archiwum - 08 - maj

 
 

Co tam słychać w Bargteheide?

Zawsze kiedy wracam z Bargteheide i siadam do napisania comiesięcznego przeglądu prasy lokalnej, bardziej chcę się podzielić tym, co widziałem tam na własne oczy, niż tym, co czytam w wycinkach prasowych. Więc chociaż wycinków do wykorzystania w moim artykule mam całą stertę, to zacznę dzisiejszy odcinek od osobistych refleksji! Zapraszam do lektury!

  • W podsumowaniu wizyty grupy młodzieży z Gimnazjum im. Macieja Rataja w Gymnasium Eckhorst pisałem o spotkaniu naszych uczniów z burmistrzem Wernerem Mitschem. Było to spotkanie wyjątkowe, bo ostatnie - urzędujący burmistrz kończy pod koniec roku swoją pracę w ratuszu miasta Bargteheide. Uczniów naszego gimnazjum przyjął on z dużą serdecznością. W swoim wystąpieniu opowiadał o historii stosunków między Żmigrodem i Bargteheide, o swoich osobistych wrażeniach z pobytów w Polsce i wielokrotnie podkreślał wagę takich polsko-niemieckich kontaktów na poziomie znacznie niższym od rządowego - na poziomie zwykłych obywateli. Trochę szkoda, że Żmigród traci po niemieckiej stronie takiego gorącego zwolennika współpracy międzynarodowej. Pozostaje mieć nadzieję, że zmiana sternika w siedzibie władz lokalnych zarówno w Żmigrodzie jak i w Bargeheide nie wpłynie negtywnie na kontakty między tymi miastami. O burmistrza Żmigrodu możemy być tutaj raczej spokojni, bo swoją dotychczasową działalnością w żmigrodzkim ratuszu potwierdził on, że dostrzega wagę dialogu i współpracy z Niemcami. Zobaczymy teraz jak na tę sprawę będzie zapatrywał się nowy burmistrz Bargteheide. Wróble na ulicach tego miasta ćwierkają, że na 80% będzie to Henning Grotz z CDU.

  • Drugim „naszym" człowiekiem w Bargteheide jest wspominany tu przeze mnie wielokrotnie Christof Leidner - przyjaciel Polski i Polaków, gorący orędownik dobrych kontaktów polsko-niemieckich. To on podsyła mi regularnie wycinki z prasy i inne świeże newsy z miasta partnerskiego Żmigrodu, to on bywa regularnie w naszym mieście raz jako prelegent z wykładem przysłany przez Związek Europejski (którego jest członkiem), innym razem jako tłumacz i opiekun kolejnej grupy mieszkańców Bargteheide bawiącej w Żmigrodzie w ramach kolejnego programu partnerskiego. Podczas moich pobytów w Bargteheide staramy się zawsze spotkać z Christofem, żeby porozmawiać o tym i owym. Tak też było i tym razem. Christof wręczył mi kopertę z nową porcją wycinków z prasy a także... napisaną przez siebie analizę kandydatur na urząd burmistrza w Żmigrodzie. Christof napisał ją dla swoich współobywateli zainteresowanych sytuacją polityczną w ich polskim mieście partnerskim. Przeczytałem tę analizę i muszę powiedzieć, że jest bardzo rzeczowa. Autor nie daje sobie wcisnąć przedwyborczej papki (do której miał dostęp za pośrednictwem naszej prasy lokalnej, Internetu i podczas swoich wizyt w Żmigrodzie). W czterostronicowym tekście ze zdjęciami potrafił skutecznie prześwietlić każdego z kandydatów. No i dobrze przewidział wynik wyborów! Taka analiza na poziomie lokalnym (chodzi wszak kontakty dziesięciotysięcznych miasteczek) jest na pewno ewenementem. I na koniec jeszcze dodam, że Christof ostatnio pozytywnie zdał niełatwy egzamin z języka polskiego i stał się właścicielem certyfikatu potwierdzającego znajomość naszego języka w mowie i piśmie. Tym samym Christof dołączył do elitarnego grona może kilku tysięcy rdzennych Niemców (szacunek jest mój - więc mogę się mylić) władających na bardzo przyzwoitym poziomie mową Słowackiego i Prusa. Christof, gratulujemy!

  • Trzecim i ostatnim newsem na dzisiaj będzie plotka o kasie biletowej w Bargteheide. Chociaż stacja w Bargteheide się modernizuje, ma nowe przejście podziemne, nowe tory i nowy wiadukt, to kasa biletowa schodzi na psy. Już wcześniej słyszałem skargi od moich znajomych z tego miasteczka, że kasa jest czynna coraz krócej, że personel jest... niezbyt dobrze poinformowany i że ciężko tam uzyskać informację czy kupić bilet na dalszą trasę. Owszem do Lubeki i Hamburga to jeszcze się da, ale do Wrocławia? Nie, proszę pana, nie ma takiego miasta, a już na pewno nie jeżdżą tam pociągi - można było usłyszeć w okienku kasowym. Celowo używam tu czasu przeszłego, bo ostatnio kasę (chwilowo?) zamknięto. Znajomy nauczyciel powiedział mi, że wpisuje się to w ogólną tendencję w Niemczech, żeby bilety sprzedawały automaty, a ludzie mogli sobie spokojnie siedzieć na bezrobociu. I rzeczywiście kiedy jechaliśmy z naszą młodzieżą do Lubeki, nasz niemiecki opiekun chciał w automacie kupić bilety dla 25 osób. Niestety po pierwsze był tam duży tłum, bo akurat inne szkolne grupy też jechały tym samym pociągiem na wycieczkę, po drugie automat potrzebował drobnych, a po trzecie samo kupowanie trwało za długo. Ostatecznie część naszej grupy nie z własnej winy pojechała do Lubeki... na gapę.

    Wybrał, przetłumaczył i komentarzem opatrzył

    Robert Kolebuk (kolebukr@poczta.onet.pl)

  • [PANEL PRAWY]
     
    w numerach archiwalnych

    na stronie www
     
     
    Wiadomości Żmigrodzkie
    rss wykonanie
    Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług, personalizacji reklam i analizy ruchu. Informacje o sposbie korzystania z witryny, udostępniamy partnerom społecznościowym, reklamowym i analitycznym. Korzystając z tej strony, wyrażasz na to zgodę.