Reportaż "W moim mieście nowy york"
Przechadzając się spokojnymi uliczkami niewielkiego miasta Żmigród, leżącego godzinę drogi od Wrocławia, na pierwszy rzut oka nie widzimy nic szczególnego. Mijamy zwyczajnych ludzi, zajętych własnymi zwyczajnymi sprawami, zazwyczaj nie zwracając na nich szczególnej uwagi. Gdyby jednak każdemu z nich poświęcić nieco więcej zainteresowania, z pewnością zauważylibyśmy małe czarno-srebrne ogonki, wesoło merdające wokół kostek wielu z przechodniów...
Zaczęło się od kilku sztuk...
Jeszcze niedawno, bo niecałe 5 lat temu różnorodność wśród najlepszych przyjaciół ludzi była naprawdę imponująca. Z łatwością można było odnaleźć amstaffa, buldoga, jamnika, labradora, golden retrivera, owczarka niemieckiego, czy podwórkowego „Reksia”, czyli zwyczajnego kundelka. Z biegiem czasu jednak, nie wiedzieć czemu, ludzie zaczęli gustować w psach ras mniejszych. Wśród nich najbardziej pożądanym przez wygłodniałych żmigrodzian okazał się Yorkshire Terrier. Na początku jedynie sporadycznie pojawiał się on ze swoimi właścicielami, było go wtedy niewiele. Dziś natomiast yorkowa rodzina nieco się powiększyła tworząc prawdopodobnie największą psią zbiorowość.
W małym ciele...
Nie wiadomo tak naprawdę, co skłoniło tylu ludzi do kupna tej właśnie rasy psa. Być może to zasługa niewielkich wymiarów i puszystego włosia, które jak wiadomo nie jest w stanie zaszkodzić żadnemu alergikowi czy astmatykowi, lub wiecznie uśmiechnięta morda i iskierki w oczach, które czynią go najwspanialszą przytulanką i zabawką. Nie należy jednak zapominać, że jest to bardzo inteligentne i przebiegłe zwierzę, a na dodatek nadwyraz zwinne i szybkie, które mimo wszystko dobrze jest mieć na oku.
W moim domu od 3 lat...
Choć nie byłam jedną z pierwszych właścicielek yorków, gdy zakupiłam własnego, byłam z pewnością jedną z nielicznych. Jeszcze dziś w głowie przelatują mi urywki tego pamiętnego dnia:
Był zimowy wieczór. W całym domu panowała grobowa cisza. Długie godziny oczekiwałam brata i mamę, którzy pojechali po szczeniaka, dlatego kiedy wrócili, byłam szczęśliwa jak nigdy dotąd. Przez kolejnych kilka godzin wszyscy zachwycaliśmy się nowym „przybyszem” i po długotrwałym namyśle ustaliliśmy dla niego, a właściwie dla niej imię- Shakira. Na początku piesek oczywiście na nie nie reagował, ale po tygodniu imię to, tak jak i jego twórcy, przestało być dla niego obce.
Minęły już trzy lata, w ciągu których nauczyłam się wielu rzeczy związanych z opieką nad psem. Odczułam na własnej skórze, że jest on nie tylko świetną zabawką, ale i również dużym obowiązkiem, znacznie większym, niż możnaby było wywnioskować, patrząc na niewinnego yorkshire terriera. Karmienie wcale nie tanią specjalną karmą oraz regularne szczepienia to nie wszystko, co ze swojej strony ma zaoferować właściciel yorka. Należy do tego dołączyć cotrzymiesięczne odrobaczanie, odpchlenie, regularne kąpiele, czyszczenie uszów, mycie zębów, obcinanie pazurków oraz strzyżenie. Nie należy również zapominać o zbilansowanej diecie polegającej na połączeniu zarówno pokarmu suchego, jak i mokrego. Dodatkowo zaleca się podawanie pieskowi różnorodnych gryzaków np. w nagrodę za dobre sprawowanie. Przede wszystkim jednak najważniejsze są długie spacery, podczas których piesek może się „wyszaleć”, dzięki czemu z pewnością nie będzie atakował naszej kanapy.
Wszędzie tam, gdzie sięgnąć wzrokiem...
Nie minął rok od kupna Shakiry, a dowiedziałam się, że sąsiadka z naprzeciwka również ma yorka, a raczej ma przez określone dni w roku. Od czasu do czasu jej syn przywozi do Żmigrodu tę małą „bestyjkę” i zostawia na kilka dni. I dla mojej sąsiadki i dla psa są to prawdopodobnie najszczęśliwsze dni ich żywota. Te dwie istoty wspaniale się rozumieją i dogadują. Jednak Kora, bo tak nazywa się york sąsiadki, coraz rzadziej ją odwiedza, wówczas pani Janina sięga po Shakirę, którą ubóstwia równie mocno.
W mojej okolicy Kora nie jest jedynym mieszkającym yorkiem. Zaledwie 200 metrów dalej mieszka kolejny, a trochę dalej następny. Gdyby zliczyć wszystkie yorki, które „znam” i które regularnie kręcą się po mieście, wyszłoby ok. 15, a to przeciętnie o wiele więcej niż innych ras psów. Jest to dowód na to, że yorki stają się coraz bardziej popularne i skutecznie opanowują niewielkie miasteczko, jakim jest Żmigród.
Od myszy do kiełbasy...
Historia rasy yrkshire terrier jest dość krótka, niemniej jednak ciekawa. Psy zostały wyhodowane w połowie XIX wieku w hrabstwie Yorshire, na Północy Wielkiej Brytanii. W tamtych czasach miały za zadanie tępić myszy i szczury w domach biednych robotników i rzemieślników. Dziś jednak ich rola nieco się odmieniła. Współczesny york jest traktowany nie jak pies, lecz jak zwykła, choć bardzo droga zabawka. Często niepotrzebnie noszony na rekach i nadmiernie pieszczony, zostaje zepsuty i rozpuszczony. Wiele ludzi ubiera je niczym lalki w sukienki, kurteczki, czy płaszczyki, nawet gdy warunki pogodowe do tego nie zmuszają. Niektórzy budują nawet ogromne budy na kształt domów dla swojego pupila. A to wszystko z tzw. „miłości”, która popadając w skrajności doprowadza do zaniedbania psa tam, gdzie jest to niewybaczalne.
Na chwilę obecną w Żmigrodzie panuje yorkowy szał. Nie wiadomo już kto był pierwszy, a kto dopiero wstępuje do wielkiej psiej rodziny. Miejmy tylko nadzieję, że nowe psiaki nie będą miały za zadanie zastępować tych starych i przez nikogo niechcianych, a ich kupno nie będzie powodowane modą lub zachcianką dzieci na Boże Narodzenie, bo wówczas wiele żywych istot zostanie skrzywdzonych i pozbawionych domu, co zdarza się coraz częściej i jest najgorszym losem, jaki może spotkać psa.
Monika Olejniczak
Uczennica kl. III A
Gimnazjum im. M.Rataja w Żmigrodzie