Cochise na "Domed City Night"
Piątek 7 listopada 2014, dla miłośników ciężkiego brzmienia, był momentem kiedy mogli posłuchać muzyki lokalnych zespołów CZOUG i SZKORBUT, a także wrocławskiej grupy O.D.R.A. Tego wieczoru, wisienką na torcie był występ grupy COCHISE z wokalistą Pawłem Małaszyńskim, znanym aktorem teatralnym i filmowym, aktorem Teatru "Kwadrat" w Warszawie, odtwórcą ról w takich filmach jak "Katyń", "Ciacho", czy serialach "Lekarze", "Misja Afganistan", "Czas honoru". Również praca przy dubbingu nie jest mu obca. Jako pasjonat filmów Marvela, użyczył głosu postaci Star Lorda (Peter Quill) w produkcji "Strażnicy Galaktyki" z 2014 r.
Pochodzi z Białego Stoku. Studiował prawo, które porzucił z miłości do aktorstwa. Trafił do wrocławskiego PWST, gdzie studiował do 2002 r. Mniej więcej w tym samym czasie powstał zalążki zespołu Cochise, z którym śpiewa do dziś. Na dużym ekranie zadebiutował rolą Marcina Kruka
w filmie " Świadek koronny". Laureat wielu nagród w tym Telekamery z 2007 - 2008, Telekamery Tele Tygodnia, czy nagrody magazynu Viva "Najpiękniejsi" z 2005 r. W tym roku, Paweł Małaszyński został nominowany w kategorii "Pomoc Charytatywna" w VI edycji plebiscytu "Gwiazdy Dobroczynności" (głosować można do 11.01.2015 r., przez stronę internetową www.gwiazdydobroczynnosci.pl oddając dziennie nawet 5 głosów).
Wiadomości Żmigrodzkie wraz z Radiem Żmigród, wspólnie przeprowadziły rozmowę z Pawłem
i członkami zespołu. Po koncercie, ok godziny 24.00 Cochise, długo jeszcze pozostawali dostępni dla fanów. Zaprosiliśmy więc do studia Pawła Małaszyńskiego i gitarzystę Wojtka Naporę, aby w ciszy
i spokoju otrzymać odpowiedzi na wszystkie nurtujące nas pytania. Były bardziej i mniej oficjalne,
a że ciekawość wzięła górę niektóre padły nawet po wyłączeniu mikrofonów. W skrócie przebiegło to następująco:
R.Ż - Do jakich gatunków muzycznych zaliczacie swoją muzykę? Do którego z zespołów Wam najbliżej?
W.N. - Wspólnym mianownikiem zawsze jest Cochise, a czerpiemy z wielu wzorców. Nie wydaje mi się, aby nasza muzyka była odzwierciedleniem jednego zespołu.
P.M. - Muzyka tkwi gdzieś głęboko. Każdy z nas fruwa gdzieś między rockiem, metalem, a muzyką progresywną. W tej chwili wszyscy chyba jesteśmy zafascynowani zespołem Royal Blood. Osobiście inspiruje mnie także Johny Cash. Tak, że widzisz, nasze inspiracje są bardzo szerokie.
W.N. - Z jednej strony jesteśmy zafascynowani Royal Blood, a z drugiej "13" Black Sabbath, na świeżo odgrzebanym ciężkim metalem i to jest fajne, że w dzisiejszych czasach mamy do czynienia z bardzo różną muzyką.
R.Ż - Słychać, że muzyka rockowa tkwi w Was głęboko. Kiedy pierwszy raz zetknęliście się z tym rodzajem muzyki? Ktoś Was zainspirował?
P.M. - Mnie rodzice. Miałem to szczęście, że wychowałem się w rockowej rodzinie, a właściwie big-beatowej. Zaczęło sie od Breakout, ABC, Czerwonych Gitar, Klenczona, a od strony mamy słuchałem np. Szczepanika. Potem muzyka zaczęła już zajmować w moim życiu ważne miejsce i zacząłem sam poszukiwać.
W.N. - U mnie to był z kolei starszy brat. Dużo polskiej muzyki - Lombard, Kult potem przyszedł czas na The Smiths. Tak naprawdę zaczęło się od winylowych płyt potem przeszliśmy w erę magnetofonu. Roxette, Michael Jackson i tego typu rzeczy..
P.M. - Ja nawet uczyłem się tańczyć!
W.N. - Ja na szczęście nie (śmiech). Później był przełom lat 1989-90, gdy pożegnaliśmy "prastarą" muzykę i zaczęliśmy słuchać tego co juz wtedy nam się najbardziej podobało, a mieliśmy duży wybór. Choć często na pirackich kasetach, ale już bardzo świadomie wybieraliśmy.
