Przed wojną na ziemi żmigrodzkiej... Fragmenty wspomnień, cz. 7
Dziś kolejna porcja wspomnień od pana Manfreda Seidel, pochodzącego z Góreczki (dawniej Berghof, część Barkowa), który przekazał mi opis i wspomnienia życia przed 1945 r. w tamtych stronach opracowane przez Waltera Seidela. Życzę przyjemnej lektury!
Zbiór buraka cukrowego
Na początku października rozpoczynał się zbiór buraka cukrowego. Była to główna uprawa we dworze, przynosiła też dobre plony.
Duże pola buraczane były odmierzane prętem mierniczym i dzielone na równomierne części.
Każda kobieta dostawała kilka takich części do "wyciągania buraków". Przy każdej pogodzie
panie te, częściowo z pomocą członków rodziny, także dzieci, pracowały na polu buraczanym aż do wieczora. Za pomocą krótkich dwuzębnych wideł, których zęby były w odstępach ok. 5 cm i rozszerzały się ku górze, buraki były podnoszone i odkładane rzędami. Korzeń przy korzeniu, burak przy buraku. Wyciąganie buraków to była bardzo ciężka praca, ponieważ uprawiano je na najtrudniejszych glebach. Do tego jeszcze ta pogoda, która jesienią była przeważnie chłodna i mokra. Rzadko, ale zdarzały się też mróz i śnieg.
Tato rozpoczynał zbiory tak późno, ponieważ mówił, że buraki cukrowe za każdą morgę i za każdy dzień dają 1 cetnar (50 kg) przyrostu.
Kobiety wykopały buraki ze swoich części a potem je czyściły. Łapały burak lewą ręką i ostrym sierpem odcinały liście buraczane. Żaden liść nie mógł zostać na buraku. Pozbawione liści buraki rzucane były na stosy oddalone od siebie co 5 m. Liście buraczane były również rzucane na stosy.
Jeżeli kobieta skończyła obrabiać jedną część swojego pola, przechodziła do następnej części.
było to tak pomyślane, aby zrobić tyle, ile to możliwe. Za tą pracę na akord na tamtejsze warunki można było zarobić dużo pieniędzy.
Ciężka była ta praca, bardzo ciężka... Przy tej pracy kobiety nie mogły wyprostować pleców,
tato mówił zawsze, że kobiety wykonują najcięższą pracę we dworze. On nie oszczędzał kobietom pochwał. Oprócz tego kobiety te troszczyły się o swoje gospodarstwo domowe z dziećmi i o własne bydło.
Koparek do buraków jeszcze nie było, ale były maszynowe ułatwienia. Najpierw były urządzenia do ścinania liści buraczanych. Buraki pozbawione liści, ale oblepione ziemią, leżały na polu. Kobiety podnosiły teraz po dwa buraki, ostukiwały je o siebie, aby spadło jak najwięcej ziemi, i rzucały je na stos. Takie postępowanie przyspieszało prace. Następnie zaczynało się odwożenie buraków i liści buraczanych. Jedna część liści była przeznaczona do natychmiastowego zużycia we dworze do karmienia bydła, albo zawożona na pastwisko, gdzie było młode bydło. Ogromna część liści była kopcowana na dużych do tego celu przeznaczonych placach. Ważne było przy tym dobre ubicie liści. Bez przerw jeździł po nich zaprzęg w woły. Potem szczelnie przykrywano liście ziemią. Inna część liści znajdowała się w dużej ziemiance głębokiej na 1,5 m. Liście kładziono tam warstwami, razem z resztkami buraczanymi odsyłanymi z fabryki. Także to było mocno ubijane.
Buraki cukrowe ładowano widłami buraczanymi na wozy. Zawożono je do dworu albo od razu na dworzec kolejowy w Rogożowej.
