"Scena grozy"
Jakieś rewelacje od czasu do czasu jeszcze nikomu nie zaszkodziły. Ba! Pozytywne wskazane jest, by przyjmować w dużej dawce.
Nasza żmigrodzka rewelacja w postaci IRY to mieszanka wybuchowa emocji różnych, od wyboru do koloru.
Zacznę od tego, że gmina zrobiła swoim mieszkańcom duży prezent. Bo żeby pójść na dobry koncert trzeba zapłacić, często nie mało. A tutaj proszę. Za darmo, kilka kroków od domu. Taki zespół, taki szał.
Co na to ludzie? Otóż należy się nam wszystkim piątka z plusem za frekwencję. Spisaliśmy się. Oko tłumu nie obejmowało, owacje jak należy. Brawo.
Stojąc w tym tłumie mogę opisać tylko wąskie gremium odbiorców zgromadzonych pod sceną. ( Tu muszę wspomnieć, że jestem fanatyczną fanką wszelkich koncertów). I ma to nie mały wpływ na moje obserwację, więc proszę się nie gniewać, jeśli obserwowałam zbyt ostro i krytycznie.
ZnalazÅ‚o siÄ™ szczęśliwym trafem obok mnie kilku „obcych”. BawiliÅ›my siÄ™ razem, swój do swego ciÄ…gnie. Już po pierwszych dźwiÄ™kach udzieliÅ‚a nam siÄ™ atmosfera. W każdym miejscu na Å›wiecie gdy publika spotyka siÄ™ z zespoÅ‚em wytwarza siÄ™ coÅ› ekstatycznego, ciężko nazwać co to. Z naszej piÄ™cioosobowej grupki zrobiÅ‚a siÄ™ kilkunastoosobowa ekipa skaczÄ…cych, wrzeszczÄ…cych fanów tejże muzyki. My w muzyce, ona w nas, przybijamy sobie piÄ…tki. NastÄ™pna piosenka, nastÄ™pny okrzyk. Nie ma co ukrywać, w takich momentach zapomina siÄ™ o bożym Å›wiecie.
Ale wredny świat nie zapomniał o nas. Pani stojąca przy barierkach z kilkuletnim dzieckiem zawołała ochronę aby nas uspokoić. Oburzona, że przecież dzieci pod nogami, że starsze osoby.
Próbujemy grzecznie tłumaczyć. Że koncert właśnie po to jest, aby skakać do upadłego, krzyczeć aż do zdarcia gardła, padać w ramiona innym krzykaczom. Ochrona zjawiła się. - To nie miejsce na takie zabawy- tak nam powiedzieli. Drodzy państwo. Miejsce pod samą sceną TO NIE MIEJSCE dla matek z małymi dziećmi ani tym bardziej dla pań w zaawansowanej ciąży. Ani w ogóle dla niewtajemniczonych.
Niechże wszyscy będą zadowoleni, taki miły dzień. Można było stanąć sobie kilkanaście kroków dalej, gdzie nikt po nikim nie deptał. Śpiewać sobie spokojnie, widzieć scenę jak na dłoni i nie marudzić, że młodzież nieodpowiednio się porusza.
Owy pan (niestety personaliów nie udało mi się ustalić) odpowiednio wytłumaczył owej pani, że tak to się musi odbywać. Po to jest tak zwana młodość i że najlepiej będzie jak ona sobie pójdzie i przestanie marudzić.
Spodobał mi się ten pan. Śpiewał, podrygiwał niezmordowany i uśmiechał się, jak ktoś się od niego odbijał. Takie to już uroki koncertów. Jeden upada, dziesięciu go podnosi.
Muzyka łagodzi obyczaje, a ludzie nie przyzwyczajeni, nie wiedzą może jak się zachować. No trudno.
Chylę czoła przed organizatorami raz jeszcze i przed tymi, którzy bawili się, lub chociaż nie utrudniali. Przyznajcie, miło jak całe miasto: gruby sąsiad, brzydka dziewczyna i mały chłopiec śpiewają wspólnie kilka wersów uśmiechając się do siebie. Nie ma żadnych uprzedzeń, hierarchii ważności. Jest muzyka.
Marlena Dumin