archiwum - 08 - wrzesień

 
 

Lekarz pokoleń

„Szlachetne zdrowie, nikt się nie dowie, jako smakujesz, aż się zepsujesz.” - to słowa samego Jana Kochanowskiego, jednego z najwybitniejszych polskich poetów okresu Odrodzenia. Słowa jakże aktualne i skłaniające do refleksji, gdyż nic na świecie nie ma cenniejszej wartości nad ludzkie życie. Są jednak tacy, którzy poświęcili większą część własnego życia, by zmagać się z trudami chorób, zakażeń, toczyli niejednokrotnie walkę z największym wrogiem, śmiercią. Człowiekiem, który od ponad 50 leczy najmłodszych członków naszej gminy jest Pani Anna Cygan, osoba ciepła, otwarta, o szlachetnym usposobieniu, wspaniałym uśmiechu, ciągle aktywna zawodowo. Można śmiało rzec, że pediatria to jej powołanie.
Dzieciństwo i młodość
Pani Anna urodziła się i wychowywała we Włoszczowej (dawne woj. Kieleckie), mieście niedużym, jednak posiadającym szkołę. Gdy miała rozpocząć swoją edukację, wybuchła wojna, zatem uczęszczanie do szkoły powszechnej stało się nierealne. Nauka polegała na samodzielnym rozczytywaniu się w dostępnych pozycjach książkowych. Tuż po wojnie w mieście zostało otwarte gimnazjum i liceum, dokąd zjechała kadra nauczycieli m.in. z Wilna, Lwowa, ogólnie z rejonów wschodnich. Stanowiło to ogromne osiągnięcie dla całego miasta. Młodzież miała wówczas spore problemy z przedmiotami ścisłymi, gdyż podczas wojny zdołali zaczerpnąć jedynie wiedzy humanistycznej. Do matury trudności zostały zniwelowane, a zaległości nadrobione. Jeszcze przed ukończeniem szkoły średniej, miała okazję dwukrotnie odwiedzić Wrocław, który niewątpliwie ją zachwycił. Mimo trudnej ówczesnej sytuacji w państwie, udało się Pani Annie zdać pomyślnie egzaminy i rozpocząć studia na Akademii Medycznej w Lublinie. Po trzecim roku studiów wyszła za mąż, a do ich ukończenia była już matką dwójki dzieci. Należy w tym miejscu nadmienić, że okres 6-letnich studiów pokazuje, jak waleczną i pełną podziwu kobietą jest bohaterka tego tekstu, ile posiadała w sobie siły i wytrwałości, by zrealizować swoje pragnienia.
Praca w Żmigrodzie. Trudne lata praktyki lekarskiej
W listopadzie 1957 roku „jeszcze z ciepłym dyplomem”, jak wspomina Pani Anna, przyjechała na Dolny Śląsk i rozpoczęła pracę w Żmigrodzie. Te rejony stanowiły dla niej dobrodziejstwo cywilizacji, bowiem po tylu latach nauki przy lampie naftowej, bez wodociągów, zobaczyła, że można żyć lepiej. Cały czas Wrocław roztaczał w jej umyśle swe piękno, mimo że zniszczony, zrujnowany, „jednak miał swój urok, swoją moc”. I i II stopień specjalizacji z pediatrii uzyskała właśnie we Wrocławiu Klinikach na ul: Curie-Skłodowskiej. W milickim wydziale zdrowia namówiono Panią Annę na pracę w Żmigrodzie, gdzie powstał oddział wewnętrzny w szpitalu, dojechał jej mąż i pracowali oboje. Był to niezwykle trudny czas dla całej służby zdrowia. Cała ludność gminna (ok. 15 tys.) należała do jednego ośrodka zdrowia. Transport stanowił olbrzymią barierę w kontaktach z pacjentami. Od 1965 roku Pani Anna działała w ośrodku zdrowia, szkołach, żłobku i przedszkolu. W latach 60. i 70. był bardzo duży wskaźnik umieralności niemowląt do pierwszego roku życia, służba zdrowia działała w kierunku polepszenia tej sytuacji. Kolejny trudny aspekt to brak odpowiednich środków medycznych, do dyspozycji była jedynie penicylina, czasem do walki z naprawdę ciężkimi przypadkami zakażeń. Nie do pomyślenia z medycznego punktu widzenia były przeszczepy tkanek ludzkich, wspomina Pani Anna. Medycyna poczyniła olbrzymi krok na przód. Jednak dawniej, mimo niewątpliwie cięższej pracy, lekarze nie buntowali się. Jeśli zarejestrowanych zostało 100 dzieci i 10 wizyt domowych, Pani Anna skrupulatnie przyjęła każdego pacjenta i odbyła wszystkie wizyty, niewyobrażalnym byłoby nie udzielić komuś pomocy. Przez kilkadziesiąt lat Pani Anna pracowała i nadal pracuje nad i z dziećmi, przez wiele dni i nocy walczyła o każdy oddech dziecka, o jego krzyk, otwarcie oczu. Najgorsze stawały się pory letnie, gdy panowały silne upały, ponieważ wyciągi wodne były niewydolne, w szpitalu brakowało wody, dzieci dostawały wysokich gorączek, biegunek. Stąd zdarzały się niepowodzenia.
Lata 90. „Skarb miasta”
W latach 90. zaczęły napływać leki z importu, często dużo lepsze o znakomitych efektach działania. Szpitale zostały dobrze zaopatrzone w nowoczesny sprzęt. Reforma przekształciła system lecznictwa, a lekarzom niewątpliwie stworzono dobre warunki pracy. Obecnie sytuacja służby zdrowia pozostawia wiele do życzenia, należy docenić zatem skarb, jaki przez tyle lat posiadało nasze miasta. Lekarza, który uratował niejedno ludzkie istnienie. Serdeczne podziękowania Pani Annie Cygan za kilkadziesiąt lat ciężkiej pracy, za każdą nieprzespaną noc i ogromny wysiłek włożony w leczenie kilku pokoleń naszych pociech.

AD

[PANEL PRAWY]
 
w numerach archiwalnych

na stronie www
 
 
Wiadomości Żmigrodzkie
rss wykonanie
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług, personalizacji reklam i analizy ruchu. Informacje o sposbie korzystania z witryny, udostępniamy partnerom społecznościowym, reklamowym i analitycznym. Korzystając z tej strony, wyrażasz na to zgodę.