archiwum - 10 - sierpień

 
 

Wywiad z Zdzisławem Średniawskim

Rząd, samorząd i regiony
Ze Zdzisławem Średniawskim, wieloletnim burmistrzem gminy Żmigród, do niedawna Wicewojewodą Dolnośląskim, rozmawiał Andrzej Krzywda
Przeszło pór roku temu umówiliśmy się na swoiste podsumowanie pana pracy jako wicewojewody. Każde podsumowanie to zawsze lista tego co się udało, ale i spraw niedokończonych. Jakie pana zdaniem były największe sukcesy i porażki tej kadencji?
To nie jest proste pytanie, bo też trudno porównać pracę w administracji samorządowej z pracą w administracji rządowej. Uzasadnię to krótko: jeśli wójt lub burmistrz wybuduje nową ulicę, nową szkołę, drogę, to ją po prostu widać. Praca wojewody ma zupełnie inny charakter. Wojewoda ma przede wszystkim reprezentować rząd i premiera na danym terenie. Realizować wypracowaną politykę koalicji. Czyli trudno jest konkretnie wskazać sukcesy czy porażki własne. Można o nich mówić, aczkolwiek w innych kategoriach, bo trudno zmierzyć pracę pracownika administracji rządowej. Stawia ona przede wszystkim wymóg bardzo dużej sprawności intelektualnej, bo jednak dużo czasu zajmują czynności reprezentacyjne. Wywiady, spotkania i praca z różnymi środowiskami: uczelni, określonych grup zawodowych, przedstawicielami biznesu i środowisk wiejskich. Gdybym miał mówić o swojej satysfakcji, czy jak pan to nazwał, mówić w kategoriach sukcesu, to będzie nim fakt, iż miałem bardzo poprawne relacje z samorządowcami. Rozumieliśmy się bez słów. Zresztą wielokrotnie podkreślałem, że mimo iż przyszło mi w tej chwili reprezentować administrację rządową, to czuję się w dalszym ciągu samorządowcem, bo wojewodą się bywa, a człowiekiem się jest. Nie ukrywam, że doskonale współpracowało mi się z wrocławskimi uczelniami, na których byłem częstym gościem, mam na myśli Uniwersytet Wrocławski, Politechnikę, Akademię Medyczną, Uniwersytet Przyrodniczy. Wspaniałe relacje miałem z szeroko rozumianym środowiskiem kombatanckim. To, co przekazywał nam do realizacji rząd, realizowałem praktycznie w stu procentach. Aczkolwiek mam pewien niedosyt - i tu mówię w kategoriach klęski - realizacji pewnej koncepcji programowej PO i PSL, którą była decentralizacja. Było to mocno nagłośnione medialnie, a okazało się, że zbyt mało kompetencji, jak na moje dwu i pół letnie doświadczenie pracy wicewojewody, przekazano samorządom lokalnym.
No właśnie, a jakie są konkretne płaszczyzny działania, gdzie powiat czy województwo mogłyby być bardziej samodzielne, mieć większe pole do działania?
Myślę, że jest jeszcze dużo do zrobienia. Wszystko mieści się w słowie decentralizacja. Wedle mojej oceny, najbardziej demokratyczna okazuje się być gmina. Nieważne jakiej wielkości, czy jest to Żmigród, Cieszków, Trzebnica czy Wrocław. Im wyżej, tym z samorządnością jest gorzej, najtrudniej jest w powiatach. I to nie dlatego, że mamy złych starostów, tylko ustawa o samorządzie powiatowym jest zła. Szereg uprawnień można dać powiatom, które z kolei wiele mogą przekazać do gmin. Podam dwa przykłady. Dlaczego wciąż istnieją, a miały być zlikwidowane, np. Agencja Nieruchomości Rolnej czy Agencja Mienia Wojskowego. Ich kompetencje doskonale mogłyby przejąć powiaty. A czy gmina zamiast powiatu nie może wydawać prawa jazdy? Czy skoro gmina wydaje decyzje o warunkach zabudowy nie może wydawać pozwolenia na budowę? Przykłady można mnożyć.

