelcy”, którzy nocą pilnowali polskiej ludności.

- Jak zmieniło się Twoje życie wraz z wybuchem wojny?

- Trudno mi odpowiedzieć na to pytanie, ponieważ byłem za mały.

- Kiedy i dlaczego doszło do przesiedlenia?

- Po zakończeniu wojny, jesienią 1945r., gdy ojciec wrócił z pola bitwy, dostaliśmy polecenie wyjazdu na Ziemie Odzyskane, ponieważ te ziemie zostały włączone do ZSSR. W połowie października 1945r. zostaliśmy załadowani do wagonów i wyruszyliśmy w drogę na Ziemie Odzyskane. Jazda była bardzo trudna, ponieważ w sąsiednich wagonach jechały z nami zwierzęta, a wagony były towarowe. Jechaliśmy około tygodnia i po tym czasie dojechaliśmy do Żmigrodu. Po rozładowaniu w Żmigrodzie ojciec ze stryjkiem znaleźli domek w Garbcach i tam zamieszkaliśmy.

- Jak wyglądało nowe miejsce zamieszkania?

- Warunki były bardzo skromne. Trudno się żyło, wszystko było obce. Były problemy ze zdobyciem pożywienia, więc moja babcia chodziła kopać ziemniaki, które zostały zasadzone jeszcze przez Niemców. Na drugi rok zacząłem chodzić do szkoły podstawowej, która była w Garbcach. Jesienią 1947r. przeprowadziliśmy się do Borek, gdzie ojciec prowadził gospodarstwo rolne. Otrzymał dom i ziemię w Borkach jako osadnik wojskowy. W 1953r. rozpocząłem naukę w liceum pedagogicznym we Wrocławiu. W tym czasie, po lekcjach chodziliśmy odgruzowywać Wrocław, który był bardzo zniszczony po działaniach wojennych.

- Co czułeś, gdy opuszczałeś swój rodzinny dom?

- Nie jestem w stanie odpowiedzieć na to pytanie, ponieważ byłem za mały, ale zachowały mi się w pamięci tamte okolice i dom rodzinny.

- Jak wspominasz pierwsze tygodnie na nowym miejscu?

- Szybko się przyzwyczaiłem do nowych warunków, ponieważ wszyscy sąsiedzi byli w takiej samej sytuacji, co nas bardzo zbliżyło. Najczęstsze zabawy z tamtego okresu to palant, koło, zabawy z niewypałami i potańcówki.

- Jak zmieniło się życie Twoje i rodziny po przesiedleniu?

- Życie po przesiedleniu było bardzo ciężkie, wszystko wykonywało się ręcznie, bo nie było maszyn. W 1947r. zmarła moja starsza siostra, a w 1949 moja babcia.

- Jak spędzałeś wolny czas?

- Wolny czas przeznaczałem na pasienie krów, pomoc w gospodarstwie oraz wieczorne spotkania z kolegami.

- Z jakimi codziennymi problemami się borykano?

- Brak narzędzi i maszyn spowodowało, że praca w gospodarstwie i na roli zajmowała dużo czasu i wymagała dużo sił.

- Czy polubiłeś swoją nową miejscowość?

- Tak, ponieważ mieszkałem wśród przyjaznych ludzi i miałem dużo dobrych kolegów.
Bardzo mile wspominam szkołę, do której chodziłem.

- Czy odwiedziłeś swoją rodzinną miejscowość? Jeżeli tak, to jakie zmiany zauważyłeś?

- Tak, kilkakrotnie byłem w Grzymałowie. Byłem bardzo wzruszony, wjeżdżając pierwszy raz do Grzymałowa. Obrazy, które widziałem, pokrywały się z mglistymi wspomnieniami
z dzieciństwa. Łąka, na której się bawiłem i strumień, który przez nią przepływa, z dzieciństwa pamiętałem jako olbrzymie błonia i rzekę.

- Jak zmieniła się miejscowość, w której mieszkasz na przestrzeni lat?

- W miejscowości tej przybyło dużo nowych domów, ale zniknęły zakłady pracy. Przybyło sklepów i poprawiły się drogi, ale brakuje miejsc, gdzie młodzież mogłaby spędzać czas
i rozwijać swoje zainteresowania.

- Czy trudno jest Ci wspominać okupację i czasy powojenne?

- Każda wojna i okupacja niesie śmierć i zniszczenia, a to pozostawia trwały ślad w psychice każdego człowieka. Wspomnienia z okresu powojennego są to lata mojej młodości związane z nauką i dorastaniem. Najczęściej jest to najmilej wspominany okres w życiu.

- Co zmieniłbyś w swoim życiu?
- Właściwie nic, z wyjątkiem nauki języków obcych, które są dzisiaj coraz bardziej potrzebne.

- Gdy mówisz „Żmigród”, myślisz:

- Miasteczko bez perspektyw dla młodych ludzi.

Wywiad przeprowadził: Igor Sawko

[PANEL PRAWY]
 
w numerach archiwalnych

na stronie www
 
 
Wiadomości Żmigrodzkie
rss wykonanie
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług, personalizacji reklam i analizy ruchu. Informacje o sposbie korzystania z witryny, udostępniamy partnerom społecznościowym, reklamowym i analitycznym. Korzystając z tej strony, wyrażasz na to zgodę.