P.M. - Wtedy były kasety albo pirackie albo te oryginalne z hologramem, ale te oryginalne kosztowały 25zł, a nas chłopaków z liceum nie było stać więc się kupowało te za 6zł.
R.Ż. - Cochise to nie pierwszy zespół. Z tego co znalazłem, Cochise powstał z popiołów Apogeum, czy tak?
P.M. - No troszeczkę tak..Wtedy każdy z nas zajmował się już muzyką, każdy z nas przeszedł przez jakieś składy.
W.N. - Ja też przeszedłem przez Apogeum, z którego zostałem wyrzucony przez Pawła zresztą.
P.M. - Nieprawda.
W.N. - Prawda! (śmiech)
P.M. - Apogeum na początku rzeczywiście było takim podwórkowym zespołem, z piosenkami, które układaliśmy na ogniska i chcieliśmy gdzieś zarejestrować. Wojtek wtedy faktycznie pojawiał się na pierwszych próbach, ale myśmy to po prostu odłożyli. Nie mieliśmy czasu, trochę nam sie nie chciało. Dopiero po paru latach reaktywowaliśmy się. Ja w międzyczasie pisałem utwory dla paru metalowych kapel, gdzieś tam mijaliśmy się na koncertach. Wojtek może powiedzieć, że ma tu większe doświadczenie jeśli chodzi o zespoły, w których brał czynny udział.
W.N. - Pewnie tak..(śmiech) Wracając do tego co mówił Paweł, każdy młody chłopak interesujący się muzyką zakładał zespół, starał sie grać. Z wiekiem z tych kapel wykruszali się ludzie, zostawało ich coraz mniej i tak jak mówiłeś na zgliszczach Apogeum powstał Cochise. Gdy po nagraniu demówki chłopaki się wykruszyli i trzeba było dokoptować ludzi, stwierdzono, że kontynuacja Apogeum nie ma sensu skoro zostało tylko dwóch. Wtedy do składu doszedłem ja i Radek Jasiński (bas)
i stwierdziliśmy, że może poszukajmy czegoś nowego, pójdźmy dalej i tak faktycznie powstał Cochise.
R.Ż. - Jeśli chodzi o Cochise to działacie już10 lat? Od 2004?
P.M. - Jedenaście. Cochise powstawało już na przełomie 2002 r. wtedy spotykaliśmy się z Wojtkiem
i chcieliśmy coś zrobić, ale krystalizacja składu, w którym zaczęliśmy myśleć poważnie, to był przełom 2003/2004. Pamiętam, że jedną z naszych pierwszych, poważnych prób była próba trzeciego dnia po narodzinach mojego syna Jeremiasza. Dokładnie 10 kwietnia 2004. Pamiętam, że przyjechałem
z Warszawy i poleciałem na próbę. Wtedy to była taka pierwsza, naprawdę pierwsza próba już
w takim składzie czwórkowym.
R.Ż. - Macie na koncie trzy płyty studyjne i jedno demo, która z nich jest dla Was szczególna?
W.N.- (...) W 2004 r. udało nam się zarejestrować płytę "9", płytę demo, na której znalazło sie osiem utworów. To był dla nas na pewno ważny krok. Potem nastała przerwa, z przyczyn osobistych, każdy
z nas zajął się czymś innym. Po tym okresie rozstaliśmy się z naszym perkusistą i tak naprawdę początek Cochise w takim wydaniu, które teraz mamy, które mogliście tu w Żmigrodzie oglądać, to jest 2009 r. i prace nad płytą "Still Alive", która była dla nas odgrzebaniem starego materiału, ale nagranego już z nowym perkusistą Czarkiem Mielko. To była chyba dla nas szczególna płyta. Następną płytę nazwaliśmy "Back to Beginning"- mamy już jakiś bagaż doświadczeń, możemy grać
i zaczynamy od początku. To było jak narzucenie sobie pewnej dyscypliny. Żeby zespół funkcjonował staramy się co dwa lata wydać płytę. Staramy się, aby koncerty przeplatały się z komponowaniem, bo zdajemy sobie sprawę, że jeśli odłożymy zespół na później, może być tak, że do niego już się nie wróci. Tak naprawdę u nas cały czas coś się dzieje. Trudno więc tak do końca powiedzieć, która płyta była szczególna..Pierwsza była ważna, bo zebraliśmy się do kupy. Druga była ważna, bo wywnioskowaliśmy, że jesteśmy zespołem, który normalnie funkcjonuje, a trzecią płytą trzeba było już coś udowodnić więc zrobiliśmy ją i dzięki Bogu jesteśmy już bliżej nagrania czwartej płyty niż kończenia trzeciej więc jest dobrze (śmiech).