Ale w tym momencie pojawia się pytanie: gdzie jest miejsce województwa w tak szeroko zarysowanej przez pana wizji decentralizacji?
No właśnie. Województwo wprowadza bezpośrednio w życie te decyzje, które umożliwiają przejęcie władzy od państwa. Ja byłem, jestem i pozostanę, gorącym zwolennikiem przekazywania uprawnień, ale ze środkami, na rzecz gmin i powiatów. A gdzie miejsce dla województwa? Są obszary zastrzeżone dla państwa. Polityka obronna, zagraniczna, nadzór organizacyjno-prawny, działania antykryzysowe, przeciwdziałanie klęskom, choćby takim jak ostatnio powódź - to powinno być w rękach wojewodów, podobnie jak policja cywilna czyli wszystkie inspekcje. Inne rzeczy powinny przejść o szczebel niżej, bliżej obywatela, do gmin i powiatów, które zrealizują je sprawniej, niż administracja rządowa.
Wróćmy jednak do województwa. W tej kadencji dwa ważne stanowiska przypadły przedstawicielom powiatu trzebnickiego. Pan został wicewojewodą, Marek Łapiński marszałkiem. Jakie w tej chwili są role Urzędu Marszałkowskiego i Urzędu Wojewódzkiego, czy nie mamy do czynienia z powielaniem kompetencji?
Na dzisiaj jeszcze w niewielkim stopniu jest powielanie kompetencji, ale wiele w tej kwestii zmieniliśmy. Może będę posądzony o brak obiektywnego spojrzenia, ale czy widział pan w poprzedniej kadencji, by wojewoda pokazał się publicznie z marszałkiem? Raczej rzadko, występowały liczne antagonizmy. W tej kadencji, w tej koalicji „zgrzytów” nie ma. Jaka jest różnica? Zasadnicza. Marszałek jest faktycznym gospodarzem regionu. To on wytycza wieloletnie plany rozwoju. Wojewoda jest po to, aby czuwał nad realizacją polityki rządu. Udało nam się uporządkować formalnie wiele rzeczy. Jeszcze niedawno pewne środki z Unii Europejskiej, choćby z RPO, opiniował samorząd terytorialny, potem trafiały do wojewody, była kolejna weryfikacja i ostatecznie umowy podpisywał wojewoda. Teraz praktycznie wszystko załatwia samorząd. I to jest dobre.
Jak, będąc wojewodą, pogodzić związek ze swoim terenem z interesem całego województwa?
Kandydując do sejmiku, deklarowałem, że startuję, aby złożyć mandat - i dotrzymałem słowa - po to, aby osoba która wejdzie na uzyskane przeze mnie miejsce, reprezentowała środowiska wiejskie i małych miasteczek. Przejmując obowiązki wicewojewody, przypominałem, że czuję się wicewojewodą, któremu bliskie są te środowiska, nie pomijając oczywiście dużych aglomeracji miejskich i ta idea zawsze mi przyświecała. Tu porównam swoją pracę do pewnych sentymentów i miłości. Wszyscy kochamy dzieci, ale przecież innym uczuciem darzymy własne pociechy, a innym dzieci znajomych, sąsiadów. Tam, gdzie mogłem pomocy udzielić, nigdy jej nie odmawiałem. Przede wszystkim środowisku miejskiemu, wiejskiemu, małym miasteczkom. Ale w swojej pracy nigdy nie zapominałem o takich powiatach jak Trzebnica, Milicz, Góra, a już na pewno nie zapomniałem o gminie Żmigród, w której mieszkam ponad trzydzieści lat, tu urodziły się moje dzieci, wnuki, myślę że tu do końca będę funkcjonował. Uważam, że udało mi się pogodzić te dwie kwestie, nie zapominając o Żmigrodzie i o powiecie w którym mieszkam, jednocześnie nie zaniedbując interesów wszystkich samorządów. W tej ocenie przydatne byłoby na pewno zdanie burmistrza Żmigrodu i starosty trzebnickiego.
Mówimy głównie o samorządzie. Ale nie da się uciec od polityki, z którą związany jest pan nie od dziś. Jednym z najważniejszych wydarzeń politycznych ostatnich tygodni Dolnego Śląska, było odwołanie pana ze stanowiska wicewojewody. Co stało u podłoża tych decyzji?
