Repotraż: Z życiem w kieszeni
Nie wstydzę się mojej historii. -To co przeżyłem jest moje i wiele mnie nauczyło -przedstawia się nam Maciek. Jest ciepły, kwietniowy wieczór. Ognisko jak każde inne, zapowiada się przyjemnie. Drewno kopci się soczystym dymem, rozmowy przeskakują od błahych do poważnych tematów. On siedzi z brzegu. Ja chyba trochę się go boje. Nie jestem przyzwyczajona do takich ludzi. Do ludzi, którzy tworzą swoją historię i nie boją się kopać jej demonów prosto w parszywy pysk. Niesamowicie dzielnych ludzi.
Rozżarzona ciekawość...
Dorzucam do ogniska. Płomienie przeskakują wesoło, nasza kameralna ekipa oczyma wyobraźni przenosi się gdzieś zupełnie indziej, wytwarza się specyficzny klimat właściwy ogniskom. Maciek wtrąca pierwsze zdanie ze swoich dawnych czasów. Wdrażam się w rozmowę. Pyta, czy ma nam wszystko opowiedzieć. Odpowiadamy zgodne tak. Tylko Mycha ze smutkiem kręci głową. Już to słyszała. Wie, jak to się skończy.
Księżyc otula pole swoją poświatą. Sceneria cudowna do namiętnego, ciepłego filmu. Często tak właśnie wyobrażam sobie życie. Tkliwa, sentymentalna, efemeryczna opowieść.
Rzeczywistość jednak z łomotem rzuca na ziemię. Twardą, zimną, niewzruszoną. -
No to wam opowiem po kolei. Wszystko zaczęło się od tego, jak dziadek uderzył moją siostrę. Ta mała, pięcioletnia istota była i jest dla mnie wszystkim. Oddałbym swoje życie, żeby nic jej się nie stało. A on użył całej swojej siły, aby ukarać ją za to, że rozlała jogurt. Metalowy pręt sam wpadł mi w ręce, wtedy liczyło się ukaranie go - W miarę tego, co wytacza się z jego ust, mój strach mija; budzi się ciekawość. Proszę go, aby kontynuował. Nie widząc go nigdy wcześniej wiedziałam o nim tyle, że dużo przeżył, że trzeba mu współczuć. Zainteresowało mnie jego życie. Brutalna, mocna historia. Mycha patrzy na mnie krzywo, że ciągnę go za język, impertynencko wywlekam brudy. Stojący w tle towarzysze milczą. Też są ciekawi. Ciekawość nie zna granic.
... i zaspokojenie jej bólem
- Wiele w życiu przeszedłem. Powtarza po raz któryś. Gdy wylądowałem w domu poprawczym ... nie, nie chciałbym tam wrócić. - O wszystkim mówi niepojęcie spokojnie, bez żalu. -
Na przywitanie dostajesz delikatnie mówiąc lanie. Muszą cię przetestować, czy się nadajesz, czy dasz sobie radę. Czy w ogóle przeżyjesz. Ja ten test zaliczyłem. Wkupiłem się do nich. -Wspomina. Tomek opowiada jakiś adekwatny do sytuacji film, emocjonuje się, mówi, że takie miejsca są paskudne. -
Co ty tam możesz o tym wiedzieć- Mówi Maciek, a zapytany o emocje z takich bójek odpowiada że, są przecież wytyczne.
- Na wstępie nie można nikogo zabić. Są dużo gorsze rzeczy niż śmierć. W zakładach właśnie tego się doznaje. Byli zakładnicy, którzy poniżali się, aby uniknąć cierpienia. W zakładach spotykałem przeróżnych ludzi. Od rolnika po profesora. Ja trafiłem tam za wszystkie moje przewinienia. Między innymi za to, że prawie zabiłem mojego dziadka, który skrzywdził moją siostrę, o czym już wspomniałem. Chętnie bym go zabił, gdyby mnie nie powstrzymano. Nigdy nie pozwoliłbym żeby ktoś krzywdził moją matkę czy siostrę. Nawet, gdy nie byłem w zakładzie poprawczym, ciągle spotykało mnie coś złego. Kiedyś na przykład spędziłem kilka godzin z trupem. Kolega mojego taty. Próbowałem go reanimować. Bezskutecznie. Umierał na moich oczach. Takie obrazy na zawsze zostają w człowieku.
