Dlaczego nie kupię następnej komórki za 199*?
Miasto nasze mało zarzucone reklamami nowego marketu ze sprzętem elektronicznym. Poruszenie na całego. W szkole dzieciaki wiedza najlepiej, że już niedługo otwarcie. Nie wiem, czy będą szturmowane drzwi, ale widzę, jak przaśna - bądź co bądź -reklama wpływa na nasze emocje i portfele. I na przekór wszystkim i wszystkiemu, mój mózg mi podpowiada: nie kupię następnej komórki, nie kupię...|A oto dlaczego.
Wielki format w małym mieście, czyli czy na pewno wszystko gra, gdy stają przed naszymi oknami ogromne billboardy zachęcające do zakupów? W krajach ościennych nikt by się poważył na takie potraktowanie mieszkańców. U nas parę złotych jest uzasadnieniem brzydoty i gwałtu na naszym doznaniach estetycznych. Więc w proteście nie kupię...
Dwa- plakaciki na latarniach. Gdy je zobaczyłam, od razu przypomniałam sobie reklamy wyborcze kandydatów do władz regionalnych. Ale jest pewna różnica. Reklamy widza na każdej latarni. I tu pomyślałam, proszę, kto ma kasę w naszym kraju. A kto ma kasę, ten ma władzę...
Trzy- wszyscy mówią o wielkim otwarciu. Ale...nikt nie wie nic na pewno. Strategia tajemnicy? Czy moje za słabe zaangażowanie w sprawę. Albo coraz mniejszy kontakt z rzeczywistością, bo nawet na plakatach nie mogłam dojrzeć owej magicznej daty otwarcia.
Cztery- wielkie otwarcia i wielkie rabaty nie są dla pracujących. Bo zapewne początek sprzedaży nastąpi około południa, a wtedy 93 % dorosłych pracuje.
Po piąte- nie mogę patrzeć, jak w szufladzie biurka leżą 4 ostatnie komórki. Dodam, że pod wpływem działań pod hasłem „Oszczedna rodzina 3.0” parę lat temu wyniosła kilka staruszków do komisu. Dziś komisu już nie ma, komórki walają się i wywołują u mnie wyrzuty sumienia.
Dlatego nie kupię następnej komórki. Tylko na ile starczy mi samozaparcia?
eco