Każdy, kto mnie zna wie, że trzymam się głównej maksymy- człowiek jest istotą najważniejszą. Zawsze starałem się „być sobą”. Trzymam się określonych zasad, a kompromis uważam za sztukę sprawowania władzy. Dokładnie 25 stycznia, podczas posiedzenia zarządu wojewódzkiego partii, próbowałem prosić Tadeusza Draba o rezygnację z funkcji prezesa, w związku z wyrokiem, jaki na nim ciąży - rok więzienia w zawieszeniu na trzy lata - co zgodnie ze statutem zabrania mu pełnienie obowiązków prezesa. Powtarzam, była to prośba. Robiłem to z życzliwości, podkreślając, że przyjaciel to nie ten, kto kadzi i głaszcze, ale potrafi też konstruktywnie krytykować. Okazało się, że nie znałem do końca Tadeusza. Od lutego zaczęły się moje problemy personalne. Już 25 lutego dowiedziałem się od wojewody, że jest próba odwołania mnie ze stanowiska. Później miałem propozycję przejścia do spółki samorządowej, z wynagrodzeniem przynajmniej dwu, lub trzykrotnie wyższym niż uposażenie wojewody, pod warunkiem, że złożę rezygnację. Oczywiście odmówiłem, bowiem wyznaję zasadę, iż źródłem godności sumienia jest zawsze prawda, nawet ta najgorsza. Mam swój honor, ambicję, mojej osoby nie można kupić. Staram się żyć tak, aby mieć szacunek do samego siebie. Uznałem, że jeśli są przesłanki do odwołania mnie, nic nie stoi na przeszkodzie, by to przeprowadzić. Z całą odpowiedzialnością podkreślam, że ta decyzja miała charakter polityczny, nie merytoryczny. Mówienie o tym, że PSL wycofało rekomendację nie jest prawdziwe. Takiej decyzji nie podjęło żadne ciało statutowe partii. Tłumaczenie, że chodzi o odmłodzenie kadr jest słuszne, tą ideę sam popieram, ale nawet sami ludowcy śmieją się z takiego uzasadnienia. Była to decyzja Tadeusza Draba. Nie wiem czym się kierował, traktuję to jako niezrozumiały dla mnie akt politycznej zemsty. Nie mogłoby to się odbyć jednak bez wiedzy wicepremiera Pawlaka.
To wskazuje na ostry konflikt personalny. Pan zawsze podkreślał przywiązanie do etosu ruchu ludowego. Czy i na jakich zasadach w obecnej sytuacji wyobraża pan sobie dalszą działalność w PSL?
Wincenty Witos powiedział kiedyś: „Prawdę należy mówić, prawdą się kierować, prawdy dochodzić, prawdy żądać”. Jak dziś wygląda moja sytuacja w PSL? Oczywiście nie jestem wicewojewodą, ale dalej jestem członkiem rady naczelnej, dalej jestem wiceprezesem, członkiem wojewódzkiego zarządu i jego prezydium organizacji dolnośląskiej, jestem członkiem zarządu gminnego w Żmigrodzie. Myślę, że jeśli spotkamy się za pół roku, może rok, prawda o której mówiłem, zwycięży. Nawet jeśli polityczne reperkusje dotkną, a już dotknęły, nie tylko mnie, ale także innych osób, sprawa jest tego warta.
Czyli przyszłości politycznej poza PSL pan nie widzi?
Nie, nie widzę. Choć byłbym nieodpowiedzialny, gdybym nie przypomniał maksymy, że w polityce nigdy nie mówi się nigdy. Nie wyobrażam sobie dzisiaj, bym mógł przynależeć do jakiejś innej organizacji politycznej. Ideały ruchu ludowego są mi bliskie, choć z przykrością przyznaję, że niejednokrotnie wstydziłem się za swoich pryncypałów, z którymi często się nie zgadzałem. Zapewne jestem idealistą, ale zawsze wychodziłem z założenia, że człowiek jest istotą szlachetną, dlatego do polityki polegającej na rozpychaniu się łokciami, nigdy się nie włączałem. Spuentuję to maksymą, która towarzyszy mi w życiu i w pracy: „Nie wiem czym jest życie łajdaka, nigdy nim nie byłem. Ale życie uczciwego człowieka bywa czasem okropne”.
Czyli pańską sytuację polityczną mamy nakreśloną. Praca wicewojewody to już przeszłość. A co w takim razie przyniesie przyszłość? Co dalej zamierza Zdzisław Średniawski?