Lawina słów pociąga za sobą następne. Jego słowa płyną prosto z niego, z jego serca, wyrzuca je z siebie niczym śmieci z kieszeni. -
Uciekając z ośrodka miałem nadzieję, że wreszcie mi się odmieni. Próbowałem kilka razy z przekonaniem że będzie dobrze. Wracałem do domu, odmawiałem sobie imprezy, przyjemności, za którymi przecież tęskniłem. Jednak kiedy otworzyłem drzwi do domu przywitało mnie słowo „ wypie*dalaj”. Nie wiedziałem, gdzie teraz mogę uciekać- urywa. Moja twarz szarzeje. Nagle robi się tak okropnie smutno.
Sztuka życia
- W poprawczaku nauczyłem się życia. Banalne, ale teraz bez problemu gotuję. A przecież nie każdy to potrafi- uśmiecha się.-
Z resztą gotowanie jest przyjemnością, bo tam zdarzały się poważne walki o parszywy kawałek mięsa. Pewnie myślicie sobie, że w takich warunkach nie można się z kimś lubić. Owszem, można. Ja nawet pokochałem pewną dziewczynę, starałem się dla niej jak głupi była takim światełkiem w ciemnościach. Było dla kogo walczyć, mieć silę, tęsknić, wstawać rano. Oprócz tego nasi wychowawcy to byli normalni ludzie, lubiłem ich, z niektórymi do dziś utrzymuję kontakt. I ogólnie nie było mi tak tam strasznie źle, dało się przeżyć. I mogliśmy sobie pograć w eurobiznes. Dzięki tym trzem latom, które tam spędziłem jestem silnym człowiekiem. Ale teraz... teraz chcę żyć normalnie. Przyznaję, zawsze lubiłem dymić, pakowałem się w niebezpieczne akcje i do dziś to lubię. Ale w końcu doszedłem do wniosku, że chcę być szczęśliwy, mieć obok siebie ludzi, którym będzie na mnie zależało. Znajdę takich i będę szczęśliwy.
Bez przekonania pytam go, czy naprawdę znajduje w sobie miejsce na dobre uczucia wobec innych. Zapewnia mnie, że tak. Jestem w szoku.
Koniec jest fantastyczny
Ludzie w tle wygasają jak nasze ognisko. Cichną moje pytania, moja ciekawość. Każde kolejne zdanie jego życia jest coraz bardziej kłujące. W ustach pierwszy raz od bardzo dawna czuję mokrą, słoną kropelkę łzy. Widzę zamyślone twarze kolegów. Mycha chowa twarz we włosach, nie odzywa się. Słucha. Usiłuje zrozumieć. Nasze oczy są pełne podziwu i niedowierzania. On jednak nie robi z siebie superbohatera, lub co grosza ofiary. Jest dumny. Leży na trawie przegryza jej źdźbło wydaje się być zadowolony. Widzę, jak rozpiera go jakaś życiowa mądrość i hart ducha. Soczyste krople płyną po moich policzkach. Nagle czuje cały ból, całe zło tego świata, które wali się na nas wszystkich a ja żadnym sposobem nie mogę tego zahamować. Ocieram łzy i pełnym głosem zadaje mu ostatnie pytanie. - Stary, czy po tym wszystkim co przeszedłeś masz jakąkolwiek wiarę w to, że będzie dobrze? -
A dlaczego nie? To tylko przeszłość. Teraz będzie tylko dobrze! Nic więcej nie potrzebuje wiedzieć.
Marlena Dumin klasa IIIa
Gimnazjum im. Macieja Rataja w Żmigrodzie