archiwum - 17 - grudzień

 
 

Historia Kasi

Wyciągnięcie tego na światło dzienne jest dla mnie ulgą. Terapią... Chcę się podzielić jedną z moich przemocowych historii po to, aby powiedzieć innym kobietom: NIE DAJ SIĘ! Walcz o siebie! Walcz o swoje bezpieczeństwo i bezpieczeństwo swoich dzieci!

Nie mam pojęcia co się stało z moją wiedzą. Tą książkową, taką szkolną, z geografii, angielskiego, historii. Czy to możliwe, że aż tak się uwsteczniłam? Czy Piotr w jakiś sprytny sposób, świadomy bądź nie, wmówił mi, że jestem na tyle głupia, iż mój mózg wykasował wszelkie dane. Wstyd się wdać w jakąś dyskusję, bo wtedy od razu odczuwam lęk, że zaraz powiem coś głupiego lub ktoś zada mi pytanie, na które nie znam odpowiedzi, a ona jest prosta jak amen w pacierzu.

Nie dyskutuję o polityce, o wojnach, nie oglądam wiadomości. Dlatego że w moim życiu przyszedł taki czas, kiedy stwierdziłam, że zbyt wiele złych emocji wywołuje we mnie to, co dzieje się na świecie. Czy mam wpływ na huragany, na sytuację rodzin ofiar zamachów? Nie mam, a spędzało mi to sen z powiek. Odcięłam się od tego i podobnych spraw.

Może ktoś powie, że jestem bezduszna, bo nie rusza mnie zło całego świata. Tak, nie rusza mnie. Miałam swoje prywatne piekło. Teraz to wiem. Kilka miesięcy wstecz myślałam, że po prostu raz jest lepiej raz gorzej. Tylko, że "gorzej" nie znaczyło kłótni o to, do której teściowej jedziemy na niedzielny obiad, czy że rower miał być naprawiony 3 dni temu, a teraz właśnie go potrzebuję i stoi rozkręcony.

U mnie i pana Piotra „gorzej” oznaczało czas, np. gdy byłam nazywana idiotką, bo odmawiałam jego namowom do kolejnej pożyczki, do wyłudzania pieniędzy od babki. Tak, od babki, normalnie ludzie mówią babcia, ale o tym później.

Nie wiem, czy bardziej chcę pisać o sobie czy o nim, dziś wiem, że nie o nas, bo my jako my chyba nigdy nie istnieliśmy. To było złudzenie. Wcale nie będę się trzymać chronologicznego biegu wydarzeń, ale już zacznę pierwszą opowieść.

Pamiętam, jak przyszedł w nocy czy nad ranem i zaczął z szafy wyrzucać ubrania, swoje... Mówił: "Co ta Kaśka, zwariowała? Zobacz, Adasiu, mama jest nienormalna", a może i użył gorszych określeń. Adaś miał kilka miesięcy, a może kilkanaście tygodni. Wyszarpnął spode mnie takie grube prześcieradło i rozdarł na wiele części. Złapał mnie za kostki i ściągnął z łóżka. Zrobił to jeszcze raz, jeszcze raz i jeszcze. Mówiłam tylko "zostaw mnie, obudzisz Adasia". Znowu mnie ściągnął. Położył się na moim miejscu, obok maleństwa. Zaczął płakać. Wstał, wziął nóż i poszedł do kibla. Złapałam telefon i zadzwoniłam do babki, wypadł z toalety, wyrwał mi telefon i rzucił nim o ścianę. Zdążyłam przed tym powiedzieć "Czy mogłaby babcia przyjechać?". Modliłam się, żeby ona przyjechała, minęło kilkanaście minut, nie wiem co się działo, strach mnie sparaliżował.

Pojawiła się babka "Chodź PIOTRUSIU, połóż się". Głaskała go po głowie, burczał coś, obrażał ją. Położył się na brzuchu obok Adasia. Gdy zasnął na dobre, głowa obsunęła mu się na bok. Pod twarzą miał nóż, do sera - taki z podwójną końcówką. Leciała mu krew, rozciął skórę między nosem a okiem. Co chciał zrobić? Wydłubać sobie oko? Czy mieć przy sobie nóż dla bezpiecznego snu? Babka poszła do pracy. Wzięłam koc, poduszkę i kołdrę. Zrobiłam legowisko jak dla psa, w kuchni na podłodze. Położyłam się tam z Adasiem. Rano wstał i zapytał, co my tam robimy, co to za materiał podarty na podłodze. Był wyraźnie przygnębiony, nie odzywałam się. Leżałam w bezruchu, wpatrzona w Adasia. PRZEPRASZAM - powiedział. Wszedł do łazienki, wyszedł...

"Co mam pod okiem?" - zapytał. -Spadaj - odpowiedziałam. "Kasia, przepraszam. Co tu się działo? Proszę, powiedz mi." Odpowiadałam tylko sobie w myślach: Nie wiesz? Nie pamiętasz? To za co przepraszasz, kretynie?!

Posprzątał... mówi: Proszę, nie leżcie tu. Idź do łóżka z Adasiem. To ja powinienem tu spać.

Nie pamiętam, kiedy i jak znowu przeszliśmy do codzienności...

Takich historii było bardzo wiele, każda inna, ale wszystkie podobne do siebie. W małżeństwie tkwiłam prawie 10 lat. Dziś napisałabym swój scenariusz na życie zupełnie inaczej. Kiedy przypominam sobie czas małżeństwo, widzę jak wiele spraw mi umknęło. Czyjaś opowieść przypomniała mi, że ja także byłam budzona w nocy, wyciągana za nogi z łóżka, ze strachu często godziłam się na seks, choć nie miało to nic wspólnego z uprawianiem miłości. Myślałam, że bez niego nie dam rady finansowo, ale dziś wiem, że to on potrzebował mnie, mojej zdolności kredytowej. Mogłam płacić rachunki tylko wtedy, gdy otrzymałam zgodę, inaczej była awantura. Dopiero dziś to widzę. Często myślę o tym, że kiedyś powiedziałam tacie, iż chcę odejść, że dłużej nie dam rady... Powiedział, że nie po to brałam ślub... Mimo wszystko odważyłam się na ten krok. Dziś jestem bezpieczna i bezpieczny jest Adaś. Dziś korzystam z terapii, uczęszczam na grupę wsparcia dla osób doświadczających przemocy i moje życie wygląda zupełnie inaczej niż dawniej. Jeśli moja historia pomoże chociaż jednej czy jednemu z was, to warto było ją upublicznić. Nikt nie ma prawa cię krzywdzić!

[PANEL PRAWY]
 
w numerach archiwalnych

na stronie www
 
 
Wiadomości Żmigrodzkie
rss wykonanie
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług, personalizacji reklam i analizy ruchu. Informacje o sposbie korzystania z witryny, udostępniamy partnerom społecznościowym, reklamowym i analitycznym. Korzystając z tej strony, wyrażasz na to zgodę.