R.Ż. - Czyli czwarta płyta w 2015?
P.M. - Jesień 2015 - "The Sun also rises for Unicorns". Tutaj zmieniliśmy trochę tempo, przyspieszyliśmy, bo ukaże się półtora roku po trzeciej.
W.N. - Chcemy do końca roku nagrać płytkę demo potem do lata nagrywamy, miksujemy
i dopieszczamy. Potem fajnie jak materiał trochę odleży, we wrześniu do tego wrócić, jeszcze coś poprawić albo i nie i w październiku wydać płytę.
R.Ż. Super. Dziękuję Wam bardzo za dzisiejszy koncert i za..
W.N. - Ale wyrzuciłeś mnie z Apogeum..
P.M. - Ha, ha ha!
R.Ż. - O wyrzuceniu z Apogeum w następnym odcinku. Zapraszamy!
W.N. - Dziękujemy bardzo, pozdrawiamy serdecznie Radio Żmigród!
P.M. - Hej!
Tak zakończył się wywiad z zespołem Cochise. Jednak nie byłabym kobietą, gdybym nie zapytała jeszcze o kilka spraw dotyczących wyłącznie lidera grupy, Pawła Małaszyńskiego.
R.S - Paweł, bliżej Ci do aktorstwa, czy do muzyki? Gdybyś miał wybierać, to..?
P.M. - Są dla mnie jednakowo ważne, ale to aktorstwo jest moim zawodem, wybrałem go sobie i to ono daje mi chleb. Z muzyki, z koncertów nie moglibyśmy wyżyć, utrzymać rodziny. Robimy to z pasji do muzyki nie dla pieniędzy. Niektórzy myślą, że przestałem być aktorem i tylko koncertuję. To nieprawda i niemożliwe tak ze względów ekonomicznych jak i czysto sentymentalnych. Kocham aktorstwo.
R.S. - Jesteś aktorem, wokalistą, bierzesz udział w przeróżnych działaniach charytatywnych. Wydaje się, że musisz być bardzo zajętym człowiekiem?
P.M. - Właściwie nie. Często siedzę w domu i czekam na rolę. Gram w teatrze więc mam próby do spektakli, miewam nagrania do filmu. Koncerty nie są aż tak częste więc czasu mam wystarczająco dużo. Zazwyczaj poświęcam go rodzinie.
R.S. - Znajomi z sieci prosili, aby Cię zapytać, czy będzie dalszy ciąg "Misji Afganistan" z Twoim udziałem?
P.M. - Nie, nie sądzę..Na pewno nie.
R.S. Paweł, co do hobby. Np. ja pasjami oglądam filmy Marvela. Wiem, że dubbingowałeś Petera Quilla w filmie "Strażnicy Galaktyki", byłam na premierze! Czyżbyś i ty był ich miłośnikiem?
P.M. - Filmy, komiksy i bohaterów Marvela uwielbiam!
R.S. - Nie będę Cię dłużej odrywać od fanów. Bardzo dziękuję za dzisiejsze granie, za rozmowę, za to, że mogłam Cię poznać. Jesteś w trasie koncertowej więc mam nadzieję, że usłyszę cię jeszcze nie raz?!
P.M. - Ja też Ci bardzo dziękuję i do zobaczenia.
Impreza "Domed City Night" była II częścią muzycznego przedsięwzięcia Radia Żmigród. Pierwsza edycja miała miejsce w sierpniu tego roku i zgromadziła pod sceną ponad sto osób zafascynowanych muzyką rockową i jej ostrzejszą odmianą. Tym razem również sprzedano około 120 biletów. Duża sala naszego Ośrodka Kultury może pomieścić zdecydowanie więcej osób. Może więc warto zastanowić się nad konwencją mniejszych, bardziej klimatycznych spotkań w kawiarni żmigrodzkiego ZPK, którą taka liczba gości wypełnia po brzegi, gdzie występujące gwiazdy będą miały zdecydowanie lepszy kontakt z publicznością. Nie zmienia to faktu, że ogarnięcie całości przedsięwzięcia wymagało nie lada wysiłku i zdolności organizacyjnych. I tu największe podziękowania należą się Adrianowi Krysztofiakowi i Andrzejowi Walochnikowi za pomysł i przygotowanie imprezy, bo jak powiedział Adrian "wszystko to z miłości do muzyki i radia".
Renata Skiba