Przy suchej pogodzie wyjazd z pól nie był problemem. Jeśli było mokro, były ogromne problemy, które wymagały zaangażowania wszystkich, a szczególnie taty. Jeden wóz, zwykle załadowany 50 - 100 cetnarów buraków (1 cetnar - 50 kg), mógł teraz przy ogromnym wysiłku zwierząt ciągnących wywieźć z pola tylko 20 cetnarów. Dopiero na drodze albo we dworze wóz mógł być załadowany do pełna.
Dziadek Theodor Seidel załatwił sobie kolejkę polową z końmi pociągowymi do wywozu buraków z pola. Resztki tej kolejki jeszcze pozostały. W szczególnie wilgotnych latach tato wypożyczał pług parowy, który stojąc na drodze za pomocą stalowej liny ciągnął wozy z pola. Było to jednak bardzo drogie i uszczuplało znacząco kasę. Później, od roku 1935 po kupnie ciągnika, na ówczesne stosunki dobrego, było dużo lepiej.
Jak najszybciej rozpoczynał się wywóz buraków na dworzec. Ponieważ wszyscy rolnicy z Barkowa i Turzan, także major Viebig dostarczali buraki i każdy chciał możliwie szybko załatwić sprawę ważenia i rozładunku, były wielkie zatory, które prowadziły czasami do rękoczynów. Tak, jak wozy nadjeżdżały, tak ustawiały się w długie kolejki przed wagę. Tam było ważenie i pobieranie próbek zanieczyszczenia. Tą odpowiedzialną pracę przeprowadzał mistrz wagowy z cukrowni. Czy nigdy nie był przekupiony, tego nie wiem. Niektórzy rolnicy próbowali się uciekać do tej ewentualności.
Zważone wozy podjeżdżały potem do wagonów. Widłami buraczanymi wrzucano buraki do wagonów. Nie wolno było korzystać z szufli, ponieważ puste wozy były ważone z pozostałym brudem; każdy wóz otrzymywał swój kwit wagowy. Kwity te były przechowywane jako dowód za dostarczone buraki. Wieczorem tato wiedział dokładnie, ile buraków dostarczył w ciągu dnia. Resztki buraczane ładowano na wozy a potem wrzucano do dołów z liśćmi buraczanymi.
Dziadek Theodor Seidel był jednym z założycieli założonej w 1871 roku cukrowni w Żmigrodzie i tak jak tato był jej akcjonariuszem. Wtedy wszystkie buraki dostarczano do cukrowni wozami konnymi. Dopiero po wybudowaniu kolei, drugoklasowej ale normalnotorowej, w roku 1886 buraki z Berghofu były dostarczane do dworca kolejowego Rogożowa.
W czasie wojny były trudności przy zbiorach buraków i szczególnie przy wywozie. Nie zawsze tato dostawał benzynę do swojego motoroweru. Mało było oleju do traktora a nasz samochód został zarekwirowany z początkiem wojny.
Także mało wagonów stało do załadunku buraków. Buraki były wtedy najpierw składowane na dużych stosach. Kiedy czas naglił, były przeładowywane na wozy i zaprzęgiem konnym zawiezione do cukrowni. Ponieważ nasz traktor miał żelazne koła (ogumienie było tylko dla członków partii NSDAP), nie mogliśmy go użyć do transportu po ulicy.
O zbiorach buraków piszę tak dokładnie, aby wyraźnie pokazać ogromne trudności i wielki nakład pracy. Czynił to tato aż do śmierci w wieku 68 lat. Jak wielkie fizyczne i duchowe siły wkładane były do wykonania wszelkich prac jako szef tego naszego wymagającego pracy i różnorodnego przedsięwzięcia. Do tego dochodziły jeszcze niewyobrażalne utrudnienia spowodowane wojną, zagranicą i partią. Każdego dnia troska rodziców o 6 synów i 2 zięciów, którzy byli na wojnie, do tego bieda ojczyzny...
Z pełnym podziwem spoglądam wstecz na dzieło życia moich kochanych rodziców.
Wraz z zakończeniem zbioru buraków, zakończyły się żniwa. W międzyczasie wszystką ziemię zaorano i wykonano siew jesienny.
Jolanta Becela
Paweł Becela