Wychodzę z założenia, że człowiek powinien pracować w zawodzie, który lubi, w którym może się realizować i służyć dobrze innym. Czyli dalszą swoją pracę wiążę przede wszystkim z samorządem, czy tez z jednostkami organizacyjnymi samorządom podlegającymi. Dzięki swojemu doświadczeniu, mogę rozważać także pracę w administracji rządowej. Ostatecznej decyzji nie podjąłem. Teraz mam czas na refleksje, na odpoczynek, zweryfikowanie błędów, które być może w polityce popełniałem. Swoją drogą nie wiem jak to się dzieje, ale mam jakiś talent do stwarzania sobie wrogów. Ale swoją przyszłość wiążę w dalszym ciągu z samorządami lub administracją rządową.
Ten rok jest dla samorządów, z którymi od wielu lat jest pan związany, szczególny. Obchodzimy dwudziestolecie ich powstania. Jakie widzi pan perspektywy, szanse, może zagrożenia, na kolejne dwadzieścia lat?
Gdyby ocenić największy dorobek Polski przełomu dwudziestego wieku, to wymienię dwa historyczne, kluczowe wydarzenia. Powołanie na stolicę piotrową papieża Jana Pawła II i zrzucenie jarzma komunizmu w Polsce. Klasycznym przykładem transformacji, do której zachęcał nas przecież papież mówiąc „Nie lękajcie się”, impulsem by ludzie jednocząc się mogli skutecznie wałczyć o wolność o prawa obywatelskie, były słowa, które w dzisiejszym wymiarze znajdują szczególne znaczenie, to jest wolność, solidarność, równość, braterstwo, godność, tolerancja, sprawiedliwość ale i również samorządność. W mijającym dwudziestoleciu to właśnie samorząd okazał się najbardziej demokratyczną formą sprawowania władzy. Wystarczy spojrzeć, jak wyglądała gmina Żmigród dwadzieścia lat temu i jak wygląda dziś. Czy widzę jakieś zagrożenia? Tak. Po pierwsze wolność i zdobycze demokracji należy należycie pielęgnować. Trzeba uczyć się tej wolności, bo niebezpiecznie blisko może być od niej do destrukcji i anarchii. Tego nas uczy historia, doświadczenia, że demokracja bez wartości i wolności, może przejść w jawny bądź ukryty totalitaryzm. Do tego dopuścić nie można. Ale trzeba też oprócz pielęgnowania idei samorządności, dążyć do społeczeństwa obywatelskiego. Bo my go jeszcze nie mamy. Każdy Polak musi zrozumieć, uwierzyć, że bez jego aktywności, bez jego włączenia się do życia społecznego, ta Polska będzie uboższa. Musi zrozumieć, że ma autentyczny wpływ na to, co dzieje się w jego gminie, kto będzie jego radnym, wójtem, burmistrzem, posłem, czy prezydentem kraju. Musimy kontynuować proces decentralizacji, której byłem i jestem gorącym zwolennikiem. Najkrócej mówiąc, chodzi mi o taki stan - przy założeniu, że mamy państwo samorządowo-obywatelskie, bo inaczej być nie może - by było jak najmniej państwa w państwie. Istotną rolę obecnie zaczynają zdobywać regiony. Obserwujemy dążenie do autonomizacji regionów, jak Dolny Śląsk, Podkarpacie. Regiony powinny otrzymywać jak najwięcej uprawnień, środków, aby stworzyć formułę zbliżoną do landów w Niemczech, gdzie regiony mają swój rząd, parlament i zdecydowanie większe uprawnienia, niż można to dziś powiedzieć o naszych sejmikach wojewódzkich. To jest perspektywa na przyszłość. Pamiętajmy jednak, że przyszłość zaczyna się dzisiaj, nie jutro. Wierzę, że tak będzie. Krwawo i boleśnie doświadczona w dziewiętnastym i dwudziestym wieku Polska, która przeżyła dwa totalitaryzmy: stalinizm i hitleryzm, musi z ogromnym szacunkiem pielęgnować to, co w bezkrwawej walce w latach osiemdziesiątych udało nam się zdobyć. Winni to jesteśmy naszym dzieciom, wnukom i prawnukom. To nasz obywatelski i patriotyczny obowiązek.

[PANEL PRAWY]
 
w numerach archiwalnych

na stronie www
 
 
Wiadomości Żmigrodzkie
rss wykonanie
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług, personalizacji reklam i analizy ruchu. Informacje o sposbie korzystania z witryny, udostępniamy partnerom społecznościowym, reklamowym i analitycznym. Korzystając z tej strony, wyrażasz na to